Odetchnęła z ulgą. Spojrzała w wiszące na ścianie lustro. Delikatny makijaż, jaki dzisiaj nałożyła sprawiał, że wydawała się znacznie bledsza niż w rzeczywistości. Związane, ciemne włosy podkreślały jej lekko pucołowate policzki. Nie potrafiła się nazwać ładną, była zbyt normalna by można było się doszukać w niej jakiegoś egzotycznego akcentu, jednak większości podobała się ta prostota i naturalność.

Schowała telefon do kieszeni i wziąwszy kilka głębszych wdechów pchnęła drzwi do łazienki od razu kierując się do stolika. Usiadła na krześle naprzeciwko mężczyzny, który zbyt zaabsorbowany swoim telefon nawet nie zauważył jej powrotu. Chwyciła kartę menu i schowawszy za nią twarz wbiła wzrok w okno wychodzące na ulicę, modląc się w duchu by jej towarzysz jeszcze dłuższy czas nie zdawał sobie sprawy z jej obecności. Może jej zachowanie było infantylne, może w innym towarzystwie powstrzymałaby się od tego rodzaju czynności, jednak na przestrzeni lat nadal nie udało jej się nauczyć się sztuki radzenia sobie w tego typu sytuacjach. W końcu i tak koniec końców ratował ją Jack, więc jej najtrudniejszym zadaniem było wytrwać do jego pojawienia się, a on odwalał za nią całą resztę.

- O przyszłaś- przygryzła jedną wargę wyglądając nieśmiało zza karty. Mike szczerzył się do niej szeroko stukając palcami w ekran telefonu. Jak widać miał w tym dużą wprawę, gdyż jego palce poruszały się niesamowicie szybko i w dodatku nawet nie musiał patrzeć w ekran-, Na czym skończyliśmy?

- Na ptakach- rzuciła szybko wracając wzrokiem do karty- dokładniej tych takich dużych i urodziwych, nie pamiętam jak one się nazywały...

- Albatrosy! Już teraz pamiętam. To był ten żart, w którym pojawiała się odmiana siwogłowa- zadowolony z siebie pochyliła się nieco w jej kierunku wywracając kokieteryjnie oczami, dokładnie tak samo jak młode prostytutki nieznające się na swoim zawodzie i mające nijakie pojęcie o sztuce uwodzenia- Chcesz, mogę ci opowiedzieć inny żart, tym razem o ciemnolicym. To też jest niesamowicie zabawna anegdotka.

Zmusiła się do uśmiechu i choć w jej wykonaniu wyglądał jak nieudolny grymas miała nadzieję, że zrozumie ten niemy przekaz i odpuści.

Nadzieja matką głupich.

- Myślę, że ta pani chciałaby powiedzieć, że nie jest za interesowana - słysząc znajomy głos machinalnie odwróciła się w kierunku jego źródła- Mało tego, myślę, że rozmowy o dużych ptaszkach nie powinny być przeprowadzana w towarzystwie trzeźwej kobiety. Jest to dość niestosowne- mrugnął do Miny, dodatkowo ukazując dwa rzędy zadbanych zębów.

Krzaczaste brwi mężczyzny powędrowały do góry a policzki pokryły się wielkimi rumieńcami złości. Fuknął głośno lustrując mężczyznę spojrzeniem pełnym obrzydzenia.

- Przepraszam, ale, z jakiej pan racji słuchał naszej rozmowy?- Kobieta mogłaby przysiąc, że widzi obłoczki pary wydobywające się w ust Mike'a.

Blondyn westchnął ciężko i wzruszył ramionami, zaraz potem wkładając swoje dłonie do kieszeni spodni, uprzednio odgarniając z czoła nieco przydługą grzywkę.

- Cóż, nietrudno było jej nie słyszeć. Powinien pan popracować nad modulacją głosem w innym przypadku nie będzie miał pan, komu opowiadać o Albatrosach- przeniósł spojrzenie na kobietę i wskazał głową drzwi- To nie daleko jest niezła knajpka z kebabem. Masz ochotę?

- Eee.

- Nie wiem coś ty sobie wymyślił, ale jesteśmy w trakcie spotkania, a ty nam przeszkadzasz- rzekł Mike, w tej samej chwili wstając od stołu. Nawet w pantoflach na obcasie był niższy od blondyna. Mało tego, ogóle wydawał się znacznie od mniejszy. Podczas gdy drugi mężczyzna był dobrze zbudowany, mimo bluzy zarzuconej na ramiona można było dostrzec wyraźne mięśnie, Mike miał mały brzuszek i drugi podbródek widoczny, gdy ten cofał lekko głowę. Ewidentnie był na straconej pozycji- Ta pani nie gustuje w tak ascetycznych daniach- zerknął na Minę szukając gdzieś na jej twarzy potwierdzenia dla wypowiedzianych przed chwilą słów. Nie znalazłszy go jeszcze bardziej się zaczerwienił i znów przeniósł wzrok na blondyna- Nigdzie z tobą nie pójdzie- wycedził, zaciskając palce na krawędzi stołu.

