Prolog

113 17 10
                                        

Czerwonowłosy, wysoki chłopak, wracał, jak zwykle w ciągu roku szkolnego, ze szkoły do domu. Nic nowego, jak i nic ciekawego, szedł, nie za wolno nie za szybko, po kamienno-piaskowej dróżce, wśród zieleni parkowych roślin, dając się wyprzedzać ludziom, którym wyraźnie spieszyło się bardziej niż jemu. Była wczesna wiosna, drzewa wiśniowe zaczynały kwitnąć by już niedługo zauroczyć wszystkich swoimi, pięknymi, różowymi płatkami kwiatów, aby, móc obsypać nimi, zakochanych, jak i osoby które postanowiły właśnie pod tymi drzewami, powiedzieć drugiej osobie, te dwa, śliczne, symboliczne słowa, które każdy, zna, bez znaczenia czy ma, czy nie ma swojej tak zwanej drugiej połówki. Właśnie nad tym, chłopak rozmyślał, gdy w jego uszach, dzięki czarnym, małym słuchawką rozbrzmiały dźwięki dobrze znanej i jak najbardziej lubianej, przez Rekina piosenki, mimo tego, że nawet nie pamiętał skąd i jak owy utwór znalazł się na jego playliście, utwór o niczym innym jak o miłości, który gryzł się z niektórymi kawałkami słuchanymi przez niego, na co dzień, była to jednak przyjemna odmiana gdyż, piosenka była cicha spokojna, jedyną ścieżką dźwiękową utworze, była gitara bądź ukulele, mimo iż chłopak miał kilka razy mieć styczność, z owymi instrumentami, nie umiał, chociaż może bardziej nie rozdrabniał w myślach, tego który instrument strunowy słyszy, bo było mu to nie zbyt potrzebne. Myślał, o czymś dla siebie ważniejszym, o tym, co jak na jego słuch, młoda wokalistka chciała przekazać i przez co napisała ową piosenkę, którą mniej lub bardziej świadomie nucił sobie pod nosem, do której rytmu, tu akurat nieświadomie, poruszał od czasu do czasu biodrami, niczym niektóre dziewczyny, przy robieniu mniej lub ważnych rzeczy przy których słuchały muzyki, nie obchodziło go to zbytnio, bo nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, gdyby było inaczej, najpewniej odgonił by w niepamięć dotychczasowe myśli, karcąc siebie samego, że to nie męskie. Jednak, na szczecie, rozmyślanie o uczuciach, wciągnęło go na tyle, by tego nie zrobić.

No właśnie, „miłość", coś co dla niektórych, było tylko grą hormonów i feromonów w naszym umyśle, coś co zostało w naszym mózgu jeszcze od czasów naszych, włochatych przodków, co sprawiało że ciągnie nas do płci przeciwnej, chociaż, tak jak u nas to i w przyrodzie, działy się anomalie gdzie, nie tyle do płci przeciwnej co do tej samej. Dla innych, było to uczucie, którego nie dało się od tak opisać, coś co przychodzi znienacka i potrafiące obrócić nasz, niesamowicie poukładany światopogląd o 180 stopni, oraz aby jeszcze dodatkowo, jak by było za mało, płatać figle i nie patrząc na to, jakiej osoba nam przez miłość przeznaczona, jest orientacji, rasy, religii, stylu bycia czy, wspomnianego wcześniej, światopoglądu. To dziwne uczucie nie ma, to tej pory, jednoznacznej definicji, jest to ten typ uczucia, który wywołuje za sobą inne, takie jak bliskość, bezpieczeństwo, radość, motyle w brzuchu, ciepło, przyśpieszone serce, gdy dana osoba jest blisko, jak i złość, smutek, niepokój, rozczarowanie, które chcąc nie chcąc, też ofiarowywało nam w gratisie, to opisywane od wieków uczucie. Uczucie którego, Kirishima, nie miał szczęścia poznać. Co prawda, podobała mu się różowowłosa kosmitka, która wcześniej chodziła z nim do gimnazjum, a teraz jako przyjaciółka z klasy bohaterskiej, jednak, miał wrażenie, że pomylił wtedy, przyjaźń z miłością, tak jak wiele młodych osób w jego wieku. To prawda, czuł się przy niej dobrze, jak każdy, Mina emitowała od siebie niesamowitym szczęściem, jak i optymizmem, już od czasu gdy ten ją pierwszy raz zobaczył. Czół również, do niej niesamowity jak nie, nieopisany podziw, po tym co zrobiła w gimnazjum. Wiedział, że będzie z niej niesamowita bohaterka, z niesamowitą indywidualnością, Gdyby tylko chłopak,miał w siebie tyle wiary co w siebie, było by całkiem dobrze. Mimo to Eijiro, nigdy nie uważał swojego quirk jak i samego siebie za coś, wyjątkowego i mimo, iż teraz w liceum był całkiem inną osobą, niż był wcześniej, to ta myśl nadal gdzieś z tyłu głowy mu tkwiła, to co ludzie uważali za przesadną skromność, momentami było, samotnym, zagubionym puzzlem, który został po jego depresji.

Zastanawiał się, dlaczego, gdy tak wielu znajomych, przyjaciół, rodziny, już kogoś miało. On, przy nikim, nie czół, niczego, co zostało, już wymienione, analizował to wszystko, mimo iż piosenka dawno już minęła, nie słyszał przez, zamyślenie, słów piosenki „Radioactive" lecz, nadal słowa utworu, przez którą zaczął swoje myśli. Zastanawiał się, jak bardzo splątana jest ta jego „czerwona nitka" o której, gdy był mały opowiadała mu mama, gdy był jeszcze dzieciakiem, a może, jego podobno nieprzerywalna nić, się przerwała? Albo po prostu jej nie miał? Bo gdyby znalazł, już swoją drugą połówkę, czuł by to wszystko, co związane z miłością a nie z przyjaźnią prawda? Choć, tego nie wiedział, biedny, tym razem pomylił platoniczną przyjaźń, z tym, czego tak bardzo od dziecka pragnął. Gdyby tylko wiedział, że trzy osoby z jego klasy, czują do niego, coś więcej niż przyjaźń, na pewno, bieg historii, był by inny. Jednak, żaden z nich, nie chciał tego pokazać, kryli się za maską, kumpla, agresora, oraz chłopaka który przy każdym się rumieni i jąka. Czując raz, ukucie w sercu, każdy, każdego odbierał za wroga, mimo iż, żadne z nich nie wiedziało, że jeszcze ktoś stara się o jego względy, mimo to nie chcieli żeby, czerwonooki obiekt westchnień, przebywał tak długo, z kimś innym niż on, bo w końcu, któryś z nich, mógł wyznać swoje uczucia przed nim. Nikt nie wiedział co było lepsze, trwanie w tak zwanym i wszystkim na pewno dobrze znany chociaż by z definicji - friendzone, czy powiedzieć mu, te tak małe a jednak duże słowa, które mogą sprawić niesamowite szczęście gdy, okaże się, że on odwzajemnia to uczucie, a za razem, uczucie wyższości nad resztą, że to on zdobył jego serce, zaś każdej nocy, każdemu przez myśl przechodziło to samo pytanie które nie dawało mu spać.

— Nie bój się kochany, ja już mam zaplanowany bieg tej historii... —

I Wish You Liked Boys  Stories to obsess over. Discover now