Stałam na cmentarzu znajdującym się niedaleko mojego domu, wpatrując się w nagrobek na którym widniał napis
Evan Graves, na zawsze w naszych sercach.
Pojedyncze łzy spływały mi po policzkach, a twarz pozostawała kamienna i niewzruszona, mimo iż w środku krzyczałam zdzierając sobie gardło.
Przeżywszy 21 lat.
Nikt nawet nie pofatygował się przyjść na jego pogrzeb. Nie licząc mnie i jego matki, która nawet nie ukrywała znudzenia sprawą śmierci jej syna.
Żyliśmy w towarzystwie zepsutych ludzi, zniszczonych do szpiku kości którzy nigdy nie powinni pozostawić po sobie potomstwa. Nie powinniśmy istnieć. Wraz z Evanem wychowaliśmy się razem, musieliśmy liczyć tylko na siebie, gdy nasi rodzice omawiali między sobą brudne interesy. Ja i Evan zawsze udawaliśmy rodzeństwo, przy nim nie potrzebowałam nikogo i niczego innego, wystarczyło że przy mnie był i chronił przed wszystkimi złami tego świata. Chłopak był ode mnie tylko o pięć lat starszy, ale zawsze starał się grać rolę dużo starszego. Grał mi rolę ojca.
Zdawałam sobie sprawę z faktu dojrzałości chłopaka przez sytuację jakie przechodził, i o których mi opowiadał. Katowany przez własnego ojca, wyrzucany na mróz gdy tylko podniósł głos na swoją matkę lub nie zgodził się z nią w jakiejś kwestii. Za to chłopak ciągle pozostawał charyzmatyczną i ciepłą osobą. Nie chciał mi za dużo opowiadać o swoich przeżyciach, aby nie zrzucać na moje barki zbyt wiele. Ale prosiłam go o opowieści, ponieważ widziałam jak ta krótka rozmowa pozwalała mu się wyzwolić od złych przeżyć które wertował w myślach.
W moim domu przemoc była cicha, przez to że ojciec nie zwracał na mnie uwagi. Moja matka zmarła od razu po tym gdy mnie urodziła - tak słyszałam - więc czułam wyrzuty sumienia, i czułam że ojciec dlatego tak bardzo mnie unika i prawdopodobnie nienawidzi. Chciałam po prostu choć raz poczuć się zaopiekowana, poczuć się kochana. Evan dawał mi to poczucie, ale wiedziałam że nigdy nie zastąpi mi ojca.
Teraz jedynie mogłam przychodzić na cmentarz i rozmawiać z kamienną płytą mając nadzieje że przyjaciel chociaż mnie słyszy.
Postawiłam na grobie czerwoną różę którą przyniosłam z ogrodu mojej mamy, o który służba dalej dbała. Zawsze bawiłam się w tym ogrodzie z Evanem, w kółko powtarzając że to miejsce jest magiczne. Zawsze czułam się w nim jakby mama była blisko. Któregoś razu podczas zabawy w ogrodzie skaleczyłam się cierniem jednej z czerwonych róż, starałam się nie płakać ale łzy samowolnie zbierały się w kącikach moich oczu. Evan opatrzył mi ranę a następnie powiedział - Jesteś jak ta róża Raya, jesteś piękna i delikatna, każdy płatek jest unikalny. Rozkwitasz w odpowiednich warunkach, ale też masz kolce, czyli jesteś w stanie się bronić. Pamiętaj o tych kolcach Różyczko. - od tamtej pory mnie tak nazywał, wtedy jeszcze nie wiedziałam co chciał powiedzieć przez tę metaforę ale z czasem to zrozumiałam. W wieku czternastu lat przefarbowałam włosy na bordowo, aby swoją osobowość kreować na jego słowach. Chłopakowi bardzo spodobał się nowy kolor. Był unikalny, jak ja. Przynajmniej z tego co mówił mój anioł w postaci człowieka. Obecnie już niestety tylko anioł.
- Teraz jesteś już wolny - powiedziałam a mój głos się załamał - Już nie czujesz bólu. - powietrze w moich płucach zaczęło wydawać się ciężkie, a wręcz bolesne - Będę silna, obiecuje Evan. Spoczywaj w pokoju mój aniołku. - powiedziałam na jednym wdechu a następnie skierowałam się w kierunku wyjścia z cmentarza.
Witam serdecznie tutaj autorka, nie jestem pewna czy pomysł na książkę jest wystarczająco dobry, dlatego chętnie poznam wasze opinie. Z góry podkreślam że książka będzie opierała się na trudnych wątkach i przeżyciach, takich jak samookaleczenie, przemocy, morderstwa, śmierć etc. Jeśli czujesz dyskomfort przy takich wątkach proszę nie czytaj tej książki. A teraz zapraszam do historii Rayi Lazarev.
YOU ARE READING
helpless agony
Teen FictionRaya Lazarev od najmłodszych lat musi zmierzać się z szarą rzeczywistością, po śmierci jej najlepszego przyjaciela, który do tej pory chronił ją przed złami z zewnątrz, zderzy się z demonami w ludzkich skórach, dowie się czym naprawdę zajmuje się je...
