Prolog

26 5 3
                                        

(wcześniej)

Do uszu chłopaka doleciał dźwięk podjeżdżającej pod dom Corvette’y. Choć mieszkał z sierżantem dopiero od niedawna, potrafił rozpoznać na odległość ryk silnika z V8 pod maską. Uśmiechnął się, choć wiedział, że od dzisiaj będzie miał dodatkowe towarzystwo. Zaczęły się wakacje i sierżant przywiózł na całe dwa miesiące swoją córkę, która nawiasem mówiąc przyleciała do Nowego Jorku aż z Seattle. Caine nie był tym faktem zachwycony. Dziewczyna była od niego młodsza i spodziewał się zadufanej w sobie nastolatki z kilogramem makijażu na twarzy.

Siedział w garażu i dłubał przy swoim motocyklu. Zamierzał odkładać spotkanie jak najdłużej się dało. Sierżant był wyrozumiały wobec niego i nigdy go do niczego nie zmuszał. Poza pracami w ogrodzie i pomocą przy gotowaniu. Do tego drugiego żaden z nich nie miał talentu, ale radzili sobie.

A później zjawiła się ona.

Usłyszał jej cichy śmiech jeszcze zanim weszła do garażu. Pewnie sierżant opowiedział jej jakiś żart, z gatunku tych słabych, ale wypadało się zaśmiać. Nie obejrzał się, choć poczuł na sobie jej spojrzenie.

“Wspaniale.”

– Więc to ty jesteś tym mitycznym chłopakiem, o którym tata nie chce mówić? – odezwała się za jego plecami, z nutą zaczepki w głosie.

– A ty to pewnie ta ciekawska panna, z drugiego końca kraju, co przyleciała tu na wakacje? – odpowiedział pytaniem, nie podnosząc na nią spojrzenia, dokręcając śrubę, jakby jej obecność nie robiła na nim wrażenia. Rzucił jej jedynie chłodne spojrzenie spod czapki.

– Może. Ale przynajmniej umiem się przywitać. Laura.

Uśmiechnęła się z wyższością i podeszła do niego bliżej, jednocześnie wyciągając w jego stronę dłoń.

– Caine – mruknął, ale nie podał jej ręki. Nie był pewny, czy dziewczyna przypadkiem go nie testuje. Jego dłonie były brudne od smaru, a jej mocno kontrastowały na tle całego bałaganu, jaki zdążył wokół siebie zrobić.

Nie patrzył na nią, ale czuł jej spojrzenie na sobie. Usłyszał jak dziewczyna wzdycha, po czym przysuwa sobie skrzynkę i siada na niej tak by miał ją tuż przed nosem. Wystarczyło by podniósł wzrok.

– Ładny motor. Twój? – spytała, a Caine skrzywił się lekko.

– Kiedyś był. Teraz raczej nadaje się na złom – odpowiedział z lekkim uśmiechem, choć ten zniknął zanim całkiem się pojawił.

– A ty? Bociek cię podrzucił, czy sam się przypałętałeś?

Nie powiedziała tego, by go obrazić. Miał wrażenie, że wręcz przeciwnie. Jakby próbowała wywołać w nim jakąkolwiek inną reakcję, niż to, co jej do tej pory serwował. I zadziałało, bo poderwał głowę do góry, z drżącym uśmiechem na ustach. Zastygł jednak w jednej chwili, gdy wreszcie ją zauważył. Patrzyła na niego dużymi, szarymi oczami z kryjącym się w nich błyskiem zaciekawienia. Z czoła odgarnęła niedbale opadający lok włosów w ciepłym odcieniu brązu. I nie miała na twarzy ani grama makijażu. No może poza soczystym błyszczykiem, który podkreślał jej pełne usta.

Caine odwrócił wzrok speszony. To by było na tyle z jego maski mruka.

Laura zaśmiała się cicho, podobnie do tego, co usłyszał jak tylko opuściła samochód, ale tym razem ten dźwięk przyjemnie rozszedł się po jego ciele.

Prychnął nie mając żadnej gotowej odpowiedzi, co wywołało tylko jej szeroki uśmiech.

– Nie tego się spodziewałeś, co? – Spytała, a on podniósł wzrok, tym razem przygotowany.

– Spodziewałem się raczej okularnicy, maskującej niedoskonałości makijażem. Cóż, myliłem się – odparł zbyt szczerze i mentalnie strzelił sobie w twarz. Niestety, okazało się, że oprócz wyglądu, dziewczyna miała również rozum. Wyłapała komplement, bo lekko zaróżowiły jej się policzki.

– Tata ciebie też opisywał inaczej – zaczęła ostrożnie dobierając słowa, jakby nie chciała go obrazić. Mimo to Caine wiedział, że czego by nie powiedziała, sierżant mówił jej prawdę. – Opisał cię jako buntowniczego komputerowca, nie wspomniał jednak o zamiłowaniu do zardzewiałych dwukołowców.

Caine zaśmiał się cicho. Sierżant trafił w punkt.

– Motor to tylko hobby, o ile uda mi się go zreanimować.

– To może będę mogła ci przy nim pomóc. Spokojnie, nie boję się ubrudzić. Nie raz pomagałam tacie, gdy naprawiał Corvette.

Caine spojrzał na nią z uznaniem. Pierwszy raz spotkał dziewczynę, która nie bałaby się o swoje paznokcie, czy skórę, a co dopiero z własnej woli proponowała pomoc przy brudnej robocie.

– Zobaczymy, co da się zrobić – stwierdził z drżącym uśmiechem.

Nim Laura zdążyła mu coś odpowiedzieć, z ganku rozległo się wołanie sierżanta. Kazał im przyjść na obiad. Dziewczyna podniosła się, bacznie obserwując Caine’a, po czym wyszła z garażu, zostawiając go za sobą. A Caine… odprowadził ją spojrzeniem spod daszka czapki. I nic nie mógł poradzić na to, że z zachwytem przyglądał się jej kołyszącym biodrom.

“To będzie długie lato…” – stwierdził w myślach i ruszył w ślad za dziewczyną.

Cień w SieciOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz