- Minho! Minho! - blondyn wolał machając ręką w stronę chłopaka, by zwrócić jego uwagę spośród wielu ludzi krzątających się po placu. Obiekt zainteresowania stał pod jednym z wielu kolorowych stoisk uśmiechając się mimo wyczerpania spowodowanego gorącą temperaturą. Słysząc swoje imię odwrócił się w stronę dobiegającego głosu. Przeprosił dziewczynę, której pomagał w wypełnianiu potrzebnych dokumentów i ruszył w kierunku swojego kolegi.
- Coś się stało, Hyeho-hyung? - spytał, gdy podszedł do mężczyzny. Oparł się rękoma o stół pod żółtym parawanem i westchnął ciężko wyraźnie zmęczony.
- Masz, napij się, bo wyglądasz okropnie. - zaśmiał się i podał mu plastikową butelkę z, już nie tak zimną, wodą. Ten z ochotą przyjął podarunek i zapobiegł wczesnego odwodnienia. - Muszę ciebie prosić o wielką przysługę...
- Słuchaj, nie będę znowu za ciebie nosić papierów do sekretariatu, bo boisz się sekretarki. Już zaczęły bolec mnie plecy, a jestem taki młody... - z miną bitego kota złapał się w boku i rozciągnął mięśnie.
- Nie moja wina, że z jej oczu źle patrzy i strzelają lasery! - otworzył szeroko oczy parodiując kobietę. - A tak poza tym, to czy mógłbyś zaprowadzić tamtą grupę ludzi do ich pokoi? Ja tutaj muszę jeszcze pomóc ludziom, a oni tak stoją jak słupy i się krzątają jak smród po...
- CZEMU ZAWSZE JA MAM SIĘ ZAJMOWAĆ SMRODAMI?! - krzyknął zarazem biorąc agresywnie kartkę z nazwiskami przypisanymi do numerów mieszkań w akademiku. Popatrzył na ich ilość, a kolana ugięły się same pod ciężarem pracy, jaką będzie musiał wykonać.
- Dziękuje bardzo!!! Będę ci dłużny do końca życia!!! - wykrzyknął blondyn do odchodzącego od stoiska brązowowłosego.
„Jeszcze chwila i je zakończę szybciej niż się spodziewasz" mruknął pod nosem szukając danej grupy. W końcu zobaczył razem trzymających się świeżaków i szybko do nich podbiegł.
- To wy jesteście tymi nowymi? - upewnił się, a po kilku przytaknięciach zaczął prowadzić ich w kierunku akademika.
Mijając kolejne pokoje wyczytywał nazwiska, a twarze do nich przypisane wchodziły dziękując i zamykając drzwi.
„Pamiętajcie, by nie zapominać kart z pokoi bo się inaczej nie dostaniecie!" - dodawał za każdym razem, pamiętając swoje pierwsze dni, gdy raz za razem zapominał swojej i musiał biegać do sekretariatu po zapasową.
„Pokój 146!" - krzyknął, lecz zmarszczył brwi widząc tylko jedno nazwisko. „Han Jisung?" - spytał patrząc młodszemu w oczy. Ten przytaknął lekko przestraszony, niewiedząc skąd te zdziwienie na twarzy mężczyzny.
- Dlaczego masz sam pokój? Jeszcze nikogo ci nie przydzielili?
- Narazie mam mieszkać sam, jak ktoś jeszcze przyjdzie to będę z nim. - odezwał się przyszły uczeń patrząc na swoje buty.
- No dobrze, to powodzenia w szkole! - już miał się odwracać i iść w swoim kierunku, gdy zatrzymała go dłoń chłopaka na jego barku.
- A-ale mi nie dali karty...
Minho zmarszczył brwi patrząc na zawstydzonego Jisunga. „Hyeho, twoje życie się szybko kończy, tak samo jak moja cierpliwość." pomyślał, lecz mimo tego uśmiechnął się uspokajająco do młodszego.
- Poczekaj tutaj, zaraz jakąś ci przyniosę. - rzekł i czym prędzej, by nie kazać mu czekać, pobiegł, by poszukiwać swojego drogiego kolegi.
Po kilku minutach bezustannego biegu w zbyt wysokiej temperaturze, brązowooki ociekał potem, a aura w około jego osoby mogła zabić. W końcu jego płomienie w oczach wyłapały sylwetkę osoby, która doprowadziła Minho do takiego stanu. Ostatnimi siłami podbiegł do chłopaka, obrócił w swoją stronę i patrząc głęboko w już przerażone oczy wyzipiał ledwo powstrzymując wybuch gniewu „Dawaj klucz do 146 albo zginiesz." Ofiara wyciągnęła obiekt pożądania, oddała w trzęsące się ręce i uciekła jak najszybciej prosząc o litość.
Adrenalina zeszła, gdy chłopak był już na schodach prowadzących do docelowego pokoju. Han stał tam opierając się o ścianę uśmiechając się do siebie i patrząc w słoneczne niebo. Gdy zauważył ledwo żywego hyunga podbiegł, wziął go pod ramię, odebrał swoją kartę i po otwarciu drzwi usadowił brązowowłosego na krześle. Podał mu swoją wodę wyciągniętą z żółtego plecaka i wachlował ulotką akademii. Widząc jak tamten się napracował, by zdobyć jakąś tam kartę uśmiechał się lekko.
- Zabiję go, zabiję Hyeho jak go tylko zobaczę. Nie ucieknie, zaprowadzę go do sekretarki i powiem, że nie oddał karty zdrowia, a pielęgniarki nie ma, by się zdenerwowała jak najbardziej. - powiedział pod nosem wyczerpany chłopak opierając się o krzesło.
- Dziękuję ci bardzo, ale nie musiałeś się tak starać...
- To mój obowiązek jako starszy kolega ze szkoły. - uśmiechnął się otwierając jedno oko i powoli podnosząc się. - Dobra, dziękuję za wodę, ale teraz muszę wracać do pracy, bo jeszcze dużo uczniów nie jest zarejestrowanych. Do zobaczenia może później! - pomachał do opierającego się o biurko chłopaka i wyszedł zamykając za sobą drzwi zarazem przeklinając pod nosem pogodę.
Han spojrzał na mokre od potu krzesło i z obrzydzeniem zaczął wycierać je chusteczkami.
„Obrzydliwe" pomyślał i po skończonym sprzątaniu obejrzał pokój. Były tu cztery łóżka piętrowe z metalowymi barierkami, a pod nimi znajdowały się biurka z krzesłami i wąskimi szafkami na ubrania. Zajął pierwsze łóżko po prawej od wejścia rzucając plecak na materac i otworzył walizkę. Rozpakowywał się myśląc o swoich przyszłych kolegach, z którymi będzie mieszkał przez lata nauki. Zaskoczony swoim szybkim zmęczeniem włączył wiatrak znajdujący się na suficie i położył na łóżku.
„To będzie ciekawy rok." Westchnął i zamknął oczy delektując się lekkim wiatrem.
YOU ARE READING
Head in the clouds || MINSUNG ||
FanfictionGdzie oboje nie wiedzą czego chcą i chodzą do tej samej szkoły
