Był chłodny jesienny wieczór.
Pewnie większość ludzi siedzi o tej godzinie w domu popijając gorącą herbatę oglądając przy tym byle jaki film w TV, ale nie ja. Odkąd pamiętam wolałam przebywać na dworze a gdyby dodać do tego spacer w nieznanym kierunku przy piosenkach ulubionego zespołu to to już jest raj na ziemii...
Nim się obejrzałam dotarłam do mojego ulubionego miejsca. Dużego, starego, zniszczonego i opuszczonego budynku. Weszłam tam jak zwykle bez strachu. Byłam tu już tyle razy, że już nie wiem co to jest strach w tym miejscu.
Od kilku lat w tym budynku nie zmieniło się nic.
Brudne, szare ściany nadal są szare i brudne, wokół nadal unosi się zapach wilgoci a tynk wciąż odpada ze ścian, tak samo szkło z wybitnych okien nadal leży na podłodze.
Stałam centralnie przed schodami na następne piętro. Gdy już miałam rozpocząć męczące podróż po schodach
Do moich uszu dotarły głosy osób znajdujących się na wyższych piętach budynku.
Spanikowana pobiegłam wgłąb domu dla bezpieczeństwa.
Po chwili usłyszałam kroki na schodach. Sądząc pod odgłosach tam były więcej niż dwie osoby *wow laska Amerykę odkryłaś*
Nagle jeden z nich odezwał się, a mi serce zaczęło bić szybciej...
- cholera. Chyba nie jesteśmy sami - powiedział spanikowany jeden z nich
- spokojnie stary. Sprawdzałem wcześniej teren czysty
- tak czy tak wolę to sprawdzić
Po tych słowach usłyszałam kroki zbliżające się do miejsca w którym się znajdowałam.
Instynktownie zaczełam się cofać.
Nie trwało to jednak długo
Moje plecy prawie od razu napotkały ścianę.
Spanikowana zaczełam się rozglądać za drogą ucieczki. Na prawo znajdowało się okno z pozostałościami po szybie więc przejście przez nie byłoby ryzykowne
Na lewo nie znajdowało się nic prócz ślepej uliczki.
Natomiast na przeciwko mnie znajdował się stopniowo powiększający cień jednej z osób, które tu spotkałam.
No nic pozostało okno.
Nie wiele myślą podeszłam do okna i starałam się wyłamać największe kawałki szkła.
Kroki stawały się co raz głośniejsze i głośniejsze
A ja czułam, że nie uda mi się uciec..
Nagle usłyszałam chrząknięcie.
Wystraszona spojrzałam w stronę z której dobiegał odgłos
I ujżałam jego...
Wysokiego, Przystojnego, wysportowanego bruneta o szarych oczach.
Szedł w moją stronę wolnym krokiem.
Znów zaczełam się cofać, a gdy moje plecy ponownie spotkały się ze ścianą poziom mojego strachu wzrósł maksymalnie.
Nim się obejrzałam nieznajomy stał kilka centymetrów ode mnie.
- kim jesteś? - zapytał z ciekawością. W jego głosie dało się wyczuć ulgę. Pewnie spodziewał się kogoś bardziej znaczącego niż ja heh.
- Ja... - zaczełam niepewnie - jestem... Josselyn...
Nieznajomy spojrzał na moje pokaleczone dłonie, a następnie jego spojrzenie utkwione było w moje zielono - szare oczy.
Z jego spojrzenia potrafiłam wyczytać, że pomimo tego iż zna tylko moje imię martwi się o mnie...
- co ci się stało? - zapytał wracając wzrokiem na moje dłonie
- to nic... To od szkła z tego okna... - powiedziałam wskazując głowąja właściwe okno
- ale czemu...? Próbowałaś się ranić...? - dopytywał nadal, a ja co raz bardziej nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jest taki troskliwy.
Heh
Znając moje życiowe szczęście jest taki tylko chwilowo, a potem zmieni się o 180°...
- nie... Po prostu... - próbowałam się jakoś tłumaczyć ale jak na złość nie mogłam nic wymyślić na całe szczęście chłopak postanowił mi przerwać
- już dobrze... Pomogę ci. Obiecuję...
YOU ARE READING
You Can't Love Me...
FanfictionJosselyn Lightwood to nowa członkini gangu Los Zetas jednego z najpopularniejszych gangów w kraju. Pewnego dnia całe jej życie zmienia się o 180° ale czy na dobre? Czy uda jej się pomóc swojemu idolowi? Jak poradzi sobie w roli gangsterki? Jaki...
