Przez ciemną grudniową noc, z sypiącymi na wszystko, co pozostawione na zewnątrz bez opieki, białymi okruchami śniegu, szła para młodych ludzi. Przechodzili przez most, samochody szumiące silnikami i błyszczące światłami były tłem, latarnie uliczne oświetlające ciepłym, prawie czerwonawym światłem chodnik, były reflektorami, a on sam był sceną, na którym owa para grała pierwsze skrzypce, gdy wszyscy inni przechodnie byli po prostu postaciami pobocznymi. Oboje ubrani w długie czarne płaszcze, on bez nakrycia głowy z długimi czarnymi włosami puszczonym wolno, mimo ciężkich butów szedł z niesamowitą lekkością. Ona w małym czarnym nakryciu głowy z wręcz białymi włosami rozwianymi na wietrze oraz grzywką zaczesaną na oko nie odstawała mu kroku, mimo znacznie krótszych nóg ozdobionych eleganckimi, czarnymi kozakami za kostkę, wykonanymi ze skóry. Oboje trzymali się za ręce, ich dłonie oraz i górne kończyny do tej czynności używane były splecione niczym niemożliwy do rozwiązania węzeł gordyjski. Ich twarze uśmiechając się, oglądały się naraz na siebie, i na płatki śniegu, które rozświetlone od góry przez lampy uliczne nabierały pięknych barw, a później swoją obecnością dekorowały czarne płaszcze i rozwiane włosy przechodzącej pary. Ich kroki były jak taneczne, obracali się wokół własnej - ich wspólnej osi, przyśpieszali i zwalniali, wszystko z gracją i wdziękiem. Bez potknięć przechadzali się od barierek zewnętrznych, by podziwiać lodową pokrywę zamarzniętej rzeki, do barierek wewnętrznych, by patrzeć na malownicze odbicia świateł pędzących pojazdów. W pewnym momencie dziewczyna objęła chłopaka swymi rękoma i spojrzała mu w oczy, w jego ciemnych, granatowych oczach jej błękitne wręcz świecące oczy odbijały się niczym gwiazdy, których w tę pochmurną noc na niebie brakowało. Chłopak nieśmiało się uśmiechnął, nie odrywając wzroku, od kojących swoim blaskiem oczu dziewczyny, gdy ona robiąc to samo, uśmiechnęła się na pełni szerokości jej twarzy. Dołeczki, które się jej zrobiły, mogłyby spokojnie, zacząć pojmować spadający śnieg, lecz mina jej zmieniła się nagle na trochę bardziej poważną, lecz pogodzoną ze swym losem, ukrywając tym samym zagłębienia wynikające z uśmiechu. Z drżącym głosem zapytała:
– Madern... Czyż nie będzie to nasza pierwsza wspólna noc?
Ten zaś z westchnieniem i spuszczając wzrok, odpowiedział:
– Tak... Keara to będzie nasza pierwsza wspólna noc, też to będzie nasza ostatnia wspólna noc, lecz będziemy razem, tylko my sami bez reszty świata.
Drugą część wypowiedzi wypowiedział z rosnącym z powrotem uśmiechem.
– Czy będziemy razem... na zawsze? Już na wieczność?
Kontynuowała pytania dziewczyna.
– Tak... nie ma znaczenia czy będziemy tu, czy tam, nigdy się nie opuścimy, bo możemy być razem tam lub w ogóle nie być, nigdy tu nie zostanę, jeśli nie będę mógł z tobą być razem – odparł.
Odpowiedź chłopaka widocznie wpływała na stan dziewczyny, której mimika znowu ukazywała radość, lecz po chwili na jej twarzy pojawił się przekorny uśmiech, którego owocem były słowa:
– Oj ty zawsze wiesz co powiedzieć, by mnie zadowolić.
Lecz udawaną złośliwość zaraz przemieniła się w ciepły i serdeczny chichot, na który chłopak zareagował uśmiechem osoby szczęśliwej i spełnionej. Zawsze się tak uśmiechał, gdy widział szczęście na twarzy Keary, lecz tym razem było w tym coś wyjątkowego, niczym ostatni uśmiech człowieka, który odchodzi z tego świata po zrealizowaniu swoich celów i w otoczeniu osób mu najbliższych. Szli dalej ku końcowi mostu, lecz teraz nie trzymając się za ręce, a obejmując się nawzajem. Nagle Madern się zatrzymał i zapytał:
YOU ARE READING
Opowiadania
Short StoryMoje krótkie opowiadania, pojedyncze historie z świata alternatywnego, gdzie historia w pewnym momencie potoczyła się mocno inaczej. Wszystko będę wysyłać tu w chronologicznej kolejności pisania przeze mnie. Mam nadzieję, że się spodobają, życzę mił...
