Stałam bezczynnie, patrząc jak jedna z najważniejszych dla mnie osób powoli osuwa się na ziemię, trzymając zaciśniętą rękę na kawałku materiału swojego nakrycia. Metaliczna ciecz coraz dalej rozprzestrzeniała się po ciemnym parkiecie, a szepty dookoła mnie stawały się coraz głośniejsze. W jednej chwili zaczęło brakować mi powietrza, kiedy dotarło do mnie co właśnie zrobiłam. Spojrzałam na broń w mojej dłoni, skierowaną w stronę ofiary. Oczy zaszły mi łzami, więc zamrugałam mozolnie, pozwalając słonej wydzielinie spłynąć mi po policzku. Obok mnie pojawiła się blondynka, która najwyraźniej coś krzyczała, ale nie umiałam skleić zdań z sylab, wylatujących z jej ust.
Skoczyłam w morze ciemne i mordercze. Ześlizgnęłam się po tafli cienia. Pociągnęłam się na dno, nie przywiązując nawet kamienia — znajome słowa wybrzmiewały mi w głowie.
— Kurwa, Valerie! — poczułam jak ktoś łapie mnie za ramiona i mocno potrząsa, wbijając paznokcie w moje odkryte ramiona — Wychodzimy, już.
— Ja... Nie... — wyjąkałam cicho, gdy chłopak przede mną wyciągał powoli pistolet z moich drżących dłoni. Wyminęłam go i zaczęłam przepychać się przez gromadę skąpo ubranych ludzi. Kiedy wreszcie wyszłam przed nich - zamarłam. Przyłożyłam palce do ust, powstrzymując przeraźliwy jęk, kiedy przeniosłam wzrok na czerwoną plamę na piersi osoby, którą postrzeliłam.
Postać, stojąca przy ofierze, próbowała uciskać ranę, rozpaczliwie wołając, aby ktoś zadzwonił po tę cholerną karetkę, jednak nikt nie reagował. Nie mogli wezwać pomocy do miejsca, w którym popełniano tyle przestępstw. Nie mogli się tak narażać. Dlatego pozwolili w cierpieniu umrzeć męczennikowi, którego ugodziłam kulą. Wpatrywałam się w te brązowe oczy, które znałam doskonale. Dziś już nie błyskały radośnie, a były puste, zupełnie jak u lalki. Gęste, ciemne brwi nie podnosiły się, idąc w parze z malinowymi ustami, wykrzywiającymi się w szerokim uśmiechu.
W tamtym momencie oficjalnie przegrałam. Zostałam pokonana przez samego diabła w grze, którą rozpoczęliśmy kilka miesięcy przedtem. Chociaż nie ustaliliśmy stawki, o którą walczyliśmy, utraciłam część siebie. Ten kawałek mojej osoby, który pozostał niezmącony grzechem. Jasny i błyszczący jak anielskie skrzydła. Jednak on zniknął, sprawiając, że upadłam, a moje pierze pokryło się smołą na wieki, skazując mnie na męki w najciemniejszych odmętach piekła. Odtrąciłam od siebie ostatnią rękę, wyciągającą się, aby mi pomóc. Pociągając za spust rzuciłam się na głęboką wodę, dając się ponieść silnym prądom. Unicestwiłam ostatnią cząstkę mojej przyzwoitości. Zabiłam człowieka. Osobę, na którą nigdy nie podniosłabym nawet ręki. Tak niewinną i czystą duszę, nieskalaną mrokiem. Mojego anioła stróża.
Jedni przez grzech się wznoszą, inni przez cnotę upadają.
YOU ARE READING
Kissing Sin
Teen FictionPozwól mi całować twoje usta spowiane grzechem. Był jak szatan, który kusił Ewę w raju. Niezmącony niedoskonałością, pochłonięty chęcią wyższości, nakazujący mi zerwać jabłko z zakazanego drzewa. Nie wiedziałam jednak, że owoc ten przesiąknięty jest...
