1.

37 3 1
                                        


Pov Jin.

Wracałem właśnie z nieudanej imprezy. Nieudana była tylko dla mnie, reszta pseudoprzyjaciół bawiła się świetnie...
Szedłem tak ulicą między różnymi knajpami i klubami. Z daleka już widziałem młodego chłopaka który biegł ile sił w nogach. Zaraz za Nim było trzech oprychów. Młodszy uciekał przed nimi.
Przyśpieszyłem nieco swój krok i zszedłem na tą stronę uliczki, po której biegł. Szybko oceniłem sytuacje i gdy tylko był na wyciągnięcie ręki, wciągnąłem go szybko do bocznego przejścia między budynkami.
- Co jest?! - zaczął się szarpać, ale położyłem mu dłoń na ustach by się uciszył.
- Nie wpierdalaj się, koleś! - usłyszałem za nami jednego z tych goniących, czyli widzieli. Dobrze, już dawno miałem ochotę komuś wjebać. Odwróciłem się przodem do bandziora, chowając młodszego za swoimi plecami.
- Dobrze Ci radzę... oddaj nam młodego i idź w swoją stronę. - prychnąłem na jego słowa i zacząłem podwijając rękawy od swojej koszuli.
- A jeśli nie, to co? - odezwałem się w końcu
- To najpierw rozprawimy się z Tobą!  - warknął. Gestem ręki nakazał pozostałej dwójce się na mnie rzucić. I gdy tylko podeszli, dostali szybkie i mocne strzały w krtań, przez co padli na ziemię. - Ty chuju! - szefuncio był wkurwiony jeszcze bardziej. Zaczal wymachiwać łapami, które idealnie omijałem. Zmęczył się po paru minutach. Wyciągnął z kieszeni mały myśliwski nóż.
- Na bogato... Dawaj, jeśli potrafisz. - prowokowałem go. Chciałem chociaż raz dostać w mordę, czy to tak wiele...?
Mięśniak machał scyzorykiem na wszystkie strony. Nudziło mnie to więc i on dostał mocny strzał w okolice ucha. Złożył się jak pozostali.
- Palanty... - mruknąłem do siebie i odwróciłem się do chłopaka. Patrzał na mnie dużymi oczami, otrzasnął się szybko I zwyczajnie odwrócił się i zaczął odchodzić. - Jasne, nie ma za co... - powiedziałem już do siebie i podniosłem swoją skórzaną kurtkę z ziemi.
Zacząłem odchodzić od nieprzytomnych gości, ale spojrzałem jeszcze raz w stronę młodszego. Mógł skończyć źle, jeśli bym się nie pojawił... zatrzymał się nagle i wrócił do mnie.
- Poradziłbym sobie. - dorównał mi kroku
- Najwyraźniej. - uśmiechnąłem się.
- Mówię poważnie. - skinąłem głową
- Ile masz lat? - spojrzałem na niego
- 17. - i tak właśnie wyglądał. Nawet ma na sobie mundurek szkolny.
- Wracaj do domu, młody. I nie wpadaj już w kłopoty. - poklepałem go po ramieniu. Jest zaledwie 5 lat młodszy ode mnie.
- A jeśli nie mam domu? - zatrzymał się w miejscu
- Niemożliwe,  każdy ma jakiś dom. - też się zatrzymałem. Dzieliło nas może ze 2, albo 3 merty. Ale widziałem ten strach w jego oczach. Ból jaki doświadczył... - A mój, może być od dzisiaj Twoim. - uśmiechnąłem się lekko i wyciągnąłem do niego rękę. Podszedł szybko i objąłem go ramieniem. - Jak się nazywasz?
- Min Yoongi. - powiedział cicho.
- Jestem Kim SeokJin, ale Mów mi Jin. - zaśmiałem się. Chłopak odwzajemnił uśmiech i ruszyliśmy do mojego małego mieszkania.

Od tamtej pory minęło 10 lat.
Moja kariera bokserska przyniosła mi chwale i sławę. Małą kawalerkę mogłem zamienić na ogromny dom, było mnie stać na wszystko czego zapragnałem. Świat stoi dla mnie otworem...

Yoongi wyrósł na silnego i mądrego. Jego umysł nie może równać się z żadnym innym.
Żyjemy razem tak długo, że nie wyobrażam sobie, że mogłoby go zabraknąć. Jest nieodłączną częścią mojego życia i zabiłbym każdego kto go skrzywdzi...

__________

Pierwszy rozdział napisany, przez JeonNathalie

Pierwszy rozdział napisany, przez JeonNathalie

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
Fighting for some life...Where stories live. Discover now