The Lullaby || l.h

By muffinroky5sos

25.7K 2.5K 581

Młody detektyw Luke Hemmings prowadzi sprawę morderstw, których sprawca zostawia przy ofiarach fragmenty koły... More

Prolog/ Part 1
Part 2
Part 3
Part 4
Part 5
Part 6
Part 7
Part 8
Part 9
Part 10
Part 11
Part 12
Part 13
Part 14
Part 15
Part 16
Part 17
Part 19
Part 20
Part 21
Part 22
Part 23
Part 24
Epilog
Druga część?
Dolly

Part 18

832 90 7
By muffinroky5sos

Luke

Policja przyjechała, zabrali Abby, pogratulowali mi i moim przyjaciołom, a Morgan namawiał mnie do wzięcia udziału w jakimś wywiadzie, ale kategorycznie odmówiłem. Nie miałem sił na wywiady, pracę i rozprawę, która mnie jeszcze czekała, a to wszystko przez świadomość tego, że Diana teraz siedzi w miejscu, w którym nigdy nie powinna się znaleźć. Codziennie po pracy jeździłem pod bramę zakładu, licząc na to, że Ashton chociaż na chwilkę wpuści mnie do środka, ale za każdym razem mi odmawiał. Postanowiłem jednak podpatrzeć jaki kod wpisuje do drzwi wejściowych i częściowo znam ciąg liczb...

-Luke!- Calum uderzył pięścią w blat mojego biurka na co aż podskoczyłem. - Jak śmiałeś mnie nie wkręcić w taką akcję! Kurwa nawet Clifford tam był!- krzyknął.

Domyśliłem się, że mówił o Dianie, więc podniosłem się szybko z miejsca i zakryłem mu usta dłonią.

-Zamknij się bo Morgan usłyszy! Skąd ty w ogóle o tym wiesz?- krzyknąłem szeptem.

-Michael mi powiedział.- odparł gdy zabrałem rękę. -Jesteśmy do cholery przyjaciółmi. Zrozumiałbym to!- machnął rękami.

-Wiem.- ukryłem twarz w rękach. - Tak, czy inaczej to już nie ma sensu.- odparłem.

- To lepiej by jednak miało bo za dwie godziny jest rozprawa i z tego co się orientuję, to powinieneś tam być.- przypomniał mi.

***

Wbiegłem do sądu, mijając przed budynkiem i w ich wnętrzu całe stado dziennikarzy. Cholerne hieny zawsze się muszą wpierdzielić. Poprawiłem marynarkę, po czym ciężko odetchnąłem, podchodząc do oczekujących pod salą sądową przyjaciół. Michael przefarbował włosy na czarno by nie wzbudzać aż tak dużych kontrowersji, natomiast Lucy stała się bardziej strachliwa i nie odstępowała swojego chłopaka na krok. Przywitałem się ze wszystkimi, zajmując miejsce na korytarzu. Z biegiem czasu sędzia wywoływał na salę kolejnych świadków aż przyszedł czas na mnie. Podniosłem się i przeszedłem przez duże drewniane drzwi gdzie przede mną ujrzałem pełno świadków, policji, prokuratora i adwokata Abby oraz samą nią zakutą w kajdanki. Najbardziej moją uwagę przykuł jednak sędzia, którego poważny wyraz twarzy aż straszył. Naprawdę nie wiem jak mi się udało dotrwać do końca i odpowiadać na wszystkie pytania skoro cały czas uciekałem myślami do brunetki. Byłem ciekaw tego co ona teraz robi, czy tęskni, też o mnie myśli? Nie interesowałem się nawet wynikiem rozprawy, który jak mówiła Lucy skończył się na tym, że oskarżona ma trafić do zakładu psychiatrycznego na dożywocie. Chciało mi się śmiać z tego wyroku. Morderczyni, która zabiła kilka osób trafia do psychiatryka w czasie gdy niewinna dziewczyna jest tam już od dawna.

-Jak się czujesz?- Lucy dotknęła mojego ramienia.

-Jak zupełnie załamany i pozbawiony życia facet, ale to tylko szczegół.- odparłem beznamiętnie.

-Nie sądziłam, że aż tak bardzo będzie ci na niej zależeć.- powiedziała. - Mimo wszystko musisz o niej zapomnieć.- dodała niepewnie.

