永遠の愛

36 5 1
                                        

Wchodząc do niegdyś zadbanego mieszkania nie spodziewał się aż tak silnego odoru zatykającego jego naczynka w płucach. Zewsząd dobiegała ich okropna ciemnica, co przyprawiło go o niemały zawrót głowy. Na miejscu jednakże była już ekipa i patolog śledczy - słyszał ich z dali.

Korytarz prowadził do ostatniego pokoju, w którym kłębiło się najwięcej ludzi - niegdyś tak pięknie oświetlony zionął teraz pustką i mrokiem jak wszystko dookoła. Im bliżej końca byli, tym bardziej biło mu serce. Odgłosy ciężkich podeszew huczały w uszach i mogłyby powodować zaniki pamięci w połączeniu z niemiłosiernym smrodem który przybierał na natężeniu z każdym kolejnym krokiem. Kilku policjantów wyprosiło wszystkich z łazienki wyłożonej marmurowymi płytkami, robiąc tym samym miejsce jemu i mundurowym. Po przekroczeniu progu nagły atak przypominający migrenę załatwił go, powodując przy tym brak równowagi. Najpierw oczy zaszła mu ciemna gęsta mgła, potem okolice uszu i skroni zalało mu dziwaczne ciepło - czuł się jakby śnił. Odgłosy nie docierały do niego przez góra trzy sekundy, po których wszystko wróciło do normy a on sam musiał stawić czoło temu co czekało na niego od kilkudziesięciu dni.

Początkowo sam nie mógł określić co widzi. Zasraną podłogę i wannę? Poszewkę od poduszki unoszącą się wraz z owym przedmiotem na tafli brunatnej wody? Dopiero po głębszym przyjrzeniu się całemu obrazkowi zebrało mu się na krzyk - jednak zamiast tego rozdziawił usta i zaczął nerwowo wdychać zatęchłe powietrze.

Przed nim leżało rozłożone ciało tłumaczące okropny zapach - odmoczone i napuchnięte w odcinku torsu. Niczym makabryczny balon. W zasadzie ręce nie były w lepszym stanie - niczym dwa wały obtoczone pozrywaną, beżową i brudną tkaniną. Jedna z nóg prawdopodobnie zwisała z ramy wanny, ale teraz jej kości leżały obok ścianki - na jednej utrzymywało się jeszcze szarawe mięso i skóra ofiary. Ileż musiał tu leżeć w tej okropnej ciszy i samotności, coby mu odpadła jedna z kończyn?

Woda była z pozoru przejrzysta, a wszystkie syfy opadły na jej dno - w tym resztki tułowia. Lewa noga unosiła się niewinnie na tafli wyglądając jak zrobiona z papieru. Podziurawiona, od strony uda zaczęła już się rozkładać do kości - dookoła widać było wszystkie ścięgna i mięśnie - udo jakby samo
rozpościerało swoje ramiona ze skóry aby przywitać osoby mieszczące się w drobnej toalecie.

Teraz musiał zmierzyć się z twarzą.

Napuchnięty łeb w zupełności nie przypominał niegdyś pięknej osoby. Wargi wywinięte na zewnątrz, zbielałe od procesu rozkładu i braku krwi - wyglądały, o ironio, jak usta dmuchanej lalki wykorzystywanej do ziszczenia swoich seksualnych fantazji. Jedno widoczne oko było zamglone bielą - tęczówka straciła dawny blask. Drugie natomiast trwało pod wodą i narazie nie mógł go dostrzec. Nawet nie był w stanie określić czy chciał je widzieć. Gdyby przyjrzeć się jamie ustnej co oczywiście zrobił, można by dostrzec przerażającą ilość larw wypełzającą wręcz z nadmiaru na zewnątrz. Z nosa również wychylały się obrzydliwe drobne robaczki - ten widok na zawsze wyrył się w jego pamięci. Włosy tylko prowizorycznie przylegały do czaszki, gdyby nie unosząca je woda pewnie już dawno by ich nie miał.

To było zdecydowanie za dużo dla młodego mężczyzny.

Jak w transie wybiegł z pomieszczenia aby jak najszybciej dostać się do klatki schodowej, z której wypadł jak burza na dwór. Zaraz po tym zrzygał się kilkukrotnie pod siebie jak kot i poczuł jak oczy zachodzą mu łzami. Nawet nie przeszło mu przez myśl aby dopuścić do siebie, że to ta sama osoba z którą jeszcze jakiś czas temu dzielił łóżko i swoje drobne serce. To nie te dłonie, które kojąco głaskały jego włosy w stresowych sytuacjach zobaczył przed chwilą w wannie. Smród stęchlizny jeszcze długo tego wieczora dzielnie mu towarzyszył.

one monthWhere stories live. Discover now