„Postęp – przemówił z namaszczeniem – będzie rozjaśniał mroki, bo od tego ów postęp jest, jak ta, nie przymierzając, dupa od srania. Będzie coraz jaśniej, coraz mniej będziemy bali się ciemności i zaczajonego w niej Zła. Przyjdzie, być może, i taki dzień, kiedy w ogóle przestaniemy wierzyć, że w tej ciemności coś czyha. Będziemy takie lęki wyśmiewać. Nazywać dziecinnymi. Wstydzić się ich!
Ale zawsze, zawsze będzie istniała ciemność. I zawsze będzie w ciemności Zło, zawsze będą w ciemności kły i pazury, mord i krew. I zawsze będą potrzebni wiedźmini."
A. S. Pani Jeziora
***
Po kilku latach od Zagłady ludzie wrócili do fedrowania. To co kiedyś pogardliwie nazywano biedaszybami stało się jedną z niewielu uczciwych możliwości zarobienia na chleb. Jednak nie była to praca ani łatwa, ani bezpieczna, ani nawet godziwie wynagradzana. A uczciwość też straciła na wartości.
W starych chodnikach można było dokonać żywota pod tonami zawalonego stropu czy od wybuchu metanu. Zdarzało się też, że zalęgały się mutanty które nie gardziły świeżym mięsem, szczególnie kiedy samo do nich przychodziło. Za każdym razem górnicy zbierali się z kilofami, tasakami i innym dostępnym żelastwem, a potem szli kupą ubić potwora. Węgiel był w cenie, nie można było przecież pozwolić sobie na przestój przez jakiegoś bezmyślnego szkodnika. Oczywiście zdarzało się że ktoś ginął, a wielu z nich wracało rannych.
...
Adam szedł na poranną zmianę do kopalni pierwszy raz od dawna. Ostatnim razem ledwie wylizał się po walce z hordą muflonów która zeszła do chodnika nocą. Kiedy górnicy dostrzegli w głębi szybu połyskujące nienawistnie żółte oczy uciekli czym prędko. Narobili rabanu w całej osadzie, zwołali bandę dwudziestu kilku mężczyzn i poszli ubić mutanty.
Potwory co prawda udało się zabić ale wcześniej zabiły 3 facetów, a kilku raniły. Ze swoim atakiem szarżą najpierw miażdżyły kości udowe, następnie wierzgały głowami na prawo i lewo przebijając rogami nieszczęśników znajdujących się w ich zasięgu. Nienaturalna atomowa ewolucja sprawiła że muflony stały się żądne krwi, wcześniej walczyły przeciwko sobie, teraz za cel częściej obierały ludzi.
Górnik przez długi czas leczył przebite rogami udo. Nie pamiętał jak dostał się na powierzchnię, stracił sporo krwi i obudził się dopiero po kilku dniach. Zabliźniona rana wciąż dokuczała ale musiał pracować na chleb.
...
Wszedł z grupą górników do szybu powłócząc lewą nogą. Zaczęli pracę. Kilkanaście ciosów kilofem w węgiel. Przerwa na zebranie urobku. Znów ciosy kilofem. Przerwa.
Adam szybko stracił rachubę czasu. Klnąc pod nosem z bólu wynosił kolejny ładunek. Wracał już na przodek i usłyszał nieludzki krzyk. Dokuśtykał pod ścianę i ujrzał wijące się monstrum o wydłużonym kształcie, z najeżonymi zębami otworem który najwidoczniej był gębą. Z paszczy sterczała ludzka ręka, jednak po chwili zniknęła w trzewiach stwora.
Obok leżał Daniel który brodząc krwią wyznaczył ścieżkę z juchy. Górnicy po chwilowym zawahaniu zaatakowali bestię ale ta była szybsza i nie próżnowała. Wyprzedzając cios odgryzła głowę pierwszemu i doskoczyła do Adama, ten odskoczył w bok upadając na świeżo zabliźnioną nogę. Z kilofem ruszył ostatni górnik, czerw ponownie rzucił się na leżącego Adama. Szpic kilofa już miał zagłębić się w ciało monstrum, kiedy te uchyliło się od ostrza niemożliwym skurczem mięśni.
Ostatni człowiek który wciąż stał na nogach brał zamach od góry, zamiast trafić czerwia rozłupał czaszkę Adama. Kolejnym nienaturalnie szybkim ruchem bestia odwinęła się z powrotem i wybebeszyła swojego niedoszłego oprawcę. Ciało opadło bezwładnie na posadzkę.
YOU ARE READING
W ciemnej dolinie
Short StoryW post-atomowym świecie pojawiły się mutanty, a tam gdzie potwory tam potrzebni są też wiedźmini. Opowiadanie inspirowane Uniwersum Metro i Wiedźminem.
