Przewracam kolejne strony powieści i zatrzymuję się na scenie, w której John pochyla się nad niczego nieświadomą Amalią. Pocałunek jest nieśmiały, prawie niewinny. Dziewczyna rumieni się i ucieka przez ogród, a on zostaje sam, wpatrzony w jej włosy unoszone przez wiatr, jakby właśnie wydarzyło się coś wielkiego.
Lubię takie historie — trochę niewinne, pełne miłości. To właśnie w nich mogę szukać ukojenia, spokoju z dala od rzeczywistości. Czuję, że jestem nieszczęśliwie zakochana w kimś, kto wcale mnie nie zauważa. Czegokolwiek bym nie zrobiła, on widzi moją siostrę, a mnie jakby nie było. Pragnę takiej niewinnej miłości — spojrzeń w oczy i pewności, że to ta odpowiednia osoba.
Kiedyś wierzyłam, że moje życie też takie będzie. Że będę wolna. Że każda decyzja, którą podejmę, będzie naprawdę moja.
Jako dziecko patrzyłam na rodziców i byłam pewna, że miłość jest czymś stałym. Ojciec nosił mnie na rękach, jakbym była całym jego światem. Mama śmiała się w kuchni, a jej śmiech wypełniał dom światłem. Wydawało mi się, że nic nie jest w stanie tego zniszczyć.
Choroba mamy była początkiem końca. Ojciec przestał patrzeć na nią tak jak kiedyś. W jego oczach coś gasło — powoli, bez dramatów. A potem przestał patrzeć w ogóle. Zaczęły się zdrady, powroty późno w nocy, pijany. W oczach mamy miłość gasła razem z nim. Widziałam, jak płakała, zamknięta w swoim pokoju. Do końca nie jestem pewna, czy to choroba ją pokonała, czy właśnie jego zachowanie.
Po jej śmierci nie został nawet cień człowieka, którego znałam. Nad jej grobem, w dniu pogrzebu, powiedział bez wstydu, że nie zasługiwała na takie życie z nim.
Wtedy zrozumiałam, że niektórzy ludzie potrafią odejść jeszcze zanim umrą. W dniu, w którym te słowa ujrzały światło dzienne, przestał być dla mnie ojcem.
Dom przestał być domem. Czułam się tu obca — nie jak kiedyś kochana. Mając osiemnaście lat, pożegnałam matkę. Tym razem naprawdę. A jednak gdzieś z tyłu głowy wciąż miałam nadzieję, że nawet tam, gdzie teraz jest, będzie nas chronić i będzie szczęśliwa.
Jego asystentka bardzo szybko zaczęła czuć się tu zbyt swobodnie. Zbyt pewnie. Jakby od dawna czekała, aż ktoś zrobi jej miejsce.
Dzień po śmierci mamy wprowadziła się do naszego domu.
YOU ARE READING
Innocence In Chains
RomanceNika i Ethan nigdy nie byli razem. Była między nimi chemia, której oboje się bali. Zbyt długie spojrzenia. Zbyt bliskie oddechy. Zbyt wiele niewypowiedzianych słów. Odsuwali się od siebie, udając, że to nic nie znaczy. A potem wystarczyło jedno kłam...
