10.02.2019

17 0 0
                                        

- Może ja jednak tam nie pójdę? - odwróciłem się od mojego odbicia w lustrze i spojrzałem na Hemmingsa.
Blondyn popatrzył na mnie z litością i rzucił we mnie kawałkiem salami ze swojej pizzy.
Mięso plasnęło o mój biały podkoszulek i odpadając od niego zostawiło czerwoną plamę.
- Hemmings! - warknąłem na kumpla, jednak ten to zignorował.
- Nie możesz nie iść. Dostaliśmy dwie nominacje. Jak to będzie wyglądać jak się nie pojawisz?
- Luke, istnieje coś takiego jak choroba, sraczka, albo inne takie.
Chłopak zaczął się histerycznie śmiać.
Uniosłem pytająco brew.
- Co Cię tak bawi?
- Sr... S... Sraczka... - chłopak chwycił się za brzuch ze śmiechu.
Gromie go wzrokiem i wychodzę ze swojego pokoju.
Kieruje się w kierunku garażu, po czym wsiadam na rower i jadę przed siebie.
Po godzinie kluczenia po mieście ostatecznie zatrzymuje się przy moim rodzinnym domku, który mama ze swoją siostrą kupiły po studiach.
Zaglądam pod wycieraczke i uśmiecham się do siebie.
Bingo.
Podnoszę niewielki kluczyk z podniszczonym breloczkiem w kształcie kwiatka.
Otwieram drzwi i wchodzę do niewielkiego korytarza.
Pachnie w nim starością, a drewniana podłoga lekko skrzypi.
Odwieszam klucz na niewielki haczyk w ścianie i idę w głąb domu.
Wchodzę do skromnie urządzonej kuchni, odsłaniam okno zakryte starymi, wyjedzonymi przez mole różowymi firankami i otwieram okno, aby trochę przewietrzyć pomieszczenie.
Wdycham świeże powietrze i podchodzę do lodówki, wyciągam kostkarke i z radością odkrywam że jest w niej lód.
Biorę z półki niewielki dzbanek i zaczynam wyciskać do niego cytryny, które czekały na moim rowerowym bagażniku od wczoraj.
Do tej mikstury dodaje cały możliwy lód, jednak gdy zerkam z nadzieją na doniczke z miętą, z przykrością stwierdzam że uschła.
Chwytam napój w rękę, w drugą, szklankę i idę do małego ogródka z tyłu domku.
Jakąś minutę później leżę na leżaku i delektuje się słońcem.
Nagle z kieszeni shortów odzywa się komórka.
Nie zerkając na wyświetlacz, wyłączam go i rzucam w kierunku grządek na tyłach mojego małego raju.
Biorę łyk lemoniady i cicho wzdycham z rozkoszy.
Odstawiam puste naczynie i odpadam na trawnik.
Zdejmuje bandane z nadgarstka i zakrywam nią sobie oczy.
Pora się trochę poopalać.
Moja sielanka nie trwa niestety wiecznie.
Po około dwóch godzinach coś zasłoniło mi słońce.
Zerkam spod chustki, aby sprawdzić czy zaraz nie zacznie lać, a moim oczom ukazuje się postarać Rudej Małpy.
- Powiedzcie mi że to zły sen. - burcze pod nosem.
Clifford to słyszy i uśmiecha się złośliwie.
- Zawsze będę twoim słodkim koszmarem.
Jęczę i zakrywam ponownie oczy, jednak mój kumpel zabiera mi z twarzy moje nakrycie.
- Koniec wakacji Irwin.
Rzucam mu wściekłe spojrzenie, podnosząc się do pozycji stojącej.
- Jak mnie tu znalazłeś? - wyrywam mu z dłoni moją własność i z powrotem zawiązuje wokół własnego przegubu.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Nie odbierasz od jakichś trzech godzin, zabierasz rower więc zaczęliśmy się martwić. Najpierw myślimy że leżysz w rowie, a potem Cara wpadła na pomysł żeby zadzwonić do twojej mamy... - nagle przerywa na chwilę. - Co ty wyprawiasz?
Podniosłem się z kucków i machnąłem mu telefonem z oddali.
Clifford zaczyna się śmiać.
- Sprawdzasz czy jak posadzisz swój gruchot w ziemi to urośnie Ci nowy tak?
Podchodzę do niego patrząc z politowaniem.
- Za dużo Narnii się naczytałeś.
Mijam go i patrzę na niego z powagą.
- Ktoś oprócz Ciebie wie o tym miejscu?
Nasz gitarzysta patrzy na mnie zdezorientowany.
- Eeee... Wszyscy z zespołu wraz z Carą.
Gdy to mówi czuję się jakby powietrze ze mnie zeszło.
Moja oaza spokoju, moje tajne miejsce już nie jest moje.
- Dzięki mamo. - burcze pod nosem i zabieram naczynia do kuchni.
Kwadrans później jadę z kumplem pickupem dziewczyny Luke'a, wioząc na pace mój rower.
Nagle ciszę przerywa pytanie.
- Zabierasz na galę Alice?
Spoglądam w przesuwający się za szybą krajobraz.
- Ona chyba jest taka jak inne. - szepcze.
Chłopakowi nie trzeba było więcej mówić.
Dobrze wiedział o co chodzi.
Po legendarnej Ruth nie miałem szczęścia w miłości.
Dziewczyny z którymi byłem, chciały tylko mojej sławy i pieniędzy.
Te rozmyślania pomogły mi podjąć decyzję.
Idę na Grammy.
Bez Alice.

Od Luke : gdzie jesteś?
Cholera
Rozglądam się wokoło i szukam wzrokiem numeru sektora.
Do Luke : W Staples Center
Szybko odpisuje blondynowi i idę szukać kogoś z obsługi.
Już, już zauważam kogoś w mundurku, kiedy nagle na kogoś wpadam.
Unosze wzrok i zamieram.
Przede mną stoi przepiękna Lily Collins, która patrzy na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy i wesołym błyskiem w oku.
- Ja... Przepraszam...- czuje jak na moje policzki wpełza niepożądany rumieniec.
- Nic się nie stało. - mrugnęła do mnie.
Ona.
Do.
Mnie.
Mrugnęła.
- Powodzenia chłopaki. - to powiedziawszy zniknęła mi z pola widzenia.
Musiała minąć dłuższa chwila, żebym doszedł do siebie.
- Tu jesteś. - nagle jak spod ziemi wyrósł przede mną Calum.
Chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą.
Jakąś minutę później zajęliśmy swoje krzesła.
- Już się bałem że nie przyjdziesz. - westchnął teatralnie blondyn.
- A dlaczego miałoby mnie tu nie być? Mamy przecież dwie nominacje.
- Może sraczka? - Hemmings wybuchnął tak głośnym śmiechem, że kilka osób spojrzała na nas z ciekawością wypisaną na twarzy.
- Ja nie wolę nie wnikać co bierzesz. - mruknął Clifford.
Gdy chłopakom lekko przeszło, Hood nachylił się do mnie.
- Czy ja dobrze widziałem, że chwilę przed tym jak cię znalazłem zderzyłeś się z tą ładną aktorką od siedmiu krasnoludków?
Nie zdążyłem odpowiedzieć, gdy rozległ się głos prowadzącego.
- Witam wszystkich serdecznie na corocznej gali rozdania nagród Grammy.

Você leu todos os capítulos publicados.

⏰ Última atualização: Aug 04, 2022 ⏰

Adicione esta história à sua Biblioteca e seja notificado quando novos capítulos chegarem!

She Looks So Perfect [ZAWIESZONE]Histórias para pegar e não largar. Descubra agora