rozdział pierwszy

38.9K 2.2K 4.2K
                                        

- Cholera, jeśli będzie remis, powieszę się na żyrandolu. - warknął Niall, biorąc porządnego łyka piwa z puszki.

Harry pokiwał głową, siedząc na kanapie, jak na szpilkach, ponieważ był zestresowany. Chciał, żeby Manchester wygrał mecz, który właśnie oglądał ze swoim przyjacielem w ich wspólnym mieszkaniu. Niall poczęstował go popcornem, ale odmówił, gdyż według niego - bycie modelem Saint Laurent było ważniejsze i starał odżywiać się jak najbardziej zdrowo, w przeciwieństwie do jego kumpla, który lubił jeść praktycznie wszystko i robił to, bo w dziwnych okolicznościach - wcale nie tył, a nawet jeśli by przytył, to nie miałoby nic do jego zawodu, bo przecież w golfie wcale nie chodzi o dobrą sylwetkę, którą blondyn z Irlandii mimo wszystko posiadał.

- Myślisz, że uda im się strzelić gola w ciagu tych pięciu minut? - zapytał Harry, kiedy poproszono o czas.

- Mam nadzieję, inaczej znajdę Tomlinsona i nakopię mu do dupy.

Louis Tomlinson był kapitanem drużyny i to jemu najbardziej kibicowali. Niall - ponieważ uważał, że był naprawdę dobry, a Harry - ponieważ według niego, był przystojny, dobrze grał i bardzo podobał mu się jego tyłek, ale to już chyba nie było takie ważne.

- Wara od jego boskiego tyłka! - brunet zaśmiał się, grożąc Niallowi palcem, na co ten tylko przewrócił oczami.

- Cicho, grają dalej. - blondyn zmienił szybko pozycję na wygodniejszą i zaczął znowu wpatrywać się w plazmę na ścianie.

Wiercili się na swoich miejscach, co chwila wykrzykując przekleństwa w stronę graczy, którzy robili coś nie tak, jakby sami mogli wejść na boisko i we dwójkę ograć wszystkich, ale tak było od zawsze i niestety nikt nie mógł tego zmienić.

- Patrz, Tommo ma piłkę! - krzyknął uradowany Harry i aż podniósł się z miejsca, żeby niczego nie przeoczyć.

Na ekranie telewizora widać było dość niskiego szatyna, która sprawnie wymijał atakujących go przeciwników, kierując się w stronę bramki. W pewnym momencie prawie upadł, potykając się o czyjąś nogę, ale odzyskał równowagę i piłkę. Niall i Harry w ciszy przyglądali się całej akcji. Louis Tomlinson kopnął piłkę trochę mocniej, za moment dobiegając do niej i uderzając ją stopą z pewnie całej siły i teraz właśnie zaczęło się oczekiwanie.

Piłka pędziła w powietrzu w stronę górnego rogu bramki, a bramkarz już podążał w tamtą stronę. Jego dłoń dotknęła piłki, ale nie na tyle wystarczająco, żeby ta nie wpadła w siatkę.

- Tak, kurwa! - Niall wstał gwałtownie, wylewając trochę piwa i zaczął skakać z radości.

- Wygrali! - krzyknął Harry, ponawiając ruchy swojego przyjaciela.

Oczywiście - jak zwykli to robić - natychmiast wyciągnęli swoje telefony, uruchamiając Twittera.

Harry_Styles: Louis_Tomlinson świetny mecz, gratulacje pięknego gola, oby tak dalej, bro!

NiallOfficial: Louis_Tomlinson to było niesamowite ha ! Gratulacje , stary !

Przybili sobie piątki i skierowali się do swoich sypialni, żeby odświeżyć się i wziąć prysznic i kiedy Harry był już w swoim pokoju, jego telefon na szafce nocnej wydał z siebie wibrację, więc siegnął po niego, widząc powiadomienie i wiadomość prywatną na Twitterze.

Louis Tomlinson podał dalej twojego tweeta.

Wiadomości prywatne:

Louis_Tomlinson: Dzięki za miłe słowa! :))

- Cholera. - mruknął z wielkim uśmiechem, wybiegając z pokoju, żeby po chwili wpaść do pomieszczenia obok jak burza.

Niall spojrzał na niego z uniesionymi brwiami, a brunet po prostu rzucił mu swój telefon.

- Napisał do ciebie na prywatnej? Mi tylko dał retweeta. - jęknął. - Może mu się spodobałeś. - uśmiechnął się cwaniacko.

- Nie. - Harry zaśmiał się i wyszedł, zastanawiając się, czy odpisać.

It Is What It Is / Larry Stylinson ✔Stories to obsess over. Discover now