The Lullaby || l.h

By muffinroky5sos

25.7K 2.5K 581

Młody detektyw Luke Hemmings prowadzi sprawę morderstw, których sprawca zostawia przy ofiarach fragmenty koły... More

Prolog/ Part 1
Part 2
Part 3
Part 4
Part 5
Part 6
Part 7
Part 8
Part 9
Part 10
Part 11
Part 12
Part 13
Part 14
Part 16
Part 17
Part 18
Part 19
Part 20
Part 21
Part 22
Part 23
Part 24
Epilog
Druga część?
Dolly

Part 15

837 91 43
By muffinroky5sos

Luke

-Do samochodu, już!- rozkazałem gdy wybiegliśmy z domu. - Ash nawet nie próbuj. Diana siedzi z przodu.- wskazałem na przyjaciela, który już powoli pakował się na miejsce pasażera.

-Diana z przodu...- uśmiechnął się głupkowato do dziewczyny ubranej w chyba trzy bluzy.

Będę musiał się przyzwyczaić, że przez ten pocałunek Ashton nie da mi spokoju przez jakiś czas, ale mimo wszystko niczego nie żałuję, choć raczej w tej sytuacji powinienem myśleć o kolejnej zabitej osobie, a nie o dziewczynie...

W samochodzie panowała bardzo zróżnicowana atmosfera. Z jednej strony był Ashton, który non stop się śmiał, z drugiej dość zestresowany Mike i jeszcze ja i Diana... Nie odzywaliśmy się do siebie, lecz czasem udało mi się wychwycić jej przerażone spojrzenie, które dało mi do zrozumienia, że nie powinienem jej całować, ale nie rozumiem tylko, dlaczego. Gdybym to ja miał znów trafić do tak okropnego miejsca jak szpital psychiatryczny, to chciałbym zachować jak najlepsze wspomnienia, z kilku dni wolność.... no, ale najwyraźniej nie jestem jej dobrym wspomnieniem.

-Luke, to tutaj.- Michael szturchnął mnie w ramię, przez co wybudziłem się z mojego transu.

Zaparkowałem przy wejściu gdzie już z daleka widać było pełno policjantów i taśm, odgradzających drogę do miejsca zbrodni.

- Nie powinnam tam iść... Nie, kiedy oni tam są, a poza tym, to mnie tam nie wpuszczą.- Diana patrzyła przez szybę na policjantów.

-Spokojnie, możesz być pewna, że nic ci nie zrobią, a jak zobaczą, że jesteś z Luke'm to nie zrobią problemów.- Mike poklepał ją po ramieniu i wysiadł z samochodu, ale raczej nie wiedział, że tak na prawdę to chodziło jej o te traumę sprzed lat. To raczej normalne, że nie pałała sympatią do policji.

Brunetka niechętnie odpięła pasy i wyszła na zewnątrz, patrząc z obrzydzeniem na niebieskie światła syren.

-Wzbudza wspomnienia.- pokiwała głową, po czym zacisnęła wargi. - Chcę mieć to za sobą... Detektywie niech żaden z nich ze mną nie rozmawia.- powiedziała zaniepokojona.

Pokiwałem w zrozumieniu głową, dając jednocześnie sygnał Michael'owi by nie odstępował nas na krok, co skończyło się tym, że brunetka wędrowała teraz między mną, a Clifford'em dzięki czemu policja faktycznie bezproblemowo nas przepuściła.... A potem się kurwa dziwią, że w Sydney są morderstwa.

-Leży tam.- Mike powiedział cicho do mnie, wskazując na krzaki przy drodze.

Sam czułem się tak jakbym miał zwymiotować, a co dopiero Diana... To zdecydowanie duże przeżycie dla nas obu.

-Jeśli nie chcesz to nie musisz tam iść.- dotknąłem jej dłoni, ale ona pokręciła przecząco głową.

-Dam radę detektywie, po prostu nie zostawiaj mnie z nimi samej.- rozejrzała się po, chodzących wokół mężczyznach.

Zgodziłem się i powędrowałem razem z nią i kolorowowłosym prosto do miejsca gdzie zastaliśmy nieduży, czarny i niedopięty worek z ciałem małego chłopca.

-Hemmings.- jeden z policjantów na mój widok oderwał się od swojej wcześniejszej pracy. - Kolejna dla ciebie. - wyciągnął do mnie rękę z plastikowym workiem, w którym była cholerna kartka. - Miał jedenaście lat.- spojrzał na mnie wrogo.

Wiedziałem... Cholerny psychol bawi się mną, a inny mają do mnie pretensje chociaż na prawdę nie wiem co robić...

-Jakieś ślady?- Mike postanowił zwrócić na siebie uwagę swojego kolegi.

-A jak myślisz Clifford? Nic kurwa! Kolejny dzieciak pobity, zadźgany i wykastrowany, a my nic nie mamy!- wydzierał się, machając rękami na boki.

Swoim zachowaniem i gwałtownymi ruchami sprawił duże zaniepokojenie u Diany, która mocno zacisnęła moją rękę. Popatrzyłem w jej stronę i widziałem jak ze strachem obserwuje to policjanta, to worek z ciałem chłopca jednocześnie, męcząc się z katarem i gorączką.

-Detektywie ja nie chcę tu być.- wyszeptała z błagalnym spojrzeniem skierowanym w moją stronę.

Wypuściłem głośno powietrze ze swoich płuc, a gestem dłoni przywołałem do siebie Michael'a.

-Lepiej ją już zabiorę.- powiedziałem do niego cicho na co przytaknął bez zastanowienia.

-Zawieź jeszcze Ashton'a do domu i powiedz, że chcę tosty na kolację.- odparł, pozwalając mi odejść.

Diana natychmiast podbiegła do mnie, trzymając się blisko mojego boku opuściła ze mną teren parku, w którym zdarzyło się ostatnio tyle złego.

-Detektywie, tam leżało dziecko.- szeptała.

-Wiem.- odparłem równie cicho co ona. - Musimy coś zrobić bo one będą coraz młodsze.- energicznie pokiwała głową w potwierdzeniu.

***

-Pomyśl.- zacząłem, przekraczając próg mojego domu i wrzucając torbę na wierzch komody, stojącej w korytarzu. - Dlaczego te dzieci są coraz młodsze, dlaczego ta piosenka i dlaczego to miejsce.- mówiłem, idąc prosto do salonu. - Może rozwiązanie jest prostsze niż nam się zdaje...- rzuciłem się na kanapę, a Diana skopiowała moje ruchy, ale na fotelu.

-Znasz kogoś z problemami psychicznymi? Poza mną oczywiście.- zaśmiałem się bo poza nią nie znam nikogo takiego. - Ten ktoś, może się z tym kryć.- złapała się za głowę. - Myśl detektywie.- powtarzała.

Starałem się jak mogłem, ale nic nie przychodziło mi do głowy, choć wątek z doświadczeniem w medycynie podsuwał mi Lucy, ale o niemożliwe.

-Detektywie cholera, nawet najmniejszy podejrzany!- krzyknęła.

-Lucy...- ledwo co to imię przeszło mi przez usta. Lucy jest moją przyjaciółką i nie wyobrażam jej sobie latającej z nożem po parku.

-Kto?- zdziwiła się.

-Moja znajoma... Lekarz sądowy.- powiedziałem cicho i niepewnie.

Diana poderwała się z miejsca, rozpoczynając przechadzkę po salonie w tę i z powrotem jak Sherlock Holmes. Zagryzła wargę, chodząc chwilę cicho.

-Lekarz sądowy, czyli jest doświadczenie w medycynie... Problemy w dzieciństwie?- zapytała nawet na mnie, nie patrząc.

Zastanawiałem się, czy Lucy miała jakieś problemy i dość długo nie przychodziło mi nic do głowy... Ale mój niepokój wzrastał z każdą minutą zwłaszcza wtedy gdy przypomniało mi się jak Lucy zwierzała mi się z tego, że dziadek, który ją praktycznie wychował preferował staromodne i nieludzkie metody wychowawcze związane z biciem pasem, kablem i zamykaniem na długie godziny w ciemnym schowku.

-Raczej tak...- odparłem już głośniej.

-Mogła się jakoś dowiedzieć o patrolu policji w parku?- zadawała oraz szybciej pytania.

-Chyba tak... Jej chłopak jest stażystą na policji, więc mógł nawet nieumyślnie jej się o tym wygadać.- odpowiadałem bez większego zawahania.

Podniosłem się lekko z szeroko otwartymi oczami. Naprawdę nie chcę wierzyć w winę Lucy, ale jak do tej pory to wszystko w pewien sposób wskazuje na nią.

-Tylko dlaczego w tym parku i zaułku?- usiadła w końcu na kanapie.

Jakby się tak zastanowić to tamto miejsce nie ma jakiegoś sentymentu dla Lucy, a zaułek już tym bardziej. Nie wiem, dlaczego miałaby wybierać akurat to miejsce.

-Mapa.- wyciągnąłem do Diany rękę, a ona szybko podniosła się do półki po plan miasta Sydney, na którym wcześniej zaznaczyliśmy miejsca zbrodni.

Rozłożyłem papier i od razu skierowałem wzrok na laboratorium, w którym pracuje Lucy, a następnie przeglądałem wszelkie drogi, prowadzące na skróty, przez co zauważyłem, że dziewczyna, wracając do swojego mieszkania miała do wyboru cztery drogi z czego aż trzy przechodziły obok ów parku.... No, ale co z zaułkiem... był daleko do tych dwóch kluczowych miejsc.

-Kwestia z parkiem faktycznie, może pasować, ale gorzej z tym zaułkiem.-powiedziałem.

Brunetka bezradnie wpatrywała się w papier i długopis leżący obok. Wiedziałem, że ona teraz myśli nad czymś ważnym i za chwilę wymyśli coś błyskotliwego.

Nagle jej oczy powiększyły swój rozmiar, a usta otworzyły się. Złapała za długopis, który szybko mi podała gwałtownie, potrząsając moim ramieniem.

-Zaznacz!- pisnęła energicznie.

-Ale co?- odsunąłem ją lekko od siebie, obdarowując zadziwionym spojrzeniem.

-Wszystko, mieszkanie jej chłopaka, dom rodzinny i inne duperele jakie mogą mieć jakieś znaczenie.- podskakiwała podekscytowana.

Westchnąłem ciężko, ponieważ teraz zaczęła mi przypominać Michael'a, ale jednak zacząłem zaznaczać różne miejsca. Dom jej rodziców, mieszkanie chłopaka, ulubioną kawiarnie i kilka innych ważnych dla Lucy miejsc.

-I co teraz?- zapytałem ją.

-Dzwoń do wszystkich.- wzruszyła ramionami.

-Jak to? Mam zadzwonić do kawiarni?- popatrzyłem na nią zdziwiony.

-Nie! Zadzwoń do jej rodziców, faceta i zapytaj, czy nie wybierała się do nich w dniu patrolu.- podała mi telefon.

Tak jak kazała Diana zadzwoniłem do rodziców Lucy i jej chłopaka, ale poza zaproszeniem na obiad od matki dziewczyny i krótką wymianą zdań z jej chłopakiem nie dowiedziałem się niczego ważnego, ponieważ Lucy żadnego z nich nie planowała odwiedzić w tamtym dniu gdy zabito Nathan'a w zaułku przy najbliższym clubie. Ostatecznie pozostała mi jeszcze przyjaciółka dziewczyny, za którą nie przepadałem, ale z bólem serca jednak do niej zadzwoniłem.

Miałem nadzieję, że jednak nie odbierze, ale niestety ta zołza nigdy nie robi nic po mojej myśli.

-No proszę.- usłyszałem w słuchawce. - Pan detektyw we własnej osobie do mnie dzwoni.- zaśmiała się wrednie do słuchawki.

-Cześć Sky.- wymamrotałem.

-Czego chcesz?- zapytała z jadem w głosie.

-Informacji.- ciągnąłem. - Czy w ostatni wtorek Lucy była u ciebie?

-Nie pamiętam...- powiedziała z udawaną nutką zamyślenia w głosie.

-Sky!- warknąłem zniecierpliwiony przez humorki tej dziewczyny.

-Co?! Mam ci się teraz ze wszystkiego spowiadać?- wydawała się rozdrażniona.

-Nie, ale tą jedną informację naprawdę potrzebuję! Błagam cię powiedz, albo za dwie minuty stoję pod twoim balkonem i śpiewam "My Little Pony"!- krzyknąłem.

-Oj no dobra!- złamała się. Wiem, że Sky nienawidziła tej piosenki, a to głównie przez to, że gdy jeszcze chodziliśmy do szkoły to śpiewałem jej to na każdej przerwie. - Przyjechała do mnie na nocowanie bo w jej mieszkaniu zepsuło się ogrzewanie. Zadowolony? To cześć!- nie pozwoliła mi odpowiedzieć, ale i tak miałem już wystarczająco informacji.

Odrzuciłem komórkę na bok, po czym wbiłem wzrok w mapę, przejeżdżając nim od mieszkania Sky aż do zaułka... Było dość blisko.

Przymknąłem oczy i bezradnie oparłem się plecami o kanapę, zakrywając twarz dłońmi. To niemożliwe by Lucy była zabójcą... Nigdy w to nie uwierzę dopóki sama mi się nie przyzna.

-Detektywie?- usłyszałem głos Diany. - To ona, prawda?- przysiadła bliżej mnie, kładąc swoją dłoń na moim ramieniu.

-Na to wychodzi, ale i tak nie jestem wstanie w to uwierzyć.-pokręciłem głową.

-Jedź do niej.- zaproponowała. - Powinieneś się upewnić.- dodała.

Ten pomysł wydał mi się nagle taki wspaniały i bardzo dobry, dlatego pobiegłem natychmiast po swoją kurtkę i buty.

-Zostawię cię na chwilę samą.- poinformowałem ją. Nie mogłem znów ją wyciągać z domu przy jej stanie zdrowia. - Wrócę niedługo.- ubierałem się szybko, zgarniając jeszcze moją torbę i kluczyki od samochodu.

-Ale uważaj na siebie.- powiedziała poważnie nim zdążyłem wybiec na zewnątrz.

Muszę koniecznie porozmawiać z brunetką bo to się nawet nie mieści w głowię. Nawet jeśli to prawda i wreszcie mam zabójcę to i tak nie potrafię się z tego cieszyć bo w końcu to moja przyjaciółka, którą znam od bardzo dawna.

Jechałem szybko, nie przejmując się trąbiącymi na mnie kierowcami i czerwonymi światłami sygnalizacji. Miałem wrażenie, że każde moje zwolnienie tępa miało wagę życia ludzkiego, dlatego cieszyłem się jak małe dziecko gdy wreszcie znalazłem się na parkingu przed laboratorium.

Zaparkowałem jakoś tak koślawo i wybiegłem z auta omal się, nie przewracając w biegu na schodach do wejścia do budynku. Personel i inni pracownicy spoglądali na mnie jak na wariata, kiedy biegłem korytarzem, prowadzącym do gabinetu Lucy.

Ledwo utrzymałem równowagę na ostatnim zakręcie zaraz przy drzwiach, w które uderzyłem przy okazji wyręczając się w pukaniu, jednak mimo to nikt nie otworzył, więc zacząłem szarpać za klamkę.

-Co jest kurwa?- mamrotałem gdy drzwi nie chciały ustąpić.

Pod wpływem emocji kopnąłem w framugę z furią, a facet stojący na końcu korytarza nagle zwrócił na mnie uwagę.

-Co pan robi?!- podbiegł do mnie, rozglądając się na boki jakby czegoś szukał.

-Próbuję się dostać do doktor Watson, ale jej chyba nie ma.- odparłem.

Facet wywrócił oczami i zwrócił się na bok.

-Najpierw skalpel teraz Lucy, co jeszcze dzisiaj zginie?- mówił sam do siebie.

Zmarszczyłem brwi na jego słowa, po czym szybko odwróciłem się do niego.

-Słucham? Szuka pan czegoś?- zapytałem go.

-Skalpela. - odparł zrezygnowany. - Jakieś półgodziny temu jeden ze stażystów zgłosił brak jednego z największych skalpeli i jeszcze na dodatek Lucy odwaliło.- machnął rękami.

-Co ma pan na myśli?- zaniepokoiłem się jego słowami.

-Zaraz po zniknięciu tego skalpela pani doktor zamknęła się w swoim gabinecie, a jakiś czas później wybiegła z niego i krzyczała tylko coś o jakimś Luke'u.- usiadł na krześle znajdującym się pod ścianą. -Mówiła, że musi do niego jechać by mu w czymś przeszkodzić...

Diana

Mijała kolejna minuta, a ja bałam się nawet ruszyć z kanapy, ponieważ miałam wrażenie, że chociażby najmniejszy mój ruch będzie czymś złym. Detektyw wyszedł z domu jakiś czas temu i bałam się, że coś stało się jemu lub, że ja sama zaraz zrobię jakieś głupstwo. To pierwszy raz gdy ktoś mi aż tak zaufał, dlatego nie chcę tego stracić przez jedne durne przewinienie.

Gwałtownie podskoczyłam na kanapie, strącając butelkę ze stolika do kawy.

Spokojnie Diana, to tylko dzwonek do drzwi.

Zabrałam kilka oddechów na uspokojenie, po czym podniosłam się i niepewnie pokierowałam do drzwi. Nie wiem czy powinnam otwierać, ale jeśli to doktor Irwin, lub ten policjant Michael? Przecież nie powinni siedzieć na zewnątrz tylko przez moje dziwne fantazje.

Przekręciłam klucz w zamku, a następnie odchyliłam drzwi, ale w progu nie zastałam Ashton'a, Michel'a ani innej poznanej przeze mnie osoby... Stała tam wysoka brunetka, która przypominała Azjatkę i ewidentnie się mnie tutaj nie spodziewała, tak jak ja jej zresztą też. Chciałam się odezwać, lub zrobić cokolwiek, ale wtedy ona zacisnęła wargi, a jej oczy pociemniały i nim zdążyłam zareagować to porządnie się zamachnęła i uderzyła mnie w głowę...

Od Autorki:

Hej Kochani♥!

Łooo Lucy jest zabójcą O.O Czy Diana będzie następną ofiarą?

Continue Reading

You'll Also Like

57.2K 3.2K 52
Gdy w akademiku pojawia się plotka o „zaliczeniu za zaliczenie", Jimin zaczyna rozważać coś, czego nigdy nie brałby pod uwagę. Między uczniem a profe...
1.7M 36.7K 33
Veronica i David od zawsze przepełniali się nienawiścią. Odkąd tylko pamiętali próbowali trzymać się od siebie z daleka, ponieważ próby jakiegokolwie...
1.7M 1.7K 6
''Zakaz tylko zwiększa pragnienie'' ☢ SCENY EROTYCZNE
14.4K 738 81
- Przecież my nigdy się nie lubiliśmy - Rzuciłam, wzruszając ramionami, ale tym razem nie odwróciłam wzroku. Michał zaśmiał się krótko, bez humoru. ...
Wattpad App - Unlock exclusive features