400 lat wcześniej
Leże Igneela
Acnologia się zbliżał, czuł to w swoich kościach. A on nie był w stanie z nim walczyć! Ba! Nie mógł czegokolwiek zrobić. Za dużo mocy zużył, kiedy odganiał od swojego leża Czarnego Maga - Zerefa. W ogóle nie powinien był pozwolić, by jakikolwiek człowiek podszedł tak blisko jego legowiska, znajdującego się w jednym z czynnych wulkanów. Nawet, jeśli był to przyjaciel. Przyjaciel! Czy można tak dalej nazywać kogoś, kto próbował odebrać mu syna? Nie, na pewno nie.
Wolał już zapomnieć o swoich ideach i zniszczyć nieśmiertelnego niż pozwolić, aby zbliżył się do jego jedynego dziecka i je skrzywdził. Ale gdy w szale próbował go zabić, jednocześnie stracił swoją szansę na pokonanie Czarnego Smoka.
Z ponurym westchnieniem, Król Ognistych Smoków dotknął lekko pyskiem popękanego jaja, leżącego przy jego pokrytym czerwonymi łuskami brzuchu. Wiedział, że jego syn niedługo się wykluje. Słyszał, jak małe i jeszcze niezbyt twarde pazurki skrobały wnętrze skorupy, kiedy jego potomek próbował się wydostać. Smoczek zapiszczał, wzywając swojego ojca, jednak ten tylko położył głowę na ziemi, uważnie obserwując dygoczące się jajko. Tę walkę Natsu musiał stoczyć sam.
W końcu malec, po wielu próbach, rozerwał skorupę. Wciąż oszołomiony swoim pierwszym zwycięstwem z trudem łapał oddech, prostując przy tym wilgotne skrzydła. Smoczątko ponownie zaskrzeczało, rozglądając się po swoim domu w poszukiwaniu rodzica. Nie widziało jeszcze zbyt dobrze, ale jako magiczne stworzenie wyczuwało pokrewną sobie moc. Wyczuwając jej olbrzymią ilość, ruszyło niezdarnie, na chwiejących się łapach, w stronę pyska Ognistego Smoka, kichając przy tym parokrotnie.
Świeżo upieczony ojciec uśmiechnął się ze smutkiem na myśl, że być może po raz pierwszy i ostatni widzi Natsu. Z czułością w olbrzymich, czerwonych oczach obserwował, jak syn podchodzi bliżej niego, omijając skapujące ze stropu krople lawy. Tak bardzo chciałby z nim spędzić więcej czasu! Ale nie mógł. Acnologia już prawie tu był i za nic nie przepuściłby okazji na uśmiercenie ich obu.
Wzdychając ciężko, Igneel podniósł się z legowiska. Z trudem zignorował przestraszone piski smoczątka, kiedy rozkładał skrzydła, szykując się do lotu i walki. Malec próbował wdrapać się po jego łapie na grzbiet, ale odtrącił go. Chociaż nie chciał go zostawiać samego wiedział, że starcie z Czarnym Smokiem to nie przelewki. A zabieranie syna do samego centrum bitwy byłoby skrajną nieodpowiedzialnością zwłaszcza, że był osłabiony.
- Zostań tu, Natsu – odezwał się Król Ognistych Smoków. Wiedział, że jego potomek jeszcze nic nie rozumie, jednak pragnął go w jakiś sposób uspokoić. Przekazać, że wszystko będzie dobrze, że wróci. - Zaraz będę z powrotem! - Ale najpierw pokonam Acnologię!
Gwałtownie wzbił się w powietrze, a potężny podmuch wiatru jaki przy tym powstał, odepchnął jego dziecko pod jedną ze ścian legowiska. Czystą mocą wysadził szczyt ognistej góry i uniósł się wysoko w powietrze, żeby zająć jak najlepszą pozycję do ataku.
Nie musiał długo czekać na swojego przeciwnika. Pojawił się chwilę później i z ogłuszającym rykiem obwieścił swoją obecność. Jego ciemna sylwetka szybko wyłoniła się spośród chmur, pokazując się w pełnej okazałości. Czarne łuski lśniły w popołudniowym słońcu, a niebieskie znaki pokrywające całe ciało, zdawały się świecić własnym światłem i dodawały swojemu właścicielowi grozy.
Smok Apokalipsy niewątpliwie był groźnym wrogiem. Nie dość, że posiadał imponujące kły i pazury, to był dużo młodszy od Igneela, a przez to silniejszy. Za to Król Ognistych Smoków miał doświadczenie z setek walk, które odbył w czasie długiego życia i teraz zamierzał wykorzystać całą swą wiedzę, by zniszczyć nieprzyjaciela. Zapowiadała się wyrównana walka.
KAMU SEDANG MEMBACA
Fairy Tail - Syn Ognistego Smoka
Fiksi PenggemarTo opowieść o tym, jak smok pokochał gwiazdę, jak woda stopiła lodowe serce, jak stal ugięła się przed słowem i jak rycerz ocalił spadający meteor. O tym, jak rozpacz zostaje przegnana przez płomienie. Chcesz się dowiedzieć, o co chodzi? Zajrzyj tut...