- A może dasz jej zdecydować, w końcu ma własną wolę i sama może zdecydować- obydwie pary oczu zwróciły się w kierunku brunetki.

Nerwowo przygryzła wargę uciekając wzrokiem gdzieś daleko.

- Właściwie to Mike wybacz, ale to spotkanie nie miało większej racji bytu- usilnie starała się brzmieć jak najbardziej żałośnie, jednak stare nawyki spowodowały, że jej głos bardziej przypominał skrzeczenie kaczki niż skomlenie słodkiego szczeniaka- przepraszam cię- złość na jego twarzy zmieniła się w zaskoczenie- Jesteś świetnym facetem, ale nie dla mnie- dodała szybko, jednocześnie zbierając swoje rzeczy.

Blondyn spojrzał tryumfalnie na Mike'a. Widać było, ze ta wygrana nieźle podrasowała mu ego, chociaż już od początku był jej pewny. Nawet aż za bardzo jak na jej gust.

- Wybacz chłopie- przepuścił ją w przejściu ponownie tego dnia wzruszając ramionami- widać woli ascetyczne żarcie- i ruszył za nią, wyprzedził ją przed drzwiami i niczym prawdziwy gentelman otworzył je, kłaniając się przy tym lekko.

Gdy znaleźli się na zewnątrz, nie zastanawiając się długo wpadli sobie w ramiona.

- Nie myślałem, że zobaczę cię w takiej dzielnicy- szepnął jej we włosy. Uśmiechnęła się szeroko jeszcze mocniej zacieśniając uścisk.

- Minęło sześć lat Parker- rzekła odsuwając go od siebie na odległość swoich ramion- szczerze powiedziawszy nie myślałam, że w ogóle cię jeszcze zobaczę. No wiesz po tym wszystkim- wymownie wywróciła oczami, po czym zlustrowała go okiem eksperta- widzę, że praca na oddziale ci służy. Wyglądasz świetnie.

- I kto to mówi- objął ją ramieniem i przyciągnął ją do siebie- nadal jesteś malutka, ale tak poza tym jak na matkę trzylatka masz niesamowite ciało.

- Prawie czterolatka- rzuciła delikatnie zdejmując jego rękę z ramienia- za dwa tygodnie kończy cztery latka. Mógłbyś wpaść, poznasz małego Barnetta.

Usta Parker wykrzywiły się w nienaturalnie wielkim uśmiechu.

- Ledwo, co się spotkaliśmy a ty już zapraszasz mnie do siebie?- Trzepnęła go lekko, na co on uniósł ręce w geście kapitulacji- Nawyk. Chciałam powiedzieć, że nic się nie zmieniłaś, ale chyba sobie daruję. Lubię swoje zęby. Ćwiczysz?

- Nieprzerwanie od tych ośmiu lat naszej znajomości. A tak naprawdę, to chcesz poznać mojego syna? Ostatnio widziałeś go jak był w brzuchu.

- Spasuję- rzekł stanowczo, drapiąc się po zaroście-Jestem tu jedynie przejazdem, wylatuję jutro do Nowego Jorku.

- Szkoda. Polubiłbyś go.

- Tak jak jego matkę?

Ponownie uderzyła go w ramię, tym razem nieco mocniej.

- Bardziej- kątem oka dostrzegła znajomą sylwetkę, odruchowo powiodła wzrokiem w tamtą stronę- dzięki za ratunek, ale i ja będę musiała spasować dzisiaj- dyskretnie wskazała mu podążającego w ich stronę Jacka- mój drugi ratunek przyjechał.


Parker spojrzał na Jacka i już miał coś powiedzieć gdy nagle czyjaś pięść trafiła go prosto w szczękę.

Jeden oddech.

Dwa.

Trzy.

Cholera.



Rozdział słaby. Wiem ale musicie mi wybaczyć, takie tez muszą się pojawiać od czasu do czasu. Tak z innej beczki, nie szło mi za dobrze pisanie go ale dzięki temu mam kolejnych sześć rozdziałów. Poza następnym, ten się jeszcze musi na pisać.

Pozdrawiam ciepło!

Ps. Dla przyszłych i może już teraźniejszych fanów Jacka- spokojnie już później będzie go więcej :)

Na głębokich wodach [W trakcie poprawy]Where stories live. Discover now