DOCKSHIRE

9 0 0
                                        

 Mówiono, że w Dockshire zalęgła się ciemność całego świata. Tak mówił mu tata, gdy każdego wieczoru siadali wspólnie do czytania bajek. Tata przychodził z kolejną, małą książeczką pełną kolorowych, przepięknych ilustracji, na widok których dostawał wypieków na twarzy. Zachwycał się twarzami postaci, błyszczącymi oczami pod finezyjnie rozwianymi włosami, jakby prawdziwy wiatr wdarł się między kartki książek. Litery pomijał, interesowały go tylko włosy. Bawił się też z kwiatami. Pokrywały większość stron, chowały się przy numeracji, czasem zdobiły inicjał. Na kwiaty też nie mógł się napatrzeć. Próbował zgadnąć, czy rzeczywiście tak wyglądały, istniały w świecie poza jego domem, czy należały do fantazji ilustratora, tego nieskończonego oceanu pomysłów, zalewających jego umysł od pierwszych chwil czytania. Tata zaczynał więc zawsze tak samo:

— Wielka Ariana mówi dziś tak... Za górami, gdzie niebo styka się ze skałą...

— To gdzieś na mapie? Tato, jest takie miejsce na mapie?

— Tak mi się wydaje.

— Tu? Czy poza Dockshire?

— Cii... — Tata uciszył go, kładąc swój chudy palec na jego roześmianych ustach. — Gdzieś poza, A teraz słuchaj... Tam, gdzie niebo styka się ze skałą, a ptaki zmieniają swój lot, aby utrzeć nosa bogom. Tam właśnie trzeba odbyć najdłuższą, najbardziej wymagającą podróż, do celu, tam, gdzie znajduje się to, czego najbardziej nam potrzeba. Czego ci najbardziej potrzeba? — spytał tata, ale wiedząc, że obaj nie mieli pojęcia, wzruszył ramionami, — To nic, nie szkodzi, jeszcze nie czas na takie deklaracje.

— Przyjdzie kiedyś?

— Na pewno później, niż mama. Ona... — Podniósł wzrok i przyjrzał się tarczy zegara. — będzie za jakiś czas. Możemy więc jeszcze trochę poczytać. Chcesz?

— Chcę.

— Wiedziałem. No... W miejscu, gdzie styka się świat nasz i świat nieba, tam, gdzie woda staje się ogniem, a lód zatrzymuje chmury, tam jest cel naszej wędrówki. Spójrz, widzisz, jaka piękna ilustracja. Wyobrażasz sobie to miejsce w podobny sposób? — Próbował się dowiedzieć.

— Sam nie wiem... Może... Jest trochę większy?

— Mieści się w twojej głowie? O, tu? — Tata podniósł dłoń i pokazał na swoje czoło, potem na jego. Obaj zgodzili się, że czoło, jak i cała głowa, zdecydowanie nie należały do miejsc, gdzie zmieściłoby się styk ziemi i nieba. Również zaśmiali się z tego powodu. Pokój na moment wypełnił ich spokojny, kojący śmiech.

— Nawet jeśli się to nie mieści nigdzie indziej, niż tam, gdzie powinno być, w książce jest napisane, że należy się tam udać — wyjaśnił i wrócił do tekstu: — Kiedy się już tam dobrze, po chwilach łez, bólu, potu, walk i wyborów, trzeba się porządnie zastanowić, czy to, co zostawiliśmy za sobą, jest tym, czego nigdy nie pragnęliśmy. Albo, całkiem odwrotnie. Czy właśnie to, czego już nie mamy, jest tym, czego naprawdę nam potrzeba.

— Tato, czy to jest tam napisane? — Tata spotkał się nagle z pytaniem, na które gotowy nie był. Uniósł brwi, a potem ponownie się zaśmiał.

— Dlaczego mnie pytasz, zamiast po prostu uwierzyć na słowo?

— Chciałbym. To znaczy... Wierzę. Tato, wierzę. Serio!

— Serio, tak, serio, nie?

— Serio, jak... ciemność w Dockshire! — odpowiedział nagle, a tata, siedząc przy nim, po raz trzeci parsknął śmiechem. Potargał mu wtem włosy i nieco przytulił, jakby zatrzymanie niecodziennych pomysłów dziecka zależało od jednego uścisku.

— Masz rację. Jeśli Wielka Ariana jest czegoś pewna, to ciemności w Dockshire. Tam... jest naprawdę ciemno.

— Przez bogów?

— Zdecydowanie przez ludzi. Słyszysz? — Tata odwrócił się nagle w stronę drzwi. Przez moment nasłuchiwał, po chwili jednak odetchnął.

— Bogowie po nas idą? — Tata usłyszał ciche pytanie swojego dziecka. Pokręcił głową, tą samą, która jako jedyna rozumiała miejsce styku nieba i skał.

— Nie, nie, to nie oni. To mama. Właśnie wróciła, Rick.

IKAR-IDove le storie prendono vita. Scoprilo ora