luhan, 170529
——
jego włosy zostały delikatnie rozwiane przez wszechobecny chłodny wiatr.
jego oczy delikatnie błyszczały od nieustannie przybywających łez.
jego policzki pokryte były mokrymi ścieżkami prowadzoni z jego oczu.
jego suche usta pokryte zakrzepłą krwią wykrzywione były w grymasie, a on sam stale powtarzał jedno słowo.
„przepraszam"
chciałem podejść. na prawdę. chciałem otrzeć jego łzy. złapać go za rękę, uspokoić i sprowadzić z tego cholernego mostu.
ale to już nie było na moje nerwy.
wydawało mi się, że byłem równie wyniszczony i zmęczony jak on.
teraz wiem, że to ja byłem tym, który cierpiał.
on był, po prostu słaby.
jednak rzeczywiście, było mi go wtedy szkoda.
nie rozumiałem, dlaczego chce on targnąć się na swoje życie. nie chciałem rozumieć.
chciałem, żeby to wszystko się już skończyło.
całe to jego stałe znikanie, poniżanie mnie, wszystkie sprzeczki, bójki, ale też wszystkie pocałunki, czy chociażby miłe słówka. wszystko.
chciałem pozbyć się go ze swojego życia.
jednak nigdy nie chciałem, żeby on to życie stracił.
ale teraz potrafiłem jedynie stać i patrzeć na trzęsącą się figurę chłopaka.
nie mogłem nawet spojrzeć w jego smutne oczy.
nie byłem w stanie podejść bliżej niż na kilka metrów.
jestem beznadziejny. nie potrzebuję go, ale nie chcę go stracić.
dlaczego on to robi?
przecież możemy się ustatkować, spróbować wyjść z tej sytuacji...
«Yifan!» chciałem krzyczeć, ale moja podrażniona krtań pozwalała mi jedynie na szept.
ale to wystarczyło.
chłopak odwrócił głowę w moją stronę.
widząc mnie uśmiechnął się delikatnie, po czym ostatno raz odrzekł «przepraszam»
skoczył.
a ja patrzyłem jak jego ciało wpada w otchłań głebokiej, zimnej jak lód wody przepływającej pod mostem.
przez chwilę myślałem, że jest jeszcze nadzieja.
zbiegłem na sam dół, by odszukać ciało chłopaka.
po chwili, rzeczywiście ujrzałem dryfującego Yifana.
wszedłem do wody, by wyciągnąć z niej ciało chłopaka.
kiedy udało mi się wciągnąć ciało na brzeg, zdalem sobie sprawę, że to koniec.
on nie żyje.
jego dłonie jeszcze nigdy nie były tak zimne,
usta dotychczas nigdy tak sine,
cera nigdy tak blada.
serce, za życia nad wyraz aktywne, teraz nieruchome tkwi w klatce.
na tej twarzy już nigdy nie zagości uśmiech,
ESTÁS LEYENDO
novemberrain |kris x luhan x tao|
FanfictionNovember rain just made me feel so lonely; Hey, that's how it had to be, I'm sorry; Sometimes I'd rather not speak I think I'd rather just sleep; --•-- so basically it's a story where tao meets luhan at kris' funeral