-Zapomnieć?- zaśmiałem się.- Lucy, czy tobie na mózg padło?- zapytałem, łapiąc się za głowę. - To nie jest proste.

Lucy przytaknęła, zagryzając wargę z nerwów.

-Chcesz z nami gdzieś wyjść wieczorem, wiesz odreagować po tym wszystkim.- zaproponowała. 

-Nie.- zaprzeczyłem. -Raczej wolę na razie nigdzie nie wychodzić.

-Więc trzymaj się.- pożegnała się i odeszła do wyjścia z sądu. 

Mnie też czekało wyjście prosto do tych wszystkich reporterów i dziennikarzy, ale jakoś specjalnie mnie nie ruszały ich durne pytania, które zazwyczaj wyjątkowo mnie denerwowały.

***

Rzuciłem moją torbą w bok, a drzwi zamknąłem na klucz na wypadek gdyby jakiś zdesperowany dziennikarz nie zechciałby zrobić ze mną wywiadu. Przebrałem się w coś odpowiedniejszego do chodzenia po domu i włączyłem telewizor. Oczywiście tematem numer jeden dzisiejszych wiadomości była rozprawa mordercy z Sydney, a w pewnym momencie pojawiłem się tam nawet ja. Nie mam pojęcia kiedy mnie nagrali i raczej nie chcę się stresować bo mam już tego wszystkiego jak na dziś serdecznie dość. Znudzony tematem wyłączyłem to cholerne pudło akurat gdy gdzieś z wnętrza mojej torby zadzwonił mój telefon. Pewnie Morgan... Wywróciłem oczami, podchodząc do źródła dźwięku, ale zamek torby się zaciął, więc sfrustrowany rzuciłem nią o ścianę, przez co wszystko z jej wnętrza wysypało się na podłogę.

-No kurwa, no!- warknąłem, kucając przy wszystkich przedmiotach by je pozbierać. 

Mamrotałem różne przekleństwa z powrotem, wrzucając wszystko na swoje miejsce dopóki nie natrafiłem na fotografię od matki Diany. Z małym uśmiechem oglądałem przez dłuższą chwilę dziewczynkę i jej ojca. 

Zdecydowanie to było dla mnie już za dużo...

Chciałem by ten dzień się wreszcie skończył, dlatego wziąłem prysznic i zmęczony dosłownie rzuciłem się na łóżko, a fotografia z dziewczyną leżała na stoliku obok, przez co nieważne jak bardzo się starałem bo i tak nie mogłem zasnąć. Wierciłem się, wykręcałem i obracałem, ale o śnie nie było mowy. W końcu nie wytrzymałem i zadzwoniłem do Calum'a.

-Hood mówiłeś jeszcze dziś, że powinienem cię wkręcić w tamtą sprawę.- zacząłem gdy odebrał.

-No tak, ale o co chodzi?- spytał, ziewając.

-Masz szansę na swoje pięć minut...

***

-Wziąłeś wszystko?- zapytałem mojego przyjaciela gdy wsiadałem do jego samochodu.

-Tak.-potwierdził, wskazując ręką na torbę z tyłu. - Są tam fartuchy prawie identyczne jak te, które noszą tu lekarze, więc jeśli uda nam się wejść na obiekt to będziemy wyglądać jak lekarze na nocnej zmianie. Dowiedziałem się też gdzie i kiedy powinni być strażnicy, a tu jest plan obiektu.- podał mi kartkę, a drugą ręką nadal prowadził. - Pamiętaj by zachowywać się normalnie bo niestety na monitoring nic nie zaradzę.- dodał.

-I tak już dużo zrobiłeś.- powiedziałem, wywołując dumny uśmiech bruneta.

Podjeżdżaliśmy już pod bramę zakładu, a pora dnia, właściwie to nocy sprzyjała nam tylko w realizacji wszystkiego.

-Bierz torbę.- zaparkował niedaleko wejścia.

Zgodnie z jego poleceniem odwróciłem się by wyciągnąć dwa białe fartuchy. Podałem jeden chłopakowi i założyłem drugi.

-Teraz kod.- powiedziałem sam do siebie, wychodząc z auta. Powtarzałem sobie w myślach ciąg liczb, który następnie skojarzyłem sobie z pewną datą. Parsknąłem śmiechem gdy stałem już pod drzwiami i wpisałem 2511996, czyli datę urodzin Calum'a.

-Serio?- zmrużył oczy i pokręcił głową.

Poruszałem znacząco brwiami, otwierając ciężkie drzwi, prowadzące na oświetlony korytarz. Calum z poważnym wyrazem twarzy podążył do pierwszego lepszego pomieszczenia gdzie na szczęście nikogo nie było.

-Co teraz?- spytałem.

Hood sięgnął do kieszeni by jeszcze raz przestudiować mapę i zorientować się gdzie powinien być kantorek z kluczami i spisem kodów do drzwi. 

-To pomieszczenie nie jest daleko, a strażnicy nie powinni nam teraz wchodzić w drogę.- schował papier do kieszeni. -Musimy się pośpieszyć. - nie musiał powtarzać dwa razy.

Praktycznie wybiegłem na korytarz, ale szybko się opamiętałem i razem z Hood'em spokojnie wędrowaliśmy przed siebie. Po drodze udało nam się nie natknąć na nikogo z personelu, a pacjenci raczej nie zwracali na nas szczególnej uwagi.

-Wchodź i szukaj kodu.- powiedział do mnie cicho Cal.

Razem znaleźliśmy się w zagraconym wnętrzu pełnym kluczy w gablotach i różnych kartek z ciągami liczb. Calum usiadł w fotelu przeglądając coś co mam nadzieję, że ma związek z zaistniałą sytuacją. Sam szukałem kartki z odpowiednim kodem, ale jak na razie to znalazłem kod do jakiejś pracowni i kilka rachunków w tym jeden za pizze. Wywróciłem oczami, przegrzebując kolejne kartki aż wreszcie gdzieś w tym syfie znalazłem odpowiednią.

-Mam!- ucieszyłem się.

-To dobrze bo właśnie teraz strażnik z tego oddziału ma piętnaście minut przerwy.- podniósł się gwałtownie, zaglądając przez szparę w drzwiach. - Nikogo nie ma.- poinformował mnie, otwierając szerzej drzwi.

Wyszedłem tuż za nim i podszedłem do drzwi, których kod wpisałem bardzo szybko i sprawnie. Martwiłem się, że pomyliłem jakąś cyfrę, ale jednak zamek ustąpił, dzięki czemu mogłem tam teraz wejść. Calum lekko popchnął mnie do środka i zamknął za nami drzwi by nikt się nie zorientował o naszej obecności.

-Bądź teraz cicho bo nie zamierzam użerać się z nimi.- wskazałem na cele, których "mieszkańcy" w większości spali.

Hood pozostał przy wyjściu, a ja podążyłem ciemnym korytarzem, mijając kolejne cele. Zawahałem się przy tej ostatniej, ale przypływ tych pozytywnych emocji popchnął mnie dalej, więc teraz stałem przy kratach celi Diany. 

Nic się tu nie zmieniło... no poza tym, że jest bardzo ciemno, a jedyne światło to te od księżyca, które nikle wpadało przez kraty w oknie. 

Brunetka siedziała skulona przy swoim łóżku, wydając z siebie ciche dźwięki tak jakby płakała. 

Zastukałem w pręt jej krat jak za pierwszym razem, lecz ona jedynie lekko odchyliła głowę w bok, ale zapewne i tak nie widziała mnie wyrazie, ponieważ włosy zasłaniały jej twarz.

-Idź sobie.- mruknęła smutno.

Parsknąłem cicho śmiechem.

-Nie po to się kurwa włamałem do psychiatryka by z niego wyjść.- odezwałem się rozbawiony.

Dziewczyna gwałtownie podniosła głowę i z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się we mnie.

-Detektywie.- uśmiechnęła się do mnie. - Nie wierzę, że to zrobiłeś.- podniosła się i zbliżyła do krat.

-Ja też, ale gorzej z tym, że ty tutaj nadal jesteś.- powiedziałem, wyciągając rękę przez kratę w jej stronę. - Czemu nie chcesz wyjść? Przecież mogę osobiście poprowadzić śledztwo w tej sprawie by cię wypuścić.- splotłem nasze palce.

-Detektywie mówiłam ci już...- westchnęła, ale jej przerwałem.

-Mówiłaś, że się przyzwyczaiłaś do tego miejsca jak do domu, a w domu nikt nie powinien płakać.- wytarłem drugą dłonią jej łzy. - Wiem, że kochasz swoją mamę i siostrę, one też cię kochają, ale powinnaś też pomyśleć o tej małej dziewczynce, którą zamknęli za miłość.- podałem jej fotografię z jej ojcem. 

-Skąd ty to masz?- jej warga zadrżała.

-Od twojej mamy. Rozmawiałem z nią i wiem jak jej z tym ciężko. Ona bardzo cię kocha.- powiedziałem pewny swoich słów.

Brunetka przylgnęła do krat, wyciągając ręce poza nie. Zrobiłem dokładnie to samo by ją "przytulić".

-Jeśli tylko obiecujesz, że nie zrobisz nic głupiego to wyciągnę cię stąd tak by nikt z twojej rodziny na tym nie ucierpiał, ale to wiąże się z czasem.- przyłożyłem usta do jej policzka. - Po prostu się zgódź.- dodałem szeptem. 

-To nic nie da.- powiedziała z przekonaniem. - Nie zadręczaj się, ale jeśli faktycznie chcesz mi pomóc to jest jedna rzecz...- przeciągnęła.

-Zrobię to jeśli ty coś dla mnie zrobisz.- zaśmiałem się cicho razem z nią.

-Dobrze, ale proszę cię byś zaczął żyć normalnie i dochował mojej tajemnicy bym żyła tu ze świadomością, że jest poza moją matką jeszcze jedna osoba, która zna prawdę.- spojrzała prosto w moje oczy.

-A ja chcę byś mnie posłuchała i nie opierała się bo naprawdę mi nie pomagasz kobieto!- krzyknąłem cicho.

-Coś jeszcze?- uniosła brew.

-Tak.-przytaknąłem.

-Co?- zaciekawiła się.

Przysunąłem do niej swoją twarz, przytrzymując obiema rękami jej biodra.

-Pocałuj mnie.- powiedziałem cicho.

Diana uśmiechnęła się lekko i przysunęła powoli swoją twarz, a nasze usta wreszcie się dotknęły. Z początku tylko delikatnie muskaliśmy się wargami, zimne pręty dotykały naszych ciał, mimo to czułem tylko ciepło bijące od niej. Jedną ręką objąłem ją w tali, a drugą splotłem nasze place. Przejechałem powoli językiem po jej dolnej wardze, dając do zrozumienia by otworzyła usta co zrobiła prawie od razu. Podobało mi się to jak smakowała, było to coś w stylu masła orzechowego no, ale co się dziwić skoro ostatnio prawie tylko to jadła. 

-Luke. Zaraz wróci strażnik.- odezwał się Calum.

Wciągnąłem głośno powietrze do płuc. Miałem ochotę go zamordować.

-Zawsze musi coś spierdolić, no zawsze.- warknąłem rozdrażniony, odrywając się od dziewczyny. 

Znów na krótko przysunąłem się do niej by jeszcze raz musnąć jej usta.

-Wrócę, ale jeśli wyjdę to albo z tobą, albo będą musieli mnie wynosić siłą.- zapewniłem ją. 

Od Autorki :

Hej Kochani ♥!

No i wreszcie pojawił się Calum^-^

Continue Reading

You'll Also Like

157K 5.4K 101
Maddie Monet, najstarsza z córek Camdena Monet zostaje rozdzielona z braćmi na kilka lat. Bliźniaczka Tony'ego i Shane'a odnajduje się w swoim nowym...
19.7K 2.1K 44
04.02 57 miejsce w #Fanfiction 05.02 44 miejsce w #Fanfiction 09.02 18 miejsce w #Fanfiction 20.04 2 miejsce w #Fanfiction 21.04 1 miejsce w #Fanfi...
17.6K 897 85
- Przecież my nigdy się nie lubiliśmy - Rzuciłam, wzruszając ramionami, ale tym razem nie odwróciłam wzroku. Michał zaśmiał się krótko, bez humoru. ...
29.8K 1.4K 102
Bo czasami najstraszniejszym potworem nie jest ten, który pije krew, ale ten, którego zaczynasz kochać.
Wattpad App - Unlock exclusive features