Część pierwsza: Piąta rocznica

146 13 5
                                        

Bramy otworzyły się i król, a zarazem najlepszy rycerz Camelotu, wyszedł na dziedziniec. Ludzie padli na kolana, a on pokłonił się im.

-Ludu Camelot! - zabrzmiał jego głos. - Dziś świętujemy wielki dzień! Dziś świętujemy piątą rocznicę pokoju między ludźmi, a istotami magicznymi. Pokoju który pozwolił, by Camelot kwitnął, by nam wszystkim żyło się lepiej w zgodzie i szczęściu. Dziś świętujemy piątą rocznicę skończenia tyranii i długiej, krwawej wojny. Święto uważam za rozpoczęte!

Ludzie zaczęli bić brawa, rozległy się wesołe okrzyki. Na dziedziniec wkroczyli magowie, którzy zaczęli pokaz. Już po chwili wybuchł wielki płomień, który zmienił się w konia galopującego między ludźmi. Kupcy zaczęli wykładać wszelaki towar na przygotowanych wcześniej straganach. Rozbrzmiała wesoła muzyka. Arthur ruszył z powrotem do zamku, by przygotować się do uroczystej wieczerzy.

~*~

- Gwen! - Gajusz zaprosił dziewczynę do środka. - Co cię do mnie sprowadza?

Merlin pomachał do dziewczyny znad opasłego tomiska, które wertował, co chwila porównując coś z jakimś nietypowym liściem.

- Nie najlepiej się czuję. - Gwen ściszyła lekko głos zarumieniona. - Ostatnio boli mnie brzuch i zdarza mi się wymiotować z rana, ale tak poza tym to wszystko w porządku.

- Cóż, dam Ci coś na wymioty, powinno też pomóc z bólami. - Gajusz sięgnął do półki w poszukiwaniu odpowiedniej fiolki.

- Gwen, kiedy ostatnio miałaś miesiączkę? - wtrącił Merlin.

Dziewczyna zrobiła wielkie oczy wiedząc, w którą stronę to zmierza.

- Trzy miesiące temu.- odparła jeszcze bardziej zarumieniona.

- Obstawiałbym, że jesteś w stanie błogosławionym. - Merlin cały się rozpromienił.

Gajusz w tym czasie podał dziewczynie fiolkę i zaskoczony, że sam o tym nie pomyślał podszedł do stolika i wziął z niego różowe krople.

- Ginewro, otwórz usta. - dziewczyna wykonała polecenie, a ten zaaplikował jej kilka kropel.- Jaki mają smak?

- Słono, słodki.- odparła.

- Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, stwierdzam że jesteś w ciąży. - Gajusz uśmiechnął się, a Merlin poderwał się z miejsca.

- Gratuluję! - oboje uściskali dziewczynę, która wydawała się być lekko skonfundowana.

- Muszę powiedzieć Lancelotowi.- szepnęła zszokowana. - Nie mamy ślubu, co ja teraz zrobię?

- Znając Lancelota, na pewno się tobą zaopiekuje. - Merlin dalej szczerzył się jak głupi. - Uspokój się, Gwen. To dobra nowina.

- Tak.- odparła po chwili. - Masz rację. Muszę już iść.

Skłoniła się lekko i opuściła pomieszczenie. Po jej wyjściu Gajusz i Merlin wrócili do swoich zajęć.

- Czy to nie wspaniale? - chłopak dalej ekscytował się dobrą nowiną. - Jak mogłeś na to nie wpaść? Starzejesz się.

- Chyba masz rację, Merlinie. - odparł jakby niechętnie medyk. - Ty z kolei jeśli się nie pospieszysz, spóźnisz się do pracy. Dziś wielka uczta, pamiętasz?

- Tak, pamiętam. - Merlin trochę posmutniał i skulił się w sobie.

- Zamierzasz mu powiedzieć. Mam rację? - Gajusz uniósł brew i lustrował go spojrzeniem.

- Tak. - czarodziej powiedział stanowczo. - To najwyższy czas.

- Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. - powiedział medyk. - Arthur się zmienił, dojrzał. Prawo się zmieniło.

AlbionWhere stories live. Discover now