Dziś miał być mój dzień. Wstałam, jak na mnie dosyć wcześnie, bo o 9 rano i pełna podekscytowania poszłam się szykować. Umyłam się moimi ulubionymi kosmetykami, umalowałam się jak najlepiej potrafiłam i wyprasowałam na później moją ulubioną koszulkę z merchu BTS.
Chciałam by wszystko dziś było idealnie.
Wyszłam z mojego pokoju i weszłam do mojej pracownii, by popatrzeć na moje ostatnie prace.
Byłam studentką sztuki na 2 roku w Korei Południowej w Seoulu i moją przyszłość ściśle wiązałam ze sztuką. Ta decyzja wiele mnie kosztowała. Moi rodzice zawsze uważali, że sztuka nigdy nikogo nie zaprowadzi do sukcesu i ci, którzy powierzyli jej swoje życie żyją na bruku zatłoczonych miejskich dżungli. Pomimo to, postanowiłam pozostać przy pasji, która zawładnęła mną całkowicie i spełniać się jako artystka.
Wiedziałam, że nie będzie łatwo, jednak ja miałam wielkie marzenia, które nadawały cel mojemu życiu. Tak jak i nauka koreańskiego. Zawsze interesowałam się kulturą Korei Południowej i gdy jeszcze byłam nastolatką ubłagałam rodziców na kurs języka tego kraju. Nie było łatwo, z początku ledwo dawałam radę. Ciężko było mi rozwijać jednocześnie moje pasje i wypełniać obowiązki ucznia. Do tego nie radziłam sobie z wymową w koreańskim, ale dzięki świetnemu nauczycielowi, po czasie jakoś dałam radę.
Po zdaniu matury, postanowiłam spełnić w końcu swoje marzenie by studiować wspomnianą sztukę. Gdyby nie moje pasje, nie byłabym tam gdzie jestem i nie zaszłabym tak daleko. Byłabym kolejną osobą o przeciętnych zainteresowaniach i przeciętnych zdolnościach w zupełnie przeciętnej rodzinie bez żadnych marzeń czy celów.
BTS słucham od 3 lat. Choć mam wrażenie, że znam ich dłużej. Zawsze pomagali mi, choć byli tak daleko ode mnie. Przez ich utwory umiałam spróbować na nowo, z podwójną siłą zmierzyć się z codziennością. Dzięki ich muzyce nie porzuciłam pasji i pokochałam siebie z moimi wadami i zaletami- taką jaką jestem. Kocham ich całym sercem i właśnie dzisiaj ich zobaczę na żywo.
Jestem TAKA podekscytowana aaaaah!
Zaczęłam tańczyć z nadmiaru eufori.
Przez mój wybuch radości walnęłam się w mały palec, przez co wyrwałam się z zamyślań i spojrzałam wokoło.
Moja pracownia była moim artystycznym chaosem, w którym tylko ja mogłam się odnaleźć. To było moje królestwo, a ja jego królową. Pokój nie był za duży, za to przepełniony przyborami na które wydałam majątek i pracami, tymi skończonym jak i odwrotnie . W pokoju, na przeciwko drzwi znajdowało się duże okno z aktualnie odsłoniętą żaluzją. Obok niego, po lewej znajdowało się stare biórko (najprawdopodobniej pamiętające czasy prehistori) i wsunięte pod nie krzesło, które wcześniej stało przy kuchennym stole. Gdzieniegdzie w pokoju stały sztalugi z niedokończonymi pracami, a na ścianach wisiały skończone pracę. Podłogę ozdabiały gazety chroniące podłogę przed plamami od farb i pudełka z przyborami potrzebnymi każdemu studentowi ASP jak i pełnoetatowemu artyście.
Nikomu nie pozwalałam wchodzić do mojego azylu. Ma to dwa powody.
Po pierwsze, każdy nie pożądany gość zakłóca magię tego miejsca.
Po drugie,.... cóż..... jakby to powiedzieć, oprócz prac na studia i normalnych obrazów można dostrzec podobizny członków BTS. Nie wiem dlaczego, ale rysowanie ich zawsze poprawia mi moje samopoczucie, czuję się bliżej nich. Tak jakby mówili mi '[Y/N] wszystko będzie dobrze'. Po za tym, chce im dać tą część moich prac. To jest jedna z wielu rzeczy, które chcę zrobić przed śmiercią.
Hahahaha-
zaczęłam się nerwowo śmiąć na tą myśl
Po ogarnięciu porządku w pracowni przeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie śniadanie, zwykłą jajecznice i pooglądałam trochę telewizji. Gdy skończył się mój ulubiony program była już 13:30. Nie miałam chęci do robienia czegokolwiek.
Byłam wykończona ostatnimi 'pracami domowymi' zadnymi przez wykładowców.
Na szczęście, na ten specialny dzień zdążyłam wszystko zrobić, i nie miałam zaległych zajęć. Przypomniałam sobie ile to nieprzespanych godzin musiałam znieść i jak słodko jest mieć wolny czas, więc przespałam się. Obudziłam się o 16 i na nowo zaczęłam się szykować do koncertu. Gotowa o 17 wyszłam z domu.
- ok, [Y/N] czy wszystko masz? Bilet na koncert i na autobus? Jest. Telefon? Jest. Portfel? Jest....No, chyba wszystko mam. Uff-
mamrotałam do siebie po polsku.
Najlepsze dopiero miało się zacząć- myślałam podekscytowana.
Po chwili jechania komunikacją miejską byłam na miejscu. Był grom ludzi. Nic dziwnego, wszystkie bilety były wykupione w 15 minut. Jakimś cudem mi się udało, pomimo tego, że strona internetowa na której kupowałam bilety lagowała się co jakieś 3 sekundy.
Odnalazłam wejście na mój sektor, który był całkiem niedaleko sceny. Obok wejścia sprzedawano Army bomb, które oczywiście kupiłam. Po tym szybko ustawiłam się w kolejce. Dobrze, że przyszłam wcześniej, bo później zaczęło schodzić się coraz więcej ludzi. Podczas oczekiwania na otworzenia wejść pobrałam apkę na Army bomb by świeciła się według planu wysłanego do niej przez bluetooth.
Na koncert poszłam sama, bo wśród moich przyjaciółek tylko mi się udało kupić ten bilet. Kafejki internetowe były zapchane, a moje koleżanki nie miały zbyt dobrego internetu w telefonach. Nic dziwnego, że nudziłam się stojąc w kolejce. By zabić czas pogadałam trochę z osobami przede i za mną. W końcu otworzono wejścia, a ochroniarze zaczeli kontrolowanie wchodzących. Z doświadczenia mojego brata wiem czego nie pozwalają brać na koncerty i co sprawdzają. Raz wziął ze sobą 1,5 L butelkę soku pomarańczowego na koncert. Biedaczyna nie wiedział, że zezwalają tylko do 0,5 L i wszystko musiał wypić. A za nim, wielka kolejka, więc wszystko na raz.
Po sprawdzeniu zawartości mojej torby i kieszeni pozwolono mi wejść. Zajęłam swoje miejsce i kontynuowałam rozmowę z moimi nowymi znajomymi aż stadion był pełen po brzegi. Było okropnie duszno i tłoczno ale to co zaraz miało się wydarzyć było warte poświęcenia.
Po pewnym czasie na scenę weszli członkowie BTS. Wokół całego stadionu rozległ się pisk Army. Szeroko uśmiechnięci muzycy machali do widowni. RM przyłożył usta do mikrofonu i momentalnie wrzaski ucichły.
-Witamy, drogie rodzime Army! Jak się macie? - rzucił po koreańsku do tłumu Namjoon, odpowiedziały mu wesołe krzyki tłumu, na co jeszcze szerzej się uśmiechnął .
-Mamy nadzieję, że jesteście tak samo radośni jak my! Dziękujemy, że z nami jesteście!- po czym złożył z palców serduszko. Na co rozległy się kolejne piski.
Chciał coś jeszcze dodać, lecz dostał sygnał, że zaraz będą śpiewać. Po chwili z masywnych głośników na scenie usłyszałam ,,Dionysus'' a chłopcy zaczeli tańczyć. To wszystko zdawało się być jak sen. Nie mogłam uwierzyć, że jestem tak blisko nich.
Ich głosy i rap odbijał się od ścian stadionu i tłumił częściowo krzyki rozanielonych fanów. Od tańca nie dało się oderwać oczu. Dodatkowo ich stroje były dopasowane do ich występów, były modne, kolorowe i nie wątpliwie drogie. Jeśli powiedzieć coś więcej o trybunach, to jaśniały różem, bielą i fioletem z Army bomb, które wraz z tempem muzyki zmieniały kolory. Wyglądało to absolutnie niesamowicie
(aczkolwiek jak za długo na to by się patrzyło, to można by dostać ataku epilepsji)
Wszystko nagrywałam, specialne po to usunęłam parę tysięcy zdjęć Yoongiego w galerii. Starałam się nie unosić jednak za wysoko telefonu, by ochroniarze go nie zauważyli.
Naprawdę, cudownie się bawiłam. Już po pierwszej piosence miałam posmak krwii na dalszej części podniebienia a nogi bolały mnie od wysokich skoków i lichych prób kopiowania choreografii wykonywanej na scenie.
Idole wzieli kilka głębokich wdechów i zaczęła się kolejna piosenka- Fire
Nigdy w życiu tak donośnie nie krzyczałam. Jak będę już w domu to wyssę wszystkie Strepsilsy jakie mam i owinę gardło wełnianym szalikiem od babci.
To było bajeczne. Na ekranach za chłopakami palił się cyfrowy ogień, a choreografia była tak cholernie skomplikowana....Do tego trybuny świeciły się czerwonym napisem na białym tle 'Fire' które zmieniało się co chwilę na czarny.
Jednak najlepsze z tego co widziałam, to Yoongi w czerwonym garniturze.
(Jak można być tak pięknym i utalentowanym jednocześnie?!?)
Za każdym razem jak na niego patrzyłam to moje serce zatrzymywało się na moment.
Niech moje przyjaciółki wiedzą co je ominęło!
W pewnym momencie że chciałam odłożyć telefon i 'żyć chwilą'
Schowałam telefon do torby uniosłam ręce do góry i oddałam się muzyce.
Wydawało się wszystko być idealnie, jednak właśnie w tym momencie, gdy otworzyłam oczy moje serce zatrzymało się na chwile, a źrenice szeroko otworzyły.
Osoba, zaledwie parę metrów ode mnie zaczęła majstrować coś ze swoim plecakiem. Nie byłoby w tym nic niepokojącego gdybym nie dostrzegła w nim kabli, śrubokręta i małego nożyka a osoba która to robiła strasznie się pociła, jej ręce drgały i miała obłąkany uśmiech.
Z osłupieniem patrzyłam na mężczyznę z ukosa.
-Jak on wniósł coś takiego tutaj!? Czy to jest bomba? O mój Boże. Co ten zjeb robi? - nagle dostrzegłam coś przerażającego.
-Czemu w tej okolicy nie ma ochroniarzy!?
Cliffhanger c:
Co sądzicie jak narazie?
YOU ARE READING
kolejny ff z bts (suga x y/n)
FanfictionNi umiem w tytuły Pierwszy poważny fanfik w moim wykonaniu? (o starszych szkoda gadać) Krótko mówiąc: Jesteś studentką sztuki w Seoulu Nigdy nie sądziłaś, że jakikolwiek koncert zmieni aż tyle w twoim życiu. Pisane na podstawie własnych doświadczeń...
