Wracał uśmiechnięty po spotkaniu ze znajomymi. Od rana do popołudnia chodzili po mieście. Byli zjeść obiad, kupić parę głupich i bezużytecznych rzeczy, obejrzeć film w kinie. Bawili się świetnie.
Idąc tak chodnikiem myślał o tym, że jutro mają iść do nowego salonu z grami. Uwielbiał spędzać z nimi czas. Często razem gdzieś wychodzili, z czego się cieszył. Będąc z nimi mógł zachowywać się beztrosko, jak dziecko. Myśl, że w domu był zupełnie inną osobą jakoś go przytłaczała. Nie umiał się uśmiechnąć będąc sam.
Kiedy był z nimi uśmiechał się naprawdę. Szczery śmiech zawsze gościł na jego ustach.
Kiedy był sam ale w miejscu publicznym, udawał, że jest okej. Uśmiechał się choćby do kasjerki, chociaż ten uśmiech był wymuszony.
No a kiedy zostawał sam, żaden uśmiech nie pojawiał się na jego twarzy. Żaden śmiech nie rozbrzmiewał w pomieszczeniu.
Będąc tak zamyślony prawie wpadał pod samochód ...
Szybko przeprosił i zaczął iść szybszym krokiem.
... a chłopiec siedzący w swoim plastikowym samochodzie nawet nie zwrócił na niego uwagi.
Im był bliżej domu tym szybciej uśmiech schodził z jego twarzy. Gdy był przy furtce, zatrzymała go starsza kobieta, mieszkająca parę domów dalej.
Zazwyczaj co parę dni go zaczepiała by porozmawiać. Zresztą nie tylko z nim. Kiedy tylko miała okazję, zagadywała każdego by dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Miała ten dar, że w sposób taki by nikt się nawet nie zorientował, umiała zmienić temat i wyciągnąć informacje od danej osoby.
Chłopak na początku też się na to nabierał, ale gdy tylko rozstrzygł jej "zagrania" zaczął sam wymijająco odpowiadać.
Kiedy staruszka stwierdziła, że dzisiaj niczego się od niego nie dowie - odeszła.
Gdy w końcu otworzył furtkę, wyciągnął klucze do domu. Żwawym krokiem ruszył do wejścia. Masywne drewniane drzwi zawsze wydawały ten sam charakterystyczny dźwięk, gdy ktoś je otwierał.
Było to zresztą sygnałem dla jego psa. Kundelek zawsze z podniesionym ogonem biegł do drzwi, gdy tylko słyszał skrzypienie.
Mimo, że uśmiech znikł z jego twarzy, gdy staruszka odpuściła i sobie poszła, to znowu miał go na ustach, gdy widział swojego czworonoga.
To dzięki niemu w domu nie było tak ponuro. Przed tym za nim chłopak zabrał go ze schroniska, w jego domu było smętno, monotonnie, rutyna wypełniała dni. Po tym kiedy zabrał go z tamtego miejsca, jakoś czuł, że nie jest już tak szaro w jego umyśle i domu. Nawet sierść mu nie przeszkadzała.
Miał do kogo wracać.
Nie miał dziewczyny. Nie chciał mieć. Parę ubiegało się o jego serce, ale odpuszczały sobie kiedy za drugim razem im odmawiał. Utwierdzało go to w przekonaniu, że lepiej mieć zwierzaka jako członka rodziny, który nigdy z własnej woli go nie zostawi niż miłość życia na dwa miesiące.
Zresztą miał kundelka i prawdziwych przyjaciół, których szczerze kochał. Byli dla niego rodziną, której mu brakowało.
Ale nie chcąc znowu przypominać sobie wydarzeń, które i tak przeprawiły go o ból głowy i łzy, pogłaskał kundelka i ruszył do kuchni. Pies cały czas plątał mu się pod nogami, widząc co szykuje dla niego Jung. Kiedy chłopak dał mu jedzenie do miski, sam poszedł do salonu, gdzie usiadł i wpatrywał się w jeden punkt przed sobą.
Było to zdjęcie przedstawiające jego ze swoimi przyjaciółmi. Siedem szerokich uśmiechów widniało w małej ramce na komodzie. Mimo, że wzrok miał utkwiony w zdjęciu, myślami był w tym dniu, kiedy to zdjęcie zostało zrobione. Niby zwyczajny wypad z przyjaciółmi nad jezioro w wakacje. Ale jednak miał coś w sobie. Tego dnia poczuł jakąś więź z nimi, coś co pozwoliło mu się przełamać. Poczuł, że jest w odpowiednim czasie, odpowiednim miejscu, z odpowiednimi osobami.
Nie usłyszał jak pies podszedł do niego. Dopiero, kiedy wskoczył na kanapę, chłopak odwrócił wzrok od fotografii.
Chciał przetrzeć dłonią twarz, ale czując, że jest mokra, zdał sobie sprawę, że płakał. Łzy same poleciały, gdy zahipnotyzowany wpatrywał się w zdjęcie.
Przez myśl mu przeszło, że może w jego życiu nie jest aż tak źle. Przyjaciele zastępowali, mu rodzinę, a pies w pewien sposób je urozmaicał.
Dlatego kochał ich jak nikogo innego.
CZYTASZ
ego || jυng нoѕeoĸ
Short Story"Do tego czasu wracam każdego dnia Pozbyłem się starego życia Ale, o Boże, udowodniłem kilka prawd, które nigdy się nie zmienią Czas płynie do przodu, bez kierunku Kiedy się budzę, pamiętam przywołanie dotyku i przeznaczenia Każdego dnia pytaj mnie...
