1.

74 2 0
                                        

(W mediach na górze zobaczcie sobie jak wygląda Ashley)

-Twój tata mówi, że mamy się zająć lekcjami-Robin mówiąc to wszedł do mojego pokoju zamykając za sobą drzwi i ściągając mi słuchawki z uszu- Ashley, lekcje. Już. - Powiedział dość stanowczym tonem. Ja tylko przewróciłam oczami i wstałam z fotela podchodząc do biurka.

-Robin... Co Bruce kupi mi na urodziny? -Popatrzyłam na niego swoimi maślanymi oczami, z nadzieją na odpowiedź. Ah, zapomniałam wspomnieć, że za tydzień mam 17 urodziny.

-Myślisz, że Ci powiem? - Zaśmiał się pod nosem- Nawet na to nie licz -Przewrócił oczami.

-No weeeź-Lekko pociągnęłam za jego ramię.

-Nie przekonasz mnie - uśmiechnął się szeroko. A to chujek mały.

-No więc, zmieńmy temat. Czy Bruce i Zoe to moi prawdziwi rodzice? -Podniosłam brew. Nikt nie chciał o tym ze mną rozmawiać, a od jakiegoś czasu zauważyłam, że ani trochę nie jestem do nich podobna (Jakby ktoś nie zrozumiał, to Zoe to partnerka Batmana, lub jak kto woli Bruce'a)

-Ashley... -popatrzył na mnie błagalnie wzdychając.

-No dobra pomóż mi już robić te lekcje - przewróciłam oczami i wyciągnęłam książki.

***

Po skończeniu zadań domowych, na chwilę się zamyśliłam, po czym rozglądając się dookoła szybko przebiegłam do wejścia Batjaskini. Przy wpisaniu kodu przypomniałam sobie słowa taty "Pamiętaj mała, jeśli kiedykolwiek będzie konieczne ukrycie się w jaskini, kod to twoja data urodzin". Bez problemu szybko wpisałam cztery liczby i drzwi automatycznie się otworzyły. Uśmiechnęłam się szyderczo i weszłam. W środku porozglądałam się chwilę,po czym wzięłam dziesięć gwiazdek Robina i z nudów zaczęłam rzucać nimi w tarczę do ćwiczeń. Po kilkunastu minutach usłyszałam krótkie dźwięki wpisywania kodu i otwierania drzwi. Szybko musiałam się ukryć, a jako, że nie było tu zbyt wiele kryjówek z których mogłabym skorzystać bez posiadania jakiegoś innego, skomplikowanego kodu, byłam zmuszona schować się pod biurkiem. Siedząc tak usłyszałam głos mojego ojca, najwyraźniej rozmawiał przez telefon, a jako, że jestem dość ciekawską osobą, nie mogłam się powstrzymać od podsłuchania konwersacji.
-Myślę, że jednak nie powinniśmy jej mówić... Tak wiem, ale tak będzie dla niej lepiej... Okej, skoro ty chcesz to jej powiedzieć to mów! Ja nie mam zamiaru jej tracić rozumiesz?-Przez stłumiony głos w słuchawce mogłam usłyszeć, że rozmawia z mamą. Zmarszczyłam lekko brwi nie potrafiąc nic zrozumieć. Słysząc, że Bruce podchodzi coraz bliżej mojej " kryjówki" Zacisnęłam powieki lekko drżąc. Wzięłam duży zapas powietrza do ust. Po chwili tata usiadł do swojego biurka, pod którym się schowałam. O nie. O nie. O nie. Nie wolno mi tu wchodzić, jeśli nie ma poważnych sytuacji. Po kilkunastu sekundach usłyszałam trzask i przed oczami miałam widok rozbijanego szkła. Można było też usłyszeć cichy głos mojego taty.
-Cholera, kolejna szklanka do kosza. No cóż, trudno-Schylił się i spojrzał w moją stronę. Obrzucił mnie wrogim spojrzeniem a ja tylko uśmiechnęłam się głupkowato.
-Cześć Bruce- Powiedziałam próbując wybrnąć z sytuacji.
-Co ci mówiłem Ashley? - W jego głosie było słychać zdenerwowanie. - Pod żadnym pozorem nie wchodź do jaskini, jeśli nie ma w domu nieprzyjaciół, bądź jeśli nie jest to konieczne. Wiesz przecież, że często tutaj przetrzymuję złoczyńców i nie byłby to przyjemny widok dla Ciebie. A teraz wyłaź-Pokazał ruchem dłoni, żebym się ulotniła. Przed drzwiami powiedziałam ciche-Sorki Tatku - po czym wyszłam. Skierowałam się w stronę kuchni i po drodze napotkałam starszego, pięćdziesięcio-trzy letniego mężczyznę. Był niedużego wzrostu, tak właściwie to był ode mnie niższy o pół głowy. Uśmiechnęłam się do niego i lekko ukłoniłam na co Albert-Czyli nasz służący zrobił to samo. Bardzo lubiłam tego faceta. Zawsze był uprzejmy, miły, uczciwy i kiedy miałam gorszy dzień zawsze przychodził i pocieszał. Tak w sumie to traktowałam go jak swojego dziadka. Nie znałam swojego prawdziwego, a Albert zachowywał się jakby właśnie nim był. Idąc dalej przez korytarz zobaczyłam przy drzwiach mamę. Do niej również się uśmiechnęłam. I przywitałam, po czym ruszyłam dalej. Nigdy nie lubiłam ani swojego śmiechu, ani uśmiechu. Był taki... Wariacki. Większość osób bała się, kiedy się śmiałam. Moi rodzice mają normalny śmiech i uśmiech, chociaż chwila... Poprawka. Moja mama ma normalny śmiech i uśmiech. Nigdy nie widziałam, żeby mój tata się uśmiechał. No ale cóż. Bycie Batmanem do czegoś zobowiązuje. Weszłam do mojego pokoju który wyglądał w tak, że ściany są fioletowe, a łóżko, biurko, szafa, komoda i żyrandol są zielone, podobnie jak zasłony na oknach. Uwielbiam motyw "HA HA HA" podobnie jak napis "Why so serious?!". Wiem, że to znaki rozpoznawcze niejakiego Jokera i jego jebniętej partnerki Harley Quinn, ale ja mimo to je uwielbiałam, chociaż tej pary nie cierpiłam. Oni są nienormalni! Czasem jak idę ze znajomymi do klubu to widzę tą pieprzoną Hay wijącą się na róże a zaraz przed nią ten jebnięty psychopata gapiący się na nią. Nie mogą se tego w domu robić?
Lubiłam swoje życie, ale czasem czuję się, że nic mi nie wolno. Chciałabym zaszaleć i chociaż raz zobaczyć jak to jest być tym złym charakterem... No ale cóż... Moi rodzice to bohaterzy. Pewnie nie mówiłam, ale Zoe to CatWomen więc w sumie to idealnie pasują do siebie z Brucem. Tak bardzo chciałabym się zbuntować i zobaczyć jak to jest. Być tym, ktorego wszyscy się boją. -Z tą myślą walnęłam się na swoje zielone łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Biegnąc obejrzałam się za siebie. Cholera jasna! Psy!
-Spadamy stąd! Zaraz tu będą! -Usłyszałam głos przyjaciela, który właśnie kończył wyciągać wszystkie pieniądze z kasy sklepowej. Ja w tym czasie spokojnie i powoli wyciągałam z półki kilka paczek żelek i makaroników truskawkowych, oblanych gorzką czekoladą. Na słowa bruneta z moich ust wydobył się mój dziwny śmiech i ledwo udało mi się powstrzymać od upadku na ziemię. Po chwili drzwi się otworzyły a my usłyszeliśmy...
-Ręce do góry! Policja! - Jeden z mężczyzn kierował we mnie bronią. Uśmiechnęłam się szeroko i lekko zatrzęsłam głową, sprawiając tym, że dzwoneczki na mojej głowie wydały swój charakterystyczny dźwięk. Mój strój wyglądał w ten sposób: Był on w odcieniach-Czarnym i czerwonym. Był on jednoczęściowy, na długi rękaw i z nogawkami, które były połączone również z "butami", które na końcach również miały po jednym dzwoneczku na stopę. Był on od stóp aż po czubek głowy. Kaptur przylegał i był tak samo obcisły jak cały strój, lecz jednak nie przeszkadzało mi to w swobodnych ruchach. Na kapturze były dwa "Rogi" Z dzwoneczkami. Jeden dzwoneczek na jeden róg, podobnie jak z butami.
Popatrzyłam mężczyźnie w oczy po czym spokojnie otworzyłam pudełko ciastek i zaczęłam chrupać patrząc mu w oczy. Po sekundzie w jego ręce była pustka a jego rewolwer lekko pocałowałam na spuście.
-Zagramy w szefa. Inaczej-Pokazałam ruchem głowy do przyjaciela, który właśnie wykańczał drugiego policjanta, żeby zamknął drzwi. Zrobił to bez problemu a ja uśmiechnęłam się szyderczo, po czym dokończyłam swoją wypowiedź. -Strzelę w twoje krocze, żebyś cierpiał z bólu, potem w udo, a następnie wezmę swój nożyk i wytnę ci nim na policzku moje inicjały. Na końcu poodcinam twoje palce środkowe, po czym przejadę nożem po twoim gardle patrząc jak się wykrwawiasz. To jak będzie? -Uniosłam brew uśmiechając się.

Obudziłam się z szerokim uśmiechem na ustach, po czym zorientowałam się, że to był sen-Chwila... Czemu ja się uśmiecham?! Ten sen był paskudny! Paskudny! -Powtarzam sobie cicho.













































______________________________________________
1209 słowa 😎

Mega jaram się nową książką, bo będzie kompletnie inna a przy okazji ma ona postacie z mojego ulubionego filmu (Suicide Squad) kto też czeka na drugą część?




Księżniczka GothamHistorias para obsesionarse. Descúbrelo ahora