POV Śnieżnobiałej
Mam na imię Śnieżnobiała. Mój ojciec nazwał mnie tak ze względu na moje futerko. Jestem roczną suczką z watahy...co czyni mnie najmłodszą. Mam 3 braci i jedną siostrę z którą jestem mocno zżyta.
Idziemy przed siebie już dobre 5 godzin i nadal nie znaleźliśmy ani wody ani jedzenia... Jestem zmęczona... Mam wrażenie że zaraz się przewróce.
Nie mineło długo czasu gdy księżyc świecił już nad naszymi głowami co jakiś czas chowając się za chmurami, których było coraz więcej.
-Przyśpieszcie kroku! Nie mamy całej nocy!
usłyszałam te słowa z tyłu od alfy... Nie jest za miłym wilkiem ale musimy się go słuchać... Jest najsilniejszy. I mam nadzieję że wie gdzie idziemy.
Po chwili obok mojego pyszczka spadł płatek śniegu. Lubię śnieg. Jest biały i puszysty jak moje futerko. Zatrzymałam się na chwilę i patrzyłam jak pruszy. Nagle ktoś mnie popchnął.
-ruszaj się młoda albo cię tu zostawimy
Był to jeden z samców co szły za nami. Nie raz widziałam go podczas polowania. Umie to robić niemal perfekcyjnie!.. Ale co ja oceniam? Sama nawet jeszcze nie umiem tego robić.
Szłam dalej nieco szybciej aby nadgonić moje rodzeństwo i mamę.
-mamo gdzie idziemy?
-daleko jeszcze?
-możemy coś upolować?
-mamo zmęczona jestem...
Bracia i siostra nie dawały jej żyć... Dlaczego ja nigdy się nie odzywam? Zawsze siedzę cicho i spokojnie aż coś się zdarzy. Może taki mój urok? Lub wada? Moje rozmyślenia się urwały gdy poczułam nieznajomy mi jeszcze zapach. Nie było to żadne zwierzę które znałam do tej pory. Zignorowałam to i szłam dalej. Inne wilki chyba tego nie wyczuły. Może to przez śnieg i wiatr który się nasilał.
Po kolejnej godzinie wędrówki śnieg padał tak mocno że ledwo co widziałam. Złapałam więc ogon mojej siostry a ona matki. Szliśmy tak aby się nie zgubić. Nagle cały przód stanął. Wpadłam z siostrą na łape dorosłej wilczycy i nie wiedziałyśmy co się dzieje. Staliśmy tak i nasłuchiwaliśmy sama nie wiem czego.
Rozległ się huk. Jeden ze starszych wilków padł na ziemie. Wystraszyłam się a samiec który wcześniej mnie poganiał kazał nam uciekać. Wziełam więc siostrę za ogon i zaczełyśmy uciekać. Jednak nie daleko zaszłyśmy. Korzenie drzew przykryte śniegiem są nie widoczne i właśnie o jeden się potknęłam i uderzyłam głową o kamień. Wszystko zaczeło mi się rozmazywać. Słyszałam jak siostra mnie nawołuje i próbuje pomóc ale na nic. Nie mogłam się ruszyć. Nagle szara suczka zaczeła skomleć z bólu i chyba też upadła. Nie wiem co się z nią stało. Nie mogłam jej zobaczyć. Śnieg nadal padał ale już lżej a ja leżałam na wpół przytomna cała mokra i zmarźnięta. W końcu oczy same zaczeły mi się zamykać.
Czy to...
Koniec?...
Umieram?.......
Poddałam się i zamknęłam do końca oczy. Dopiero teraz poczułam intensywną woń krwi wilków z watahy. Chciało mi się płakać ale nie miałam siły. Nie chce umierać, ale nie chce też ich zostawiać.
Mineło trochę czasu a ja otworzyłam jeszcze raz oczy i zobaczyłam tylko jakąś wysoką postać na dwóch nogach zbliżającą się do mnie. Postać kucneła przy mnie i mnie pogłaskała coś do mnie mówiąc. Nie słyszałam. Wszystko nadal miałam rozmazane a w uszach grały mi świerszcze. Poczułam jak odrywam się od ziemi po czym pogodziłam się z losem. To coś na pewno mnie zabije. Nic nie mogę zrobić...
Zamknełam oczy i odpłynełam ze zmęczenia.
YOU ARE READING
~•Od Początku•~
Short StoryLasy są niebezpieczne ze względu na zwierzęta... Ale są równie niebezpieczne dla ich samych... Więc co jest prawdziwym zagrożeniem... A równocześnie drugą szansą? Also... Książka zawiera postacie furry, countryhumans oraz sceny z krwią więc jeśli k...
