Witam wszystkich nowych czytelników szczególnie z tik toka <3
Od razu na wstępie zaznaczę, że początkowe rozdziały mogą być cringowe lub napisane dosyć infantylnie, ale zaczynałam pisać tę książkę jak miałam jakieś 14 lat, była to jedna z pierwszych pisanych przeze mnie książek i dopiero się uczyłam
Mam nadzieje, że i tak zostaniecie tutaj i zapewniam, że potem jest dużo lepiej.
A teraz zapraszam!
Stałam właśnie zdenerwowana na lotnisku czekając na przyjazd mojego brata Nathana. Miał tu być jakieś 20 minut temu, a po nim ani śladu. Był późny wieczór i robiło się dość ciemno, a ja naprawdę nie chciałabym spędzić nocy na lotnisku. Napisałam do niego parę wiadomości, ale na żadną z nich nie odpisał.
Mimo późnej godziny, na lotnisku było sporo osób, a w pewnym momencie dostrzegłam w tłumie mojego brata. Gdy mnie zauważył uśmiechnął się i zaczął iść w moją stronę, lecz ja go wyprzedziłam i podbiegłam do niego mocno go przytulając.
- Tak bardzo tęskniłam braciszku. -powiedziałam spoglądając na niego.
Mój brat jest wysokim brunetem z ciemnymi brązowymi oczami. Wiele osób mówi nam, że jesteśmy podobni bo ja też jestem brunetką z ciemnymi brązowymi oczami, jedynie wzrost się nie zgadza bo jestem strasznie niska. Nathan był ubrany w zwykłe czarne jeansy i szarą koszulkę z dekoltem w serek odsłaniającą kawałek jego tatuaży.
- Ja też cholernie tęskniłem Kells. - powiedział używając znienawidzonego przeze mnie zdrobnienia i odstawiając mnie na ziemie.
- Wezmę twoją walizkę i możemy iść. - uśmiechnął się ukazując szereg białych zębów.
Po chwili znaleźliśmy się tuż przy jego samochodzie. Od zawsze nasza rodzina była dość bogata, a po wyprowadzce Nathana rodzice przysyłali mu pieniądze, więc nic dziwnego, że jego samochód to nowiutki czarny mercedes. Brunet wrzucił moją walizkę do bagażnika po czym oboje wsiedliśmy do samochodu.
- Jak ci minął lot? - zapytał w końcu, kątem oka na mnie spoglądając.
- Było spoko. - odparłam obojętnie. - Jak ci się tu mieszka? - zadałam od dawna nurtujące mnie pytanie.
- Jest zajebiście, musisz poznać moich kumpli, z nimi są zawsze najlepsze imprezy. - zaśmiał się. - Ostatnio mieliśmy dość głośną imprezę i w pewnym momencie przyszła policja i Matt, który był nachlany w trzy dupy poszedł otworzyć i on do nich takie „No siema, siema. Zrobić wam kurwa drineczka? To moja specjalność panowie." po czym zatrzasnął im drzwi. - teraz mój brat śmiał się nie mogąc się opanować a ja mu zawtórowałam. - I potem oni napierdalają tym dzwonkiem i pukają i nikt im nie otwiera i w końcu poszedłem im otworzyć, a oni tacy wkurwieni tam stali, ale na szczęście skończyło się tylko na pouczeniu i jakimś mandacie. Mówię ci, gdybyś zobaczyła ich miny! - teraz to oboje się się śmialiśmy i nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy pod dom. Wysiadając zobaczyłam dużą wille z której dobiegała głośna muzyka.
- To tutaj? - zapytałam zdezorientowana.
- Tak, i no właśnie zapomniałem ci powiedzieć że jest impreza. - powiedział drapiąc się po karku. - Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza.
- Nie no co ty. - powiedziałam wysilając się na uśmiech.
Jasne, że mi przeszkadza!
***
Książkę dedykuje Zuziiavvv hela016 MendesArmyBaey
Pierwszy rozdział My Sweet Enemy za nami! Mam nadzieję, że wam się spodobał i zachęcił do dalszego czytania.
Pamiętajcie o komentowaniu i głosowaniu, bo to bardzo motywuje! ❤️
Pod każdym rozdziałem zostawię wam linka do jakiejś piosenki, tym razem:
Riptide - Vance Joy
https://youtu.be/uJ_1HMAGb4k
YOU ARE READING
My Sweet Enemy
Teen FictionKelly pragnęła tylko jednego - świętego spokoju. Tylko ten jeden cholerny brunet z zabójczymi, zielonymi oczami chyba nie rozumiał co to znaczy. „I może któregoś dnia, pomyślę o kimś innym kiedy usłyszę twoje imię. " 12.10.2020 - #1 w dlanastolatkó...
