Rozdział 1

5 1 0
                                        

Nadszedł dzień rozpoczęcia roku. Zostałam poproszona o zaśpiewanie piosenki na rozpoczęcie apelu, więc jestem. Stresuje się bardzo. Zawsze bałam się występów publicznych. Niby jestem wygadaną i bardzo komunikatywną osobą, ale kiedy do ręki dostaje mikrofon to nie wiem co się dzieje dookoła mnie. W każdym razie ćwiczyłam przez połowę wakacji, więc mam nadzieję, że będzie to co najmniej znośne. 

Nie wiem czy kogoś to dziwi, ale nie tęskniłam za szkołą. W roku szkolnym nie mam czasu na nic, ani na znajomych, ani na rozwijanie się. Najwięcej czasu spędzam wtedy z Zackiem, moim chłopakiem. Jesteśmy już ze sobą dobre trzy lata. Chodzimy do jednej klasy, więc widzimy się codziennie, ale jednak na przerwach jest dookoła pełno ludzi.

Za 20 minut wchodzę na środek. Chcę już tam wejść. Boję się, ale lubię śpiewać. Odłączam się wtedy od całego świata. Jestem tylko ja i muzyka. Nagle podbiega do mnie Zack.

- Hej skarbie. - mówi zasapany i daje mi buziaka w usta.

- Hejka, dobrze, że zdążyłeś. - odpowiedziałam.

- Tak, ale ledwo. - powiedział siadając na ławce za nim.

- Chyba czas zacząć szybciej wstawać. - poradziłam uśmiechając się.

- O właśnie, dobry pomysł, ale ciężkie do wykonanie. Powiedziałbym nawet, że nierealne. - powiedział patrząc się w ziemię.

- Idę już na aulę, za chwilę będę śpiewać. - powiedziałam.

- Też już będę szedł i pamiętaj - odpowiedział po czym złapał mnie za ręce - nie denerwuj się, masz cudowny głos, będzie dobrze.

Jego dotyk i spojrzenie zawsze mnie uspokajało. Było w nim coś wyjątkowego. 

Weszłam na aulę. Zostałam tylko ja i mikrofon. Usłyszałam pierwszy dźwięk melodii. Zamknęłam oczy i zapomniałam o tych wszystkich, którzy są dookoła mnie. To było cudowne. Kiedy zaśpiewałam, wszyscy siedzieli nieruchomo. Nagle podnieśli się z krzeseł i zaczęli głośno klaskać. Pierwszy raz w tej szkole usłyszeli jak śpiewam i mogę wywnioskować, że było dobrze. Spojrzałam się w stronę Zacka, który stał w pierwszym rzędzie. Był ze mnie dumny, było to widać i chyba to mnie najbardziej cieszyło.

Po skończonym apelu, na korytarzu zaczepił mnie pan David Kelly. Uczy muzyki w naszej szkole, ale nie miałam z nim nigdy lekcji.

- Ty jesteś Billie, tak? - zapytał niepewnie.

- Tak. - odpowiedziałam.

- Chciałem tylko powiedzieć, że masz cudowny głos. Dawno nie słyszałem tak utalentowanej młodej osoby. Uczysz się gdzieś śpiewu?

- Co najwyżej podczas wieczornego prysznicu. - odpowiedziałam uśmiechając się szeroko.

Pan David zamilkł. Po chwili wyciągnął z tylnej kieszeni spodni kawałek kartki. Była to jego wizytówka.

- Jestem dyrektorem w pobliskiej szkole muzycznej. Jeśli chcesz, to zadzwoń, umówimy się na jakieś zajęcia. Oczywiście ja pokryję wszystkie koszta. - powiedział tak szybko, że ledwo zrozumiałam.

- Dziękuję bardzo, ale ja nie wiem, nigdy nie myślałam o rozwijaniu się pod względem muzycznym. - odpowiedziałam nie będąc przekonana co do tego pomysłu.

- Daje ci tyle czasu ile potrzebujesz, nic na siłę, sama musisz tego chcieć. Po prostu czuję się zobowiązany chociaż do zaproponowania ci tego, bo miałbym wyrzuty sumienia, że straciłem tak ogromny talent.- powiedział.

