Ona - impulsywna, pełna pasji i chaosu. On - chłodny, opanowany strateg, którego serce trudno odczytać.
Min Jungmi, dziedziczka największego koncernu technologicznego w kraju, od zawsze wiedziała, że jej życie nie będzie należeć do niej. W rodzinie...
Słońce chyliło się ku zachodowi, barwiąc ogród posiadłości rodziny Min na złoto i pomarańczowo. Powietrze pachniało jaśminem i świeżo skoszoną trawą. W tej scenerii mała dziewczynka, nie mająca więcej niż siedem lat, z rozwichrzonymi włosami i podrapanymi kolanami, pędziła boso po żwirowej alejce, uciekając przed zniecierpliwioną guwernantką.
Ale dziewczynka tylko śmiała się głośno, jakby z każdym krokiem w stronę zachodzącego słońca uciekała od niewidzialnych kajdan, które nakładano na jej dzieciństwo. Nienawidziła godzin spędzonych nad książkami i ćwiczeniami z etykiety. Czuła, że świat ma do zaoferowania więcej niż starannie wyuczone ukłony i doskonała kaligrafia.
— Ona nie ucieknie! — krzyknęła, wybiegając na kamienne schody prowadzące do oranżerii. — Ale ja mogę!
Wtedy, na ganku, pojawił się ktoś, kto zawsze potrafił ją zatrzymać. Jedyna osoba, przy której czuła respekt, jej starszy brat, Yoongi. Miał zaledwie kilkanaście lat, ale już wtedy zachowywał się poważniej niż niektórzy dorośli. Miał obojętny wyraz twarzy, złożył ręce za plecami i spojrzał na nią z tym charakterystycznym dla siebie opanowaniem.
— Wiesz, że to nic nie da. — Jego głos był spokojny, ale stanowczy. — Obowiązki nie znikną tylko dlatego, że od nich uciekasz.
Dziewczynka zmarszczyła nos i tupnęła nogą, jakby chciała tym prostym gestem wyrazić cały bunt wobec świata.
— A dlaczego ja zawsze muszę robić to, czego chcą inni? — spytała z wyrzutem, chowając dłonie za plecami. — Oppa, chcę biegać, chcę się wspinać na drzewa, chcę śmiać się głośno... A oni każą mi siedzieć prosto i milczeć!
Yoongi westchnął cicho. W jego spojrzeniu kryło się coś więcej niż irytacja. Tylko i wyłącznie troska. Był dla niej nie tylko bratem, ale i opiekunem, odkąd pamiętała.
— Bo taka jest nasza rola — odpowiedział, zbliżając się do niej. — Kiedyś to ty będziesz dziedziczką całego imperium. Ludzie będą oczekiwać od ciebie siły, powagi i odpowiedzialności.
— Ale ja nie chcę być odpowiedzialna! — wybuchła, odwracając się plecami. — Nie chcę, żeby ktoś decydował, kogo mam poślubić, co mam robić i jak mam żyć!
Jej słowa zawisły w powietrzu, zbyt dorosłe jak na dziecko, którym była. Yoongi milczał przez chwilę, jakby ważył każde zdanie. Potem położył jej dłoń na głowie, przygładzając niesforne brązowe kosmyki.
— Wiem — szepnął. — Ale pamiętaj, że czasem nawet w świecie obowiązków można znaleźć wolność. Trzeba tylko umieć ją dostrzec.
Dziewczynka spojrzała na niego podejrzliwie, jakby nie rozumiała jeszcze sensu tych słów. W jej oczach błyszczał ten sam ogień, który Yoongi widział od zawsze – ogień, którego nie dało się zdusić.
Tego dnia nie wróciła od razu do kaligrafii. Siedziała na schodach oranżerii, kiwając nogami i patrząc w niebo, które powoli gasło w granacie nadchodzącej nocy. Marzyła o świecie, w którym będzie mogła wybierać sama – swoje życie, swoje zasady, swoje szczęście.
Nie wiedziała jeszcze, że jej dziecięcy bunt stanie się początkiem historii, w której ogień spotka się z lodem, a jej serce zostanie związane węzłem, którego nie da się tak łatwo zerwać.
✯
W ekskluzywnym domu państwa Park zawsze panowała cisza. Nie była ona jednak pełna spokoju – raczej ciężka, narzucona, podszyta dyscypliną i oczekiwaniami. Mały Jimin, siedzący przy masywnym biurku w gabinecie swojego ojca, wiedział o tym najlepiej.
Miał zaledwie siedem lat, a jego palce już drżały nad piórem, kreśląc kolejne równe znaki w zeszycie. Zegar na ścianie tykał miarowo, przypominając, że czas w ich domu nigdy nie należał do nich – należał do firmy, do tradycji, do nazwiska.
— Jeszcze raz. — Głos ojca był chłodny, pozbawiony emocji. — Masz pisać, aż będzie idealnie.
Jimin nie protestował. Nigdy nie protestował. Wiedział, że każde słowo sprzeciwu spotka się z surową reprymendą. Więc milczał, zaciskał zęby i pisał dalej, starając się nie zawieść. Chciał być tym, którego ojciec w końcu pochwali, choćby jednym skinieniem głowy.
Od małego uczono go, że życie to kalkulacja, a emocje są przeszkodą.
Nie okazuj gniewu, nie okazuj słabości, nie okazuj radości – one nie przystoją przyszłemu CEO – te słowa słyszał tak często, że zakorzyeniły się w jego myśli jak wyryte w kamieniu motto.
Podczas gdy inne dzieci biegały po ogrodzie, on godzinami siedział nad książkami. Matematyka, ekonomia, języki obce – dzieciństwo pachniało atramentem i kurzem starych tomów. Nauczyciele chwalili go za skupienie, za analityczny umysł, za to, że nigdy się nie rozpraszał. Ale nikt nie widział tego, co działo się wewnątrz – że za tym chłodnym spojrzeniem skrywało się dziecko, które nigdy nie miało prawa być dzieckiem.
Pewnego dnia, gdy miał dziesięć lat, odwiedził posiadłość jednych z najważniejszych partnerów ojca. Pamiętał to dobrze – zapach ogrodu, pełne śmiechu echo dobiegające z daleka. I Min Jungmi, która jak zwykle biegała boso po trawie, z twarzą rozpromienioną od uśmiechu. On stał przy boku ojca, prosto wyprostowany, z dłońmi splecionymi za plecami, jak go nauczono.
— Widzisz? — szepnął wtedy ojciec. — Dlatego oni potrzebują nas, a my ich. Chaos i emocje muszą zostać utemperowane.
Jimin skinął głową, choć jego wzrok nie odrywał się od dziewczynki. Była dla niego przeciwieństwem wszystkiego, czego uczono go w domu – żywiołem, który nie znał granic. Wtedy nie wiedział jeszcze, że jego serce będzie biło właśnie w tym kierunku.
Tego dnia, kiedy ona wybiegła z oranżerii, a jej brat próbował ją zatrzymać, Jimin patrzył z ukrycia. Widział jej bunt, jej krzyk, jej tupnięcie nogą. I choć sam nigdy nie miał odwagi zrobić czegoś podobnego, w głębi duszy zapragnął takiej wolności.
Ale zamiast biegnąć za nią, pozostał tam, gdzie stał – cichy, spokojny, posłuszny. Taki, jakiego chciano z niego uczynić.
To właśnie wtedy, jeszcze jako chłopiec, obiecał sobie dwie rzeczy:
Nigdy nie okaże słabości.
I nigdy nie pozwoli, by ktoś odebrał mu to, co naprawdę ważne.
Nie wiedział jeszcze, że to, co najważniejsze, nosiło imię Min Jungmi.
¡Ay! Esta imagen no sigue nuestras pautas de contenido. Para continuar la publicación, intente quitarla o subir otra.
Od Autorki: To witam na nowym projekcie. Na razie dodaję tylko pierwszy rozdział, który jest nijako prologiem i zachętą, abyście pozostali ze mną na dłużej.
Czytelniku! Jeżeli podoba Ci się to, co tutaj tworzę, proszę pozostaw po sobie ślad - komentarz i/lub gwiazdkę. To naprawdę motywuje do dalszego tworzenia!