I

172 10 6
                                        

[odautorska] nie jestem pewna w sumie fabuły, pisałam najpierw rozdział potem opis więc czuję że na coś może wpadnę, tak szczerze nie planowałam, by było to kilkurozdziałowe, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. za wszystkie błędy faktualne przepraszam. tak czy siak jeśli ktoś natrafi na tę pracę: zapraszam do czytania!

***

Sasori Akasuna nie był człowiekiem... ugodowym. Wiele zmian w jego krótkiej, dotychczasowej egzystencji witał otwarty opór. A jednocześnie spostrzegał siebie jako osobę na tyle dumną i dojrzałą, by niespecjalnie szukać kłótni z każdym możliwym oddychającym organizmem.

Dlatego jedynie przekręcił głowę Hiruko, widząc jak najnowszy nabytek organizacji – choć minęło tyle czasu nadal nie przyzwyczaił się do jego istnienia – oblepia glinianymi pająkami podłogę jednego z korytarzy bazy Akatsuki. Gdyby tamtędy akurat nie przechodził, absolutnie nie wiedziałby o poczynaniach smarkacza.

Deidara zauważył go ułamek sekundy później, zamierając w półkroku i nawet jego lewa dłoń przestała namiętnie mlaskać naładowaną chakrą gliną. Od krążenia wśród zwężenia korytarza był zziajany, płaszcz rzucił na skraj oświetlonej przestrzeni i umorusany rdzawobrązowym pyłem, odbijającym się na jego spodniach, odkrytych ramionach, a nawet końcówkach lśniących w półmroku włosach.

Sasori czasem zastanawiał się, czy je dzieciak też napełnia chakrą.

- Ja... - zaczął, oczywiście próbując wytłumaczyć, mimo że język kołowaciał mu w ustach, jak zawsze na widok nieforemnej osoby przydzielonego mu mentora. Było coś martwego w nim, a wszystkie martwe rzeczy przyprawiały Deidarę o dreszcze. Nie, żeby był lękliwy. Ani przesądny.

Nadal zdarzało mu się budzić z wymiotami pchającymi się przez gardło, spoconym i być może we łzach. Istniało tylko jedno wspomnienie, które udzielało mu takiego stanu. Martwa, obrzmiała, blada ręka ściskająca go za szyję, miażdżąca tchawicę, łokieć wbijający się przez jego mostek, okropne, okropny smród bijący od ciała...

Mistrz Akasuna z jakiegoś powodu zawsze wydobywał z niego to echo.

- Zbierz to.

Umysł Deidary otrząsnął się na dźwięk znajomego charkotu, ale jego ciało nadal wlepiało przerażony wzrok w mistrza Akasunę. Sasori przekręcił głowę Hiruko w drugą stronę, zastanawiając się, czemu marionetka tak przeraża tego szczeniaka.

Nie, żeby za bardzo go to obchodziło; było to wręcz zabawne, ale Akasuna miał świadomość, że to Uchiha powinien budzić w chłopaku najwięcej zgrozy i wstrętu. Hiruko rzeczywiście nie był najmniej groźnym w prezencji – Sasori już się o to postarał – ale intuicja podpowiadała mu, że przerysowane reakcje są całkowicie na miejscu w przypadku Deidary.

Lubił znać słabości swoich partnerów, nawet jeśli na zabicie aktualnego wystarczał szybki donos do Paina, że chłopak kombinuje. Fantomowa słodycz rozlała się przez jego podniebienie.

Sasori obracał możliwość w głowie, raz rzucając piłkę na nie, raz na tak. Deidara drżał.

- Słyszałeś, co powiedziałem, czy mam się upewnić, że Zetsu cię widział – dodał zaskakująco cicho jak na możliwości głosowe Hiruko. Dopiero to wywołało reakcję, Deidara rzucił się po czarny płaszcz, a w czasie gdy go narzucał, na ramiona pajęcze ładunki wybuchowe jak żywe zaczęły pełzać, lgnąć do jego ciała, by zniknąć pod materiałem.

Sasori czułby obrzydzenie, ale jedyne co, to miał wątpliwości do bezpieczeństwa takiej zagrywki. Ostatecznie jednak korytarz znowu był pusty. Jakaś cząstka mózgu odpowiedzialna za poczucie zagrożenia uspokoiła się.

"o wspomnieniach i koszmarach" [sasodei]Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora