Głos wilczego serca.

101 3 3

ROZDZIAŁ 16

Wieczorem byłam już w swoim pokoju. Chwilę po tym jak do niego weszłam, Hana powiedziała, że musi pobiec na drugie pięto do pokoju Pinky, bo zostawiła u niej kilka książek z biblioteki. Usiadłam na łóżku i wzięłam Lunę na kolana. Ciekawa jestem, co z nią zrobimy jak urośnie. Przeniosłam swój wzrok z małej kotki, na czerwonego tulipana, stojącego na mojej szafce nocnej. Czy na zawsze pozostanie dla mnie zagadką, kto go przyniósł? Oby nie, chciałabym się dowiedzieć kto mi go podarował. Tulipan był piękny, ale mikstura, którą dała mi Viv, nie będzie działać wiecznie. Z zamyśleń wyrwało mnie nagła pukanie w balkonowe drzwi. Kiedy tylko odsłoniłam zasłonę, prawie nie padłam na zawał.

- Grey!? – tak właśnie, to był Grey. Stał sobie na balkonie, przemoknięty do suchej nitki, okazało się, że pada jak z cebra, a ja nawet tego nie zauważyłam.

- Wpuścisz mnie? Czy chcesz, żebym tym razem ja odwiedził szpital? – szybko się otrząsnęłam i wpuściłam go do środka. Już miałam zacząć się na niego drzeć, gdy nagle przestało padać. Momentalnie, z ulewy przeszło na piękne bezchmurne niebo, ukazujące szmaragdowy zachód słońca.

- Co? Jak? Widziałeś to!? – moje zdziwione spojrzenie, było zupełnie inne od Greya, on był spokojny, wręcz… rozbawiony.

- Cóż, ty wolisz trzaskać drzwiami, ja natomiast dokonuje większych postępów – jego szyderczy uśmieszek uzmysłowił mi, że przecież stoi przede mną jedyny użytkownik magii pogody. Super, wyszłam na idiotkę, która nie pamięta jaką magią posługuje się jej partner z grupy… chwila!? Czy on przypadkiem nie obraził mojej magii?

- Masz coś do mojego użytkowania magią? – spiorunowałam go wzrokiem.

- Powiedzmy, że przydałby ci się mały trening umiejętności – podszedł tak blisko mnie, ze czułam jego oddech na czole. Od razu przypomniał mi się moment, kiedy wychodziłam z jego pokoju. Jak najszybciej zrobiłam krok w tył, co bardzo go zdziwiło, jednak nic nie powiedział.

- Po co tu przyszedłeś? – postanowiłam, że puszczę jego sugestię na temat treningu, koło uszu. Grey usiadł na moim łóżku, już zupełnie suchy… jak on to robi?

- Coś ci przyniosłem – podał mi czerwona teczkę. – Nie otwieraj teraz – poprosił, wyraźnie zarumieniony. Udałam, że tego nie widzę.

- Dobrze – włożyłam teczkę, o takim samym odcieniu czerwieni jak tulipan, do szuflady w szafce nocnej, w której znajdował się też mój pamiętnik. – Miałam wrażenie, że w szpitalu chciałeś mi coś powiedzieć.

- Na prawdę? – odpowiedział lekko zmieszany - Zdawało ci się. Chciałem ci po prostu podziękować. Znowu. Widzisz, Vivien i ja świetnie dogadywaliśmy się w przeszłości - oparł się o ścianę za moim łóżkiem i prawie na nim położył.  – Dzięki tobie, może znowu się zrozumiemy, i kto wie? Może jeszcze bardziej zbliżymy do siebie.

- Cieszę się – nie patrzę mu w oczy.

- A wyglądasz jakbyś czegoś żałowała? – Boję się mu odpowiedzieć.

- Mam żałować tego, że pogodziłam cię z bliską ci osobą? To by było niedorzeczne – udałam lekko naburmuszoną. Nie chcę żeby coś sobie pomyślał.

- Skoro tak mówisz… chcę tylko, żebyś wiedziała, że mimo tego iż pogodziłaś mnie z Viv, to nie oznacza, że zaraz każdego  naszej klasy uczynisz moim przyjacielem.

- Zdaję sobie z tego sprawę. Możesz mi uwierzyć na słowo – usiadłam na brzegu łóżka, nieco dalej do Greya.

- Jesteś pewna, że wszystko w porządku? – jak na ironię, przestał się opierać o ścianę i usiadł tuż obok mnie. Nawet gdybym chciała, to nie mogłam się odsunąć, bo siedziałam na krańcu mojego łóżka.

Pamiętnik LucyRead this story for FREE!