1.Strony, które na nowo muszę zapisać

4 0 0
                                        

Avery

Budzę się,  ociągając , ziewając i wierząc w każdą stronę. Patrzę na zegarek z nadzieją,  że doliczy mi jakiś dodatkowy czas , ale oczywiście nie. Wręcz przeciwnie... 

- O nie , jestem już cholernie spóźniona ! - Krzyczę sama do siebie i z prędkością światła ubieram się w co tylko znajdę .

Natępnie pakuje torbę, którą wynoszę za drzwi. Makijaż - tylko rzęsy i już  jestem prawie  gotowa. Na szybko jem śniadanie i przy okazji na sam koniec dławie się prawie mlekiem. Rzucam miskę do zlewu , a w pędzie biegnę do drzwi zamykając je na klucz . Technik na  schodach w dół. Jeszcze tylko kawałek , może wybaczy mi te 20 minut spóźnienia. Bywało gorzej . Najwyżej da mi karę ,typu papierkowa robota. Ehh Tego nienawidzę całym sercem jakie jeszcze do tej pory mam.

Biegnę tuż obok przystanku, widząc w nim tylko kilka osób. Nie przyglądam się im za bardzo. Jak na tą godzinę jest ich zaskakująco mało. Nagle pośród nich rzuca mi się w oczy wysoki blondyn w czarnej czapce. Wygląda spokojnie,  a jednocześnie niepokojąco opiera się o ramę przystanku. Instynkt nakazał  mi trzymać się z daleka. W ciągu roku w moim życiu wiele się zmieniło. Szczególnie w postrzeganiu mężczyzn.
Kiedyś szalałam  za  tego typu boyami z nieziemską urodą: idealnie wyrysowane linie szczęki, dłuższe włosy blond,opinająca mięśnie klaty  koszulka.
Uwielbiałam szukać tapet,  zdjęć z nimi  i jarać się nimi całe tygodnie jak typowa nastolatka. Dziś to nie jest takie proste. Każdy kolejny mężczyzna wydaje się być dla  potworem po tym co zgotowało mi życie i jak mnie potraktował, ktoś komu ufałam.

Przebudzam się z tego transu.
Moje myśli całkowicie zasłoniły mi oczy. Co ja głupia robię ! Nie czas na przyglądanie się przypadkowym ludziom i rozmyślania.  Powinnam się teraz skupić na drodze i miejscu spotkania.

- W takim tempie znów się spóźnię-

Rzucam i przechodzę dalej . Słyszę jak mój zamek w torbie się odsuwa ,ale nie zwracam na to uwagi. Zawsze sobie robi takie żarty i potem  w pracy butelka z wodą magicznie się ulatnia . To tylko butelka wody , więc ignoruje ten fakt . Po drodze  komórka z dna niemiłosiernie wibruje i ani na chwilę nie przestaje.

- To szaf. Jezuuu dopiero wstałam A już cały dzień zjebany , Ale dostanę opiernicz-

Mówię po cichu i skręcam  za rogiem budynku. Docieram na miejsce i z  trzaskiem drzwi wchodzę. Jedna z tych napompowanych sekretarek patrzy na mnie krzywo.

- Po cholerę tu przyszłaś. Szef jest wkurwiony i kazał ci w tempie natychmiastowym wracać skąd przyszłaś. Nie masz żadnych poleceń.-

Mówi pewnym siebie głosem blondyna jak z burdelu malowana. No serio , mówię wam . Plastik, tynk i donice na samym widoku.
Za niedługo zamiast biura szef otworzy budowlankę.

- Katrin, daj siana. Ja wiem jak mnie zajebiście lubisz wkurzać. Ale przypominam Ci na jakiej jesteś pozycji w tym miejscu. Bo w gabinecie szefa to zazwyczaj na pieska -

Śmieje się, a ona już na maksa zażenowana i wkurwiona wstaje , aby wyjść .Haha 1:0 szmato.
Tak więc, godzę się z tym co polecił mi szef i zrezygnowana wracam chodnikiem do domu.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Oct 09, 2020 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Hell fills my interiorWhere stories live. Discover now