Prolog

21 3 0
                                        

Vivianne wpatrywała się w ekran telefonu już od kilku minut. Jej dłonie drżały, gdy raz po raz odczytywała wiadomość od koleżanki z pracy.

Amanda: Ten chłopak przyszedł. Wygląda jak ojciec. Uważajcie na siebie.

Odrzuciła telefon na blat. Wplątała ręce we włosy i delikatnie za nie pociągnęła. Myślała, że w ten sposób pozbędzie się bólu psychicznego. Nie udało się.

Wyjrzała przez okno w salonie. Na zewnątrz panował chaos, taki sam jaki w jej głowie. Nieproszone wspomnienia z przeszłości wracały.

- Nie powinna się z nim spotkać. - powiedziała cicho do siebie. - Nie z jego rodziną. Nie z jego nazwiskiem.

Przecież Aurora o tym nie wie. Skąd miałaby wiedzieć?

Vivianne poderwała się z miejsca i szybko ruszyła po schodach. Niemal wbiegła do swojej garderoby, po czym podeszła do szuflady wypełnionej butami, których już nie nosi. Na samym dnie odnalazła zakurzone pudełko.

Wpatrywała się w nie, ważąc się czy powinna je otwierać.

Nie zrobiła tego. Była tchórzem.

Wrzuciła pudełko z powrotem do szuflady i zakopała je wśród butów.

Upewniła się, że pudełko jest niewidoczne i zatrzasnęła szufladę.

Niektóre historie lepiej zakopać. - pomyślała. - Przynajmniej na jakiś czas.

Wróciła do salonu i usiadła na pustej kanapie. Spojrzała na zdjęcie swojej córki stojące na komodzie. Uśmiechnięta, beztroska i niczego nieświadoma.

Vivienne poczuła znajome ukłucie lęku. Nie o siebie. O nią.

MoonlightWhere stories live. Discover now