Jestem Rose Evans mam 17 lat i rok temu przeprowadziłam się do wioski Ulsan. Wyprowadzka z miasta na wieś była najgorszą rzeczą jaką zrobili moi rodzice. Byłam na nich wściekła, jednak po roku przyzwyczaiłam się do mieszkania na wsi. Dowiedziałam się że zawsze o godzinie 21:00 wszystkie zwierzęta zamknięte są w swoich zagrodach a ludzie w swoich domach, bo podobno o tej godzinie do wioski przychodzą demony i zabijają ludzi, którzy nie są w swoich miejscach zamieszkania. Nigdy nie wierzyłam w te bajki ale moi rodzice już tak. Ulsan było bardzo piękne, wszystkie domy były bardzo zadbane, ich ogrody również. Było też mnóstwo drzew wiśniowych które najpiękniej wyglądały na początku wiosny kiedy zaczynały kwitnąć. Obok wioski znajdował się wielki ciągnący się przez kilka kilometrów las, nikt nigdy do niego nie wszedł a jeśli ktoś się odważył to już z niego nie wyszedł. Według legendy która opowiadana jest tu od pokoleń w lesie znajdują się ruiny wielkiego zamczyska z 18wieku, podobno w lochach zamku znajduje się przejście do świata którym rządzi Lucyfer. Nigdy nie brałam tej legendy na poważnie, ale i tak zawsze o 21:00 moi rodzice zamykali dom na cztery spusty, zasłaniali wszystkie okna, gasili światło, wyłączali telewizor i radio i siadaliśmy razem na kanapie w salonie z jedną świeczką na stole i czekaliśmy do 23:00 bo podobno o tej godzinie demony wracały do siebie. Dziś było tak samo gdy na zegarku wybiła 20:50 rodzice zamknęli drzwi na oby dwa zamki a mi kazali zasłonić okna u nich w sypialni i w moim pokoju, posłusznie poszłam do pokoju rodziców zasłoniłam okna, weszłam do swojego pokoju od razu podeszłam do pierwszego okna i je zasłoniłam. Gdy chciałam zasłonić drugie okno to zobaczyłam że jest lekko otwarte i gdy chciałam je zamknąć usłyszałam bardzo dziwny dźwięk, brzmiał jakby wielkie skrzydła czegoś właśnie z całej siły wzbiły się w powietrze, spojrzałam na ulicę i ujrzałam cień postaci która leci i ma wielkie skrzydła na oko dwa metry może trochę mniej. Cień poruszał się bardzo szybko, podążałam za nim wzrokiem aż nie zatrzymał się nad domem jednego z moich sąsiadów. Usłyszała jak moja mama mnie woła więc szybo zamknęłam okno i je zasłoniłam, zbiegłam na dół do salonu po drodze zabierając ze sobą koc, usiadłam na kanapie a obok mnie usiadła moja mama a obok niej tata. Siedzieliśmy tak do 23:00, rozmawiając jak miną nam dzień koło 23:30 poszłam się umyć a potem spać, przez cały dzisiejszy wieczór z mojej głowy nie chciał wyjść obraz postaci ze skrzydłami.
Następnego dnia obudził mnie budzik, kto był tak okrutny aby wymyślić coś tak okropnego i irytującego jak budzik, wyłączyłam to okropieństwo i jakim cudem zwlekłam się z łóżka, na stopy ubrałam kapcie i zaspana poczłapałam do łazienki, wzięłam chłodny prysznic aby jeszcze bardziej się rozbudzić po skończonym prysznicu wykonałam swoją codzienną pielęgnacje czyli tonik, krem na dzień, krem pod oczy i balsam na usta. Tego dnia nie wyglądałam najgorzej więc zdecydowałam się na lekki makijaż czyli lekki podkład, korektor pod oczy, róż, bronzer, puder i lekkie rozświetlenie w na kościach policzkowych i w wewnętrznym kąciku oka, obowiązkowo nałożyłam także lekko różowy błyszczyk. Po skończonym makijażu zajęłam się swoimi włosami spięłam je w luźnego koka. Wyszłam z łazienki i od razu poszłam do swojego pokoju w którym ubrałam się w za dużą beżową bluzę i tego samego koloru spódniczkę, która miała przypominać spódniczkę do gry w tenisa. Jako dodatki założyłam bardzo delikatny naszyjnik z pereł, biały zegarek i opaskę do włosów również z pereł. Ubrana i pomalowana pościeliłam łóżko i posprzątałam pokój, spakowałam wszystkie książki, zeszyty i piórnik do plecaka, zeszłam na dół kierując się prosto do kuchni w której siedzieli moi rodzice -Dzień dobry- odezwała się moja mama z uśmiechem na twarzy -Hej mamo i tato- tata był tak pochłonięty gazetą że nie dotarło do niego że mówię coś do niego, na to zachowanie lekko się zaśmiałam i zabrałam ze stołu śniadanie które przygotowała mi mama. Po zjedzonym posiłku odniosłam i umyłam naczynia. Zabrałam się za robienie sobie śniadania do szkoły, postawiłam na tosty z serem i awokado do tego dołożyłam sałatkę owocową, do butelki wlałam sobie sok truskawkowo-rabarbarowy. Ubrałam buty, wzięłam plecak i wyszłam z domu kierując się do domu mojej najlepszej przyjaciółki Niny. -Hej Rose- krzyknęła moja przyjaciółka -Hej Nini- odpowiedziałam jej tak samo wielkim i szczerym uśmiechem co jej, -Ale mi się nie chce iść do tego burdelu- odezwała się moja przyjaciółka -uwierz że mi też nie chce się tam iść- odezwałam się po chwili. Gdy doszłyśmy do szkoły udałyśmy się pod klasę. Przy naszej sali lekcyjnej siedział już Leo czyli najprzystojniejszy chłopak w szkole. Leo był kapitanem naszej drużyny koszykarskiej. -Hej Rose ślicznie dzisiaj wyglądasz- odezwał się chłopak, na jego słowa spłonęłam żywym rumieńcem -Dziękuję-. Leo chciał coś jeszcze powiedzieć ale zadzwonił dzwonek zwiastujący pierwszą lekcje czyli inaczej piekło każdego ucznia tego liceum.
YOU ARE READING
The Other Side Of The Castle
Mystery / ThrillerLucyfer Vincent i jego przyjaciel William to znana legenda opowiadana od pokoleń w wiosce Ulsan. Każdego dnia roku o godzinie 21:00 wszystkie zwierzęta są zamknięte w swoich oborach a ludzie w domach, o tej porze z zamczyska które znajduje się w les...
