Mój Największy Błąd

22 0 0
                                        

Wzrasta gęsia skórka, nie wiem czy to kwestia zmieniającej się temperatury czy mojego podekscytowania imprezą. Piją te drinki gdy siedzę obok, patrzą spod oka podśmiewując się w duchu, że spędzam imprezę na trzeźwo.
- A ty co?! Nie napijesz się? No dawaj Jagoda!
Patrzę spod byka. Napotykając mój wzrok żałują, że pytają. Teraz nic nie mówią, potem będą bardziej nachalni. Spokojnie czekam aż skończą kolejkę Kamikaze, zagryzając cytryną. Spoglądam na dziewczyny, wykrzywiają pomalowane pyszczki i utwardzają wzrok czując jak trunek spływa do wewnątrz. Uznają, że pora iść. A raczej jedna decyduje, reszta wykonuje. Zmierzamy w stronę leżaków, całujące się pary ( bądź całkowicie nieznajomi sobie ludzie ), zgonujący chłopak, albo dziewczyna, w tej pozycji trudno rozpoznać, i tak w kółko. Spotykamy Kubę, głowa zwieszona, rozwiane nogi, kałuża między nimi. Nie poczuwam się w obowiązku opiekować się chłopakiem, a nawet i patrzeć na tą scenę więc staje w odpowiedniej odległości i odpalam Snapa. Czarne zdjęcie z lokalizacją, niech wiedzą, że sie dobrze bawię w tak dobrze znanym im miejscu, części z opowiadań, części z doświadczeń tu przeżytych. Rozglądam się, moje dwie przyjaciółki usiadły na leżaku. Zmierzam ku nim, jedna widocznie smutna. Siadam, trafiam w połowie rozmowy.
-On się teraz z nią całuje, patrz- mówi blond dziewczyna
Obie odwracają głowy, z ciekawości też odwracam głowę. Nie dbają, że tu jestem, przyzwyczajona do takiego zwrotu akcji poprostu się przysłuchuje. W oddali widzę grupkę chłopaków a przy nich jedna dziewczyna. Znam ją oczywiście. Rozmiar D, z tyłu to samo, szkoda, powinni też na to wymyślić tabelkę. Kornelia. Kiedyś z ciekawości zaczęłam liczyć procentową ilość naszych wspólnych znajomych, których przelizała, powiem, że wynik był zatrważający. To tak jakby wpuścić dwuletniego ogiera na pastwisko pełne klacz. Więcej szczegółów nie widzę, są naprawdę daleko.
-Chyba nadal coś do niego czