"Koniec, czy może jednak początek..."

99 8 3
                                        

„Zaczęło się 1 sierpnia 2030 roku. Grupa Rosyjskich terrorystów wkroczyła na teren Polski. Prawo było dla nich łaskawe, mogli robić co tylko chcieli. Polacy nie mogli czuć się bezpiecznie, nie przy uzbrojonych osobnikach o innej religii, likwidującej ludzi wyznających jakiegokolwiek innego boga, uzbrojonych po zęby. Wszyscy żyją w strachu, a minęło zaledwie kilka miesięcy. Rodzice nie chcą, by mi się coś stało, dlatego wysyłają mnie do specjalnego ośrodka mającego na celu ochronę niepełnoletnich przed atakami. Jednak zanim się tam dostanę musi minąć rok, tak postanowił rząd. Dorośli mają o tyle gorzej, że nie mają jak się bronić. O nich rząd nie pomyślał. Nie rozumem, dlaczego nie mogą wypędzić tych skurwysynów tam gdzie ich miejsce.... Są pogłoski, że mają wtyki w rządzie, ale nie jestem pewna. Nic teraz nie jest pewne....Poza jednym, Polska na nowo straciła swoją niepodległość...."

Szatynka czytała swój znaleziony podczas pakowania się pamiętnik. Po policzkach popłynęła samotna łza. Otarła ją i odłożyła przedmiot. „To już równo rok..." Pomyślała, zerkając na kalendarz. Zza drzwi dobiegł głos jej mamy, orzekającej, ze niedługo wyjeżdżają. Schowała pamiętnik do plecaka i wróciła do pakowania. Po niedługim czasie była gotowa do drogi. Fakt, nie chciała jechać do tego ośrodka. Wolała zostać z mamą. Nie mogła jej zostawić samej, nie po tym jak dowiedziała się, że tata zginął na akcji wojskowej. Strasznie to przeżywały, a zwłaszcza jej mama. Minęło ponad pół roku, a ona nadal płakała w nocy, przywołując chwile spędzone z nim. Dziewczynie było żal matki i ogarniał ją jeszcze większy smutek, gdy pomyślała o ośrodku, przecież matka sama nie da rady.

-Gotowa do drogi?

Do pokoju weszła mama.

-Tak... Muszę tam jechać?

Spojrzała na nią ze smutkiem w oczach, ta jednak wytrzymała wzrok córki i odrzekła z kamiennym wyrazem na twarzy:

-To dla Twojego dobra. Musisz przeżyć,....przynajmniej Ty. Czekaliśmy równo rok, nie możemy się wypisać.

Wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi. Paula westchnęła i wzięła walizki. Weszła do salonu i oznajmiła, że jest już gotowa do drogi. Zeszły po klatce schodowej na dwór i podeszły do samochodu. Mama zajęła się pakowaniem walizek do bagażnika, a ona ostatni raz patrzyła na swój blok. Tyle wspomnień związanych z tym miejscem przeleciało jej przed oczyma. Po raz kolejny po policzku spłynęła samotna łza. Wsiadła do samochodu i patrzyła na osiedle, które coraz bardziej się oddalało. Przez całą drogę żadna z nich się nie odezwała, a ciszę zakłócała spokojna nuta, lecąca z radia w aucie. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać, jak tam jest, jak to miejsce wygląda. Czy aby na pewno tam jest bezpiecznie? Czy aby nie jedzie w pułapkę? Jej odpowiedzi na te pytanie kryły się tuż za wielkimi, opancerzonymi drzwiami. Wokół postawiony był ogromny mór, a nad nim kolczatka. Przyjrzała się dokładnie zabezpieczeniom. Zauważyła kamery na każdym kroku. Mama pokazała zgłoszenie, a strażnik otworzył bramę. Wysiadła i spojrzała na drzwi prowadzące do środka budynku, który wyglądem przypominał więzienie. Mama podeszła do niej i mocno ją przytuliła. Dopiero wtedy ujrzała jej słone łzy. Poklepała ją po ramieniu.

-Mamo...będzie dobrze, obiecuję Ci to.

Po tych słowach kobieta jeszcze bardziej się rozpłakała. Jeden ze strażników wziął bagaże Pauli i zaprowadził do środka. Nawet nie zdołała odprowadzić mamy wzrokiem do auta. Szli krętymi schodami na pierwsze piętro, gdzie musiała poczekać przed drzwiami z tabliczką „Dowództwo". Postała tam chwilę, po czym zza drzwi wyszedł jakiś mężczyzna. Uśmiechnął się do niej delikatnie i ujął jej dłoń.

-Witam w naszych progach młodą damę, jakie imię nosisz panienko?

Wywróciła oczami i wycedziła przez zęby:

-Paula...

Nie lubiła takich słów używanych w stosunku do Ciebie. Nie była z takich, co lubili jak im ludzie słodzili. Wolała, jak mówili szczerze, bez obwijania w bawełnę. Tak prosto z mostu, niczym starsze panie krytykujące czyjś ubiór.

-Po prostu Paula, czy Paulina?

-Nie wyraziłam się dość jasno? Paula...

-Och, widać nie jesteś z tych milszych...

Wywróciła oczami ponownie i spojrzała na niego wyczekująco.

-Ou, zapomniałem. Jestem Mati, Mati Crush.

„To trochę brzmiało jak : Jestem James, James Bond" Pomyślała i uśmiechnęła się pod nosem. Bez dalszego marnowania czasu ruszyli na kolejne piętro, gdzie znajdował się pokój dla niej. Gdy została sama, postanowiła się rozpakować. Nie wiedziała jak długo tu zostanie, dlatego dla bezpieczeństwa wzięła z domu wszystkie swoje rzeczy. Oczywiście musiała zostawić coś mamie na pamiątkę, a tym czymś był pamiętnik. Jej zdaniem to była najlepsza pamiątka po sobie. Po rozpakowaniu położyła się na łóżku i zamknąwszy oczy, rozmyślała o całym tym roku. Wszystko totalnie się pozmieniało... Leżała tak, do póki nie usłyszała czyichś krzyków i strzałów z pistoletu. Zerwała się z łózka i już miała wybiec z pokoju, gdy ktoś do niego wparował. Było to dwóch chłopaków, może w podobnym wieku do niej, może trochę starszych. Na twarzach mieli maski, a w ręku broń. Stanęła jak słup. Nie wiedziała co zrobić. Kątem oka zaczęła szukać czegoś do obrony. Widocznie chłopacy jej nie zauważyli, bo jeden z nich usiadł na łóżku i rzekł do drugiego:

-Stary...nie damy rady. Za dużo ich jest.

-Toć wiem...Nie no, zabiję Mandzia, to przez niego...

„Mandzio?" Zwróciła uwagę na tę ksywę, gdyż przez atakiem była dzieckiem Youtuba i znała większość polskich Youtuberzów, a Mandzio był jednym z nich. Zaczęła się zastanawiać, czy on pracuje dla tych terrorystów. Wszystko by się zgadzało. Po swej prawej stronie zauważyła szklany wazon. Nawet za długo nie myślała i łapiąc za niego ruszyła na chłopaka na łóżku. W porę powstrzymał ją drugi, łapiąc za kaptur od bluzy. Szybkim ruchem powalił dziewczynę na ziemię, przykładając jej lufę do głowy. Chłopak z łóżka, w końcu ogarnął całą sytuację i do nich podszedł. Ona zaczęła się szarpać i krzyczeć, by ją puścili, lecz jedyne co zrobili, to zatkali jej buzię ręką.

-Mała cicho siedź, bo nas odkryją, rozumiesz?- warknął chłopak, który ją trzymał.

-Adam...Musimy wiać, idą na górę – drugi stał przy drzwiach i nasłuchiwał.

-A co z nią?- spojrzał na szatynkę, po czym na towarzysza.

-Nie może zostać. Nie wiemy, czy jest z nimi.

-Czyli...kto ją niesie?

-Ty... - chłopak odszedł od drzwi i otworzył okno.

Paula zaczęła się jeszcze bardziej szarpać. Nie miała zamiaru z nimi nigdzie iść, przecież dopiero co tu przyjechała, a poza tym nawet nie wie kim są. Niestety jej starania na nic się nie zdały. Chłopak zatkał jej usta jakąś szmatą i przerzucił przez ramię, po czym obaj wyskoczyli przez okno z drugiego piętra! Dziewczyna myślała, że spadną, jednak chłopak skoczył na równe nogi, lekko kucając. Trochę jej ulżyło, jednak nadal nie wiedziała o co chodzi. Po wydostaniu się z budynku, wybiegli  w las. Po jakiejś godzinie drogi, w końcu ją puścili.




********************************

To moja pierwsza opublikowana opowieść, dlatego proszę o wyrozumiałość xD Może komentarz, albo gwiazdka na zachętę? ^^ EDIT. Lekkie poprawki i zmiana pisania z 2 osoby na 3 osobę, myślę, że tak będzie o wiele lepiej <3


Wojowniczka z wyboru...Geschichten, die süchtig machen. Entdecke jetzt