Kiedy otworzyłem oczy już czułem, że czeka mnie dobry dzień. Odsłoniłem rolety I w oknie zobaczyłem JEGO... lub ją. Siedział(a?) na krawężniku przyglądając się kwiatu paproci. Nie mam pojęcia, skąd na ulicy wzięła się paproć, ale była to bardzo dorodna sztuka.
-Dzień dobry, sąsiedzie! - krzyknąłem radośnie w stronę staruszka.
-Niech Shrek cię błogosławi, przyjacielu- odpowiedział mi. Czy on powiedział "Shrek"? Nie, tylko mi się wydawało.
Mój sąsiad był człowiekiem w starszym wieku, pochodził z Ukrainy. Wyglądał młodo jak na swój wiek. Często opowiadał innym jakieś abstrakcyjne historie o Shreku, nie wiem dlaczego wybrał akurat jego. Pomimo nietypowego charakteru lubiłem go, nie stwarzał zagrożenia i wyróżniał się poczuciem humoru. Powinienem jeszcze wspomnieć o tym, że był tranwestytą. Tak, to dość ważny szczegół. Kazał się nazywać „Klementyna" -lub Klementynka, jednak w rzeczywistości miał na imię Andrzej. Większość sąsiadów nie szanowało jego poglądów, chociaż dla mnie nie miało to znaczenia, za kogo się uważał. Nazywałem więc go Klerzej. Nawet mu się spodobało. Pobiegłem po schodach aby się ubrać i zjeść jakieś porządne śniadanie. Co jakiś czas wyglądałem przez okno aby dowiedzieć się, czy Klerzej dalej tam siedzi. Właściwie, trochę się zaniepokoiłem, dlaczego przesiaduje sam na ulicy, więc wyszedłem z nim porozmawiać. Miałem wrażenie, że jest przygnębiony. Zagadałem do niego, co go tak martwi. Odpowiedział mi tylko, że od dwóch dni nie widział Shreka, co jest bardzo nietypowe. Myślałem, że to żart, ale on wyglądał na wyjątkowo poważnego. Myślałem, jak tu go pocieszyć, kiedy powiedział:
-Wie pan, może przyjdzie pan do mnie? Wie pan, Shrek lubi nowe ofiar... znaczy nowych gości, może przyjdzie? Zapraszam serdecznie, mam świeżą konfiturkę i udziec z kurczaka, kupiłem też goloneczkę i świeżutki boczuś, może zje pan ze mną? Wie pan, ja taki samotny...
Stwierdziłem, że czemu nie i właściwie mogę umilić mu czas. Nie przepadałem za tymi „rarytasami", ale czasem życie wymaga od nas poświęceń.
Kiedy słońce zaczęło zachodzić zapukałem do drzwi Andrzeja. Był wręcz zachwycony moim przybyciem, jednak ja czułem się nieswojo. Zaprosił mnie do środka, było ciemno i zapach pozostawiał wiele do życzenia. Rozglądałem się uważnie, chciałem się odwrócić w jego stronę, kiedy zostałem uderzony jakimś tępym przedmiotem w głowę. Obudziłem się w niewielkim pokoju, widocznie na piętrze wyżej. Byłem przywiązany sznurem i łańcuchami do słupa, który stał na środku. Czułem przerażenie, ale także podejrzany spokój. Spojrzałem przed siebie, znajdowało się tam ogromne okno, zamknięte i zasłonięte roletami. Poza tym, za mną widniało jedynie potężne łóżko. Miało pościel na wzór Shreka, byłem zdezorientowany. Przy łożu paliła się zielona lampka. Ściana po mojej lewej cała zaklejona była w różnych plakatach (oczywiście, ze Shrekiem), nieopodal wisiał krzyż, na którym wisiał ogr. Nie brakowało też figurek. Po prawej stronie znajdowały się wyłącznie drzwi. Bolały mnie nadgarstki, ściemniało się coraz bardziej. Nagle usłyszałem, że ktoś się zbliża. Czy to Klerzej?
YOU ARE READING
Sąsiad
FanfictionIwan prowadzi zwyczajne życie, jednak kiedy odwiedza dom sąsiada jego życie diametralnie się zmienia. ~~w
