NO.01

12 2 3
                                        

Byłam jedynaczką przez trzy minuty i dwadzieścia osiem sekund. Nawet jeśli była to krótka chwila, śmiało mogę stwierdzić, że był to najlepszy czas w moim życiu. Po upływie tego czasu na świat przyszedł Aiden, którego życiową misją było uprzykrzanie mi życia na każdej jego płaszczyźnie. Oczywiście znalazły się momenty, kiedy był przydatny, ale to były ulotne chwile. Nie wiedziałam co zrobiłam w poprzednim życiu, że musiałam tak pokutować, jednak moim zdaniem była to tortura na którą nie zasługiwał nawet najgorszy przestępca. Wiecie jak to jest mieć brata bliźniaka? Zapewne większość z was nie ale nic straconego, powiem wam. Krótko, zwięźle i na temat: jest beznadziejnie. Na potwierdzenie moich słów mogę powiedzieć tylko tyle, że oto Aiden Henry Hodge, największy idiota żyjący w Stanach Zjednoczonych, właśnie wdał się w bójkę. Kolejną w tym miesiącu.

Mimo, że nie widziałam jeszcze jego twarzy, byłam pewna, że wśród szamotających się kretynów, znajdzie się ten największy z podwojonym zespołem debilizmu. Przedzierałam się wśród tłumu ludzi cuchnących mieszanką potu, resztek perfum i alkoholu. Uważałam, aby nie wdepnąć w wymioty i przez przypadek nie zostać dotkniętą zapalonym papierosem czy też innym suszonym darem natury. W końcu mi się udało i automatycznie z zdegustowaniem na twarzy, skrzyżowanymi rękoma patrzyłąm jak mój brat dostał w twarz, a następnie oddaje cios. Czułam jak moje policzki się czerwienią z złości i irytacji. Już widziałam zbliżające się problemy i słyszałam piszczące krzyki mamy, której nie był w stanie nikt uspokoić. Nawet babka Katerina, ktora ona nie uspokajała, a bezlitośnie mroziła wzrokiem każdego w zasięgu jej wzroku.

- Rozdzielcie ich! - krzyknęłam na jakiś typów stojących po moich bokach

Najpierw spojrzeli na mnie, potem na siebie i znowu na mnie zanim z westchnieniem odstawili trzymane rzeczy i podwineli rękawy. Nie byłam głupia. Nie miałam zamiaru narazić się na sierpowego Aidena, a takiego ma całkiem solidnego i nie pytajcie skąd wiem. W końcu sprzeczki między rodzeństwem mają różny charakter, a tak owych między naszą dwójką było całkiem sporo. Zwłaszcza na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat.

Dwóch chłopaków zaczęło rozdzielać Aidena i nieznanego mi chłopaka w zbliżonym wieku. Widząc ich dołączyła się jeszcze trójka innych, którzy chyba byli znajomymi przeciwnika mojego brata. Niebieskie światło ledów padało na twarz chłopaka z krwią cieknącą z nosa i rozwalonych brwi. Spojrzałam na jego bogatego rywala. Markowe ubrania były ubrudzone, a wokół oka zapowiadała się porządna śliwa. Gapie zaczęli się rozchodzić w iście szampańskich nastrojach, jakby widok bijących się ludzi był dla nich idealnym dopełnieniem imprezy. Jakże prymitywnym gatunkiem jesteśmy.

- Mój ojciec się z tobą policzy! - krzyknął nieznajomy w stronę Aidena, zaciągany do środka budynku przez kumpli i dziewczynę w lateksie

- Twój stary może mi naskoczyć! - odezwał się Aiden szczerząc się jak głupi, za co dostał ode mnie w ramię

Kontynuowali swoje wywody, obrzucają się obelgami. Co chwilę wyrywali się i spowrotem zostawiali odciągani. Wypuściłam ciężko powietrze z ust bo wiedziałam, że nie jestem w stanie sprawić, aby w końcu zamilkł. Na moje nieszczęście po alkoholu mógł wyśpiewać wszystko i bez ani jednej przerwy opowiedzieć całe swoje życie.

Pomiędzy jednym przekleństwem, a drugim zdążył zwymiotować. To był dla nas koniec na dziś. Musiałam teraz odprowadzić tego idiotę do domu i ukryć w pokoju przed mamą, która zmiotłaby nas z powierzchni ziemi, gdyby tylko zobaczyła swojego syna z krwią na koszulce. O ile wcześniej nie dostałaby ataku serca. Jedynym plusem było że przynajmniej wycelował i nie pobrudził ani mnie ani siebie.

- Jesteś obrzydliwy. - powiedziałam podając mu chusteczkę

Odwróciłam się i nieco się oddaliłam, aby złapać zasięg. Tutejsza okolica mogła poszczycić się wyjątkowo słabym wifi. Napisałam wiadomość na czacie grupowym znajomych z którymi byliśmy tego wieczoru o sytuacji i schowałam telefon do kieszeni. Wróciłam do Aidena obok którego znalazła się już ochrona klubu. Nie bez powodu. Mój kochany braciszek wdał się w potyczkę tylko że tym razem słowną również z pracownikami klubu, podczas której śmiał się jakby był na dragach. Podeszłam i szarpnęłam nim aby obrócił się w moją stronę.

EXHAUSTINGStories to obsess over. Discover now