PROLOG, „Sunt lacrymae rerum"

231 14 21
                                        

Są łzy nad nieszczęściami ludzi

Sara/Chiara



Pamiętam gorąc jaki panował na lotnisku, pomimo włączonej klimatyzacji i chłodniejszego wieczora. Moje włosy poprzyklejane do czoła. Zagubienie. Zamieszanie na lotnisku. Ludzie, którzy śpiesząc się na lot, potrącali mnie ramionami. I strach. Zdenerwowanie. Co jeśli zorientowaliby się, że mnie nie ma? Co, jeśli mnie znajdą? Nie chciałam wracać do domu, a raczej miejsca, które kiedyś nim było. Pamiętam, jak moje ręce trzęsły się, gdy czekałam na zdanie bagażu. Pamiętam, jak jąkałam się rozmawiając z pracownikiem, jak potrzebne dokumenty upadły mi na ziemię i moje czerwone od zażenowania policzki, gdy je zbierałam. Pamiętam, jak upuściłam torbę przed położeniem na taśmę. Pamiętam oferowaną pomoc od mężczyzny za mną i mój paniczny strach. Przyjęcie pomocy. Pytanie pracownika, czy wszystko w porządku. Moje kłamstwo. „Trochę się stresuję" - mówiłam cicho - „to mój pierwszy lot samolotem".

Boże, skłamałam. Czy jestem stracona w Twoich oczach? [1] 

Pamiętam odprawę, szukanie stanowiska, czekanie... I stres, który trzymał mnie do odlotu samolotu. A potem... Potem było gorzej. 

Wylądowaliśmy na lotnisku we Włoszech dwanaście godzin później. Nie spałam. Nie mogłam. Myślałam, że uciekłam od problemów, jednak najgorsze było przede mną. Byłam w zupełnie obcym kraju, na obcym kontynencie. Nie znałam tu nikogo, nie miałam gdzie się zatrzymać. I nie miałam pojęcia, co robić. Pamiętam szybkie bicie serca, przyśpieszony oddech, trzęsienie dłoni. 

A potem znalazłam się na plaży. Nie pamiętam jak tam dotarłam, atak paniki przyćmił moje zmysły. Siedziałam na piasku, za mną położona była moja torba, a jej strzemiączka zaplecione miałam na dłoni. Nie wiedziałam, że płakałam. Po prostu siedziałam, wpatrując się w horyzont i obserwując powoli ściemniające się niebo. Byłam zamknięta w swoim świecie. Zastanawiałam się, co powinnam teraz zrobić. Nie byłam na studiach, ba, nie miałam nawet ukończonego średniego wykształcenia. A moich oszczędność, po wymienieniu na euro, nie starczyłoby mi na długo. Byłam w kropce. Musiałam też gdzieś spędzić dzisiejszą noc, a wizja mnie śpiącej w bocznej, brudnej uliczce nie była zbyt kolorowa. Nie wiedziałam nawet czy przetrwam ten miesiąc do końca. 

- Ciao bella. - Drgnęłam na ton męskiego głosu, który dochodził z prawej strony. 

Zerknęłam tam, a moje serce zamarło na moment. Byłam przerażona. W niewielkiej odległości ode mnie, siedział chłopak z ciemnymi włosami i niebieskimi oczami. Jego skóra była opalona i pokryta dużą ilością tuszu. Wyglądał jak kryminalista i chyba to przerażało mnie najbardziej. 

- Non penso che tu capisca [2] - Usłyszałam drugi głos z lewej. 

Obróciłam się w jego stronę i zobaczyłam szatynkę o szaro-zielonych oczach. Uśmiechała się lekko w moją stronę i obserwowała moją twarz. 

A ja się bałam. Czekałam na moment, gdy zaczną mnie naprzemiennie wyzywać i śmiać się ze mnie i mojego wyglądu. Moje serce biło przerażająco szybko, a w uszach słyszałam szum krwi. Czułam jak moje ręce powoli zaczynają się trząść i pocić, a ja musiałam zacisnąć dłonie w pięści, żeby nie było tego widać. 

- Cześć, jestem Valeria. - Wyciągnęła dłoń w moją stronę, a ja spuściłam wzrok na kolana. Dziewczyna cofnęła ją. - Spokojnie, nie musisz się nas bać. To jest mój kuzyn, Pietro. - Wskazała na chłopaka. - A ty? 

Milczałam. Nie wiedziałam, czy powinnam im mówić cokolwiek. Tak naprawdę nie znałam ich i nie miałam pojęcia, czego mogę się po nich spodziewać. 

Last ChanceWhere stories live. Discover now