0. Znaczenia słowa życie

42 1 2
                                        

【開始】

Mały, na oko dziewięcioletni, chłopiec wypadł zza bocznych drzwi domu. Przeciął po ukosie trawnik, starając się jednak nie stąpać za mocno na odsłonięte, zielone źdźbła i przeskoczył przez murek okalający ogród. Nie chciał tracić czasu na biegnięcie dłuższą drogą do furtki, aby wyjść przez nią na ulicę.

Szybko pomknął drogą w kierunku znikającego słońca, które nadal znajdowało się po zachodniej stronie. Starał się na początku oddychać tylko przez nos i brać długie oddechy, aby dostarczyć płucom wystarczającą ilość potrzebnego im tlenu, ale jego tempo było szaleńcze więc po niedługim czasie zaczął dyszeć.

Zmęczył się po dość krótkim czasie, ale i tak uparcie dążył przed siebie. Tłumaczono mu, że w takiej sytuacji nic się nie stanie, zawsze tylko przytakiwał głową, że rozumie. Ale w momencie zdarzenia jego myśli zlały się w niemożliwy do zrozumienia bełkot, który zalał mu umysł i stępił wpajane mu wcześniej zdania.

Zacisnął zęby i zaczął wyciągać nogi, aby w ten sposób robić większe kroki. Rozumiał, że musiał jak najprędzej znaleźć członka swojej rodziny, ale jego dziecięca kondycja nie pozwalała mu na przebywanie tych odległości w szybszym tempie.

- Dziadku, dziadku - wyrzucił z siebie jakby dodając sobie otuchy, gdy wreszcie zobaczył jak zza wzniesienia wyłania się dorożka zaprzęgnięta w dwa, czarne jak węgiel, ogiery. Gdyby nie było w tym momencie tak niecierpiącej zwłoki sprawy to zapewne zająłby się dłużej podziwianiu zwierząt i poczekałby na nie w tym miejscu gdzie stał teraz. Lecz nie mógł marnować cennych sekund na pozostawanie w bezruchu, chociaż nawet gdyby mógł się nie ruszać to i tak by nie potrafił tego wykonać.

Zaczął biec, o ile to możliwe, jeszcze szybciej w stronę zbliżającego się pojazdu. Zacisnął pieści w mocnym uścisku, tak że paznokcie zrobiły znamiona we wnętrzach jego dłoni. Płuca chłopca pracowały w prawie nienaturalnym tempie. Nogi zaczęły mu się uginać, stawały się jak z waty chcąc przylgnąć do piasku i przez długie momenty nie odrywać się od niego, aby dziecko nie mogło dalej iść

Powóz po paruset sekundach zrównał się z nim i lekko przyhamował wzbudzając drobinki kurzu i drobnego piachu, które osłoniły na chwilę świat wokół niego.

- Dziadku szybko! - krzyknął, gdy konie stanęły na ciche prrr wykonane przez siedzącego na koźle mężczyznę. Dziewięciolatek na powitanie siedzącemu za końmi człowiekowi skinął tylko głową. Otworzył zamaszystym ruchem drzwiczki. Bolało go wszystko i czuł się jakby miał zemdleć, ale był z siebie niesamowicie dumny, że udało mu się przebiec ten kawał drogi w nawet nie za długim, jak dla niego, czasie.

Starszy pan zerknął na tarabaniącego się do środka chłopca i w zadumie postukał się palcami w brodę.

- Jeongguk? - to było pytanie w stwierdzeniu. Widać było po jego twarzy, że chciał jeszcze dowiedzieć się, dlaczego jego wnuk tak pędził mu na spotkanie i jeszcze tak go poganiał do jak najszybszego powrotu.

- Szybko do domu, Lottie się źrebi. - wyjaśnił nadal zdyszany i zaczął walić w ścianę, aby dać do zrozumienia mężczyźnie, że może ruszać. - Tylko szybko proszę pana - powiedział do powożącego jak najgrzeczniejszym i najspokojniejszym tonem, jaki umiał z siebie teraz wydobyć.

- Wszystko dla najmilszego Jeongguka, który zaszczycił nas swoją osobą - odparł wesoło i pogonił konie do szybszego biegu.

- Więc to dlatego tak pędziłeś - mruknął z błyskiem w oku starszy pan - A już myślałem, że się za mną stęskniłeś. - posmutniał raptownie i powiedział zranionym głosem - No tak, stary dziadek już się nie liczy dla nikogo.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Mar 05, 2022 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Ostatni moment | Taekook YoonseokStories to obsess over. Discover now