Prolog

267 9 11
                                        

Złe wybory potrafią ciągnąć się za człowiekiem do grobowej deski. Co by się stało, gdyby odmówił temu zatraconemu w chorych ideach mężczyźnie? Nie miałby na sumieniu żyć niewinnych istot, które trafiły pod nóż ludzkich naukowców, a ich krzyki i błagania nie męczyłyby go po nocach w koszmarach. Nie zdradziłby też swoich przyjaciół i ciągle byłby z rodziną.
Przez moment zastanowił się, dlaczego to robi. Dlaczego pomaga wrogom?
Zacisnął mocniej splecione dłonie i wbił w nie wzrok, jakby na jego skórze miała pojawić się odpowiedź. Dopiero po chwili z odmętów pamięci wydobył obraz małej, uśmiechniętej dziewczynki o kasztanowych lokach i miodowych oczach. Robił to wszystko dla niej, dla swojej córeczki. Oddał wszystko, zaufanie przyjaciół, kontakt z rodziną, swój honor i przekonania, żeby ratować dziewczynkę. Siedział w tym bagnie już od dwóch lat.
Gdyby był bardziej ostrożny, jego tożsamość nadal byłaby nieznana, a on znajdowałby się w zupełnie innym miejscu.

– To tylko maszyny. Technologia, która pozwoli ludzkości sięgnąć gwiazd.
Słowa te były ostrzem przeszywającym serce. Ludzka pycha nie znała granic, a on ubolewał, że przykłada do tego rękę.

– Mylisz się, durniu – wymamrotał, marszcząc brwi.

Wyprostował się. Przez nagły ruch, łóżko, na którym siedział zaskrzypiało. Ciężko odetchnął, poprawiając w tym samym czasie okulary, które delikatnie zsunęły mu się z nosa.
Zmęczonym wzrokiem rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego obecna kwatera nie była duża. Miała białe ściany, proste, nie posiadające żadnych zdobień meble, wykonane z ciemnego drewna oraz niewielki żyrandol wiszący pod sufitem. Żadnych okien z obawy, że zdoła uciec. Drzwi prowadziły na sieć korytarzy, monitorowanych przez całą dobę.
Wygody jakich mało.

Czuł się jakby odbywał karę w więzieniu. Nie podobało mu się to wcale. Musiał coś wymyślić, nie mógł tutaj zostać ani dnia dłużej. Dwa lata męczarni i zabawy z przymusu w kata, zostawiła już piętno na psychice mężczyzny. A wszystko przez to, że uznali go za odpowiednie źródło wiedzy o przybyszach z innej planety i wiedzieli, jak zmusić go do współpracy.

Był sfrustrowany i zmęczony swoją bezsilnością. Każdy plan, jaki obmyślił w ciągu ostatnich dwóch lat miał zbyt wiele dziur i niejasności. W tej sytuacji nie mógł polegać na swoim szczęściu, najmniejsze potknięcie kosztowałoby go zbyt wiele.

Pluł sobie w brodę, za to, że już dawno mógł przekonać Boty do ujawnienia się ludziom, część państw udzieliłaby im azylu na swoich terytoriach. Pewnie traktowano by ich jako tajną broń w razie zagrożenia ze strony innych krajów, ale to znacznie lepsza wizja przyszłości, niż wylądowanie na stole operacyjnym  zespołu idącego po trupach do celu. Ale Prime nie chciał angażować masy ludzi do wojny przywiezionej z innej planety. Wódz Conów nie widział w ludziach zagrożenia, a samą Ziemię traktował, jak magazyn z niewydobytym jeszcze Energonem, paliwem potrzebnym temu gatunkowi do życia. Niekorzystnym planem byłoby ujawnienie się ludziom. Wiedza to największa broń, gdyby człowiek opanował jeszcze obcą technologie byłby zagrożeniem dla Transformerów, pasożytem uszczuplającym i tak już nieliczne zapasy Energonu.

Prawdopodobnie ludzie wymordowaliby siebie nawzajem w wyścigu zbrojnym, o ile wpierw nie zostaliby zlikwidowani przez wrogą frakcję. Im człowiek mniej wie, tym mniejszym zagrożeniem dla siebie, jak i dla innych jest. Ale czy na pewno?

W obecnej sytuacji na mechaniczną rasę polowała jedna organizacja, MECH. Pracownicy, prawie całą swoją wiedzę zawdzięczali właśnie mu. Nie chciał pogłębiać ich wiedzy, ale nie miał innego wyboru, jednak to nie on ujawnił istnienie Cybertrończyków. Kiedy współpracował z zespołem Prime'a jako nastolatek, MECH już wtedy dawał uporczywie o sobie znać, ale po śmierci swojego pierwszego przywódcy, każdy myślał, że to koniec szalonej organizacji. Nie wiedzieli, jak bardzo byli w błędzie, do póki ci znów nie uderzyli, znacznie silniejsi i lepiej przygotowani na każdą okoliczność. Do dziś zagadkę stanowi to, jakim cudem nikt nie dowiedział się o ich działaniach oraz skąd MECH dowiedzieli się o Transformerach.
Wiedział, że Autoboty, jak i Decepticony przez długi czas nie korzystali z pomocy ludzi, radzili sobie na Ziemi samodzielnie. Dopiero kilkanaście lat temu Prime skorzystał z pomocy Sumdac'a i Witwicky'ego. Nie licząc tej dwójki jeszcze kilka osób wiedziało o obcej cywilizacji, ale większość z nich nie stąpa już po ziemi. Wątpił, że któryś z jego przyjaciół zdradził istnienie obcych. Ale ciągłe informacje o postępach Autobotów, świadczyły o szpiegu w ich szeregach. Nie wiedział, jak Boty zareagowały na jego nagłe odejście, domyślał się tylko, że na pewno wzmożyli środki ostrożności. Jednak szpieg ciągle utrzymywał się na swoim stanowisku, ponieważ komunikaty o wypadach Botów i Conów docierały do naukowców MECH-u. Musiał być to ktoś na wysokim stanowisku, ktoś komu każdy ufał.

Transformers Upadłe Iskry | Tom I | DziedzictwoStories to obsess over. Discover now