- Jasne, zastanowię się i dam znać. - opowiedziałam.

Pan David uśmiechnął się i poszedł w stronę kierunku pokoju nauczycielskiego. Ja odwróciłam się, a tuż za moimi plecami stał Zack.

- O czym gadałaś z Kelly'm? - zapytał zaciekawiony. - Przecież on nawet cie nie uczy.

- Zaproponował mi lekcje śpiewu w jego szkole muzycznej, ale nie wiem czy to dobry pomysł.

- Czemu?! Masz talent, musisz go rozwijać. - powiedział tak głośno, że spojrzeli się na nas wszyscy dookoła.

- Ale nie będę miała już czasu na nic, pomyśl chociaż o tym jak źle to wpłynie na nasz związek. = odpowiedziałam przejętym głosem.

- A kochasz mnie? - zapytał, spoglądając mi głęboko w oczy.

- No przecież wiesz, że tak. - odpowiedziałam z poważną miną.

- Czyli damy radę. - powiedział kładąc ręce na mojej szyi i całując mnie w usta.

Po powrocie do domu spakowałam wszystko potrzebne na jutrzejszy dzień, żeby mieć już to z głowy. Zazwyczaj siedzi i mnie Zack, ale musiał pojechać do lekarza, bo ostatnio gorzej się czuje. Kiedy zrobiłam wszystko co musiałam, położyłam się na łóżku, a z kieszeni wyciągnęłam wizytówkę pana Davida. Wzięłam mój telefon i wybrałam numer.

- Halo, dzień dobry, tu Billie.- rozpoczęłam rozmowę.

- Oo, dzień dobry Billie - odpowiedział Kelly wyraźnie zaskoczony moim telefonem.

- Zastanowiłam się, chcę spróbować. - oznajmiłam.

- Bardzo się cieszę, może przyjdziesz na zajęcia już jutro? - zapytał.

- Jasne, czemu nie. - powiedziałam wesołym głosem.

- W takim razie do jutra. - odpowiedział i rozłączył się.

Tak naprawdę nie myślałam nad tym jakoś długo, ale co mi szkodzi. Spróbuję, może akurat mi się spodoba. Boję się o mój wolny czas, ale wiem, że razem z Zackiem damy radę, nawet w najgorszych momentach. Wzięłam telefon i napisałam do niego:

- ZAPISAŁAM SIĘ DO SZKOŁY MUZYCZNEJ.

- CIESZĘ SIĘ KOCHANIE, MAM NADZIEJĘ, ŻE CI SIĘ SPODOBA.

Byłam podekscytowana. Tak jak początkowo nie byłam przekonana, tak teraz nie mogę się doczekać. Poznam tylu nowych ludzi. Mam nadzieję, że mój głos w porównaniu do nich nie będzie brzmiał tak tragicznie.

Nagle do domu weszła moja mama. Zbiegłam po schodach, żeby się z nią przywitać.

- Cześć, a gdzie tata? - zapytałam zdziwiona, bo zawsze wracali z pracy razem.

- Cześć, musiał zostać chwilę dłużej coś tam z klientem ustalić. A jak występ.

- Było super, wszystkim się podobało. Pan Kelly zaproponował mi lekcje w muzycznej, jutro pierwsze zajęcia.

- Wow, ty się na coś zgodziłaś, a pewnie potem będziesz narzekać, że nie masz na nic czasu.

- Dokładnie tak będzie.

Moja mama cicho się zaśmiała, a ja poszłam z powrotem do mojego pokoju. Zamówiłam coś na kolację, poszłam zmyć makijaż i przebrałam się w pidżamę. Jest dopiero 22, ale jeżeli rano będę nieprzytomna, to chcę mieć chociaż poczucie, że starałam się być wyspana. Jak zawsze wieczorem napisałam wiadomość do Zacka:

- DOBRANOC KOCHANIE, KOCHAM CIĘ.

- DOBRANOC SKARBIE, JA CIEBIE TEŻ.

I'm sorryWhere stories live. Discover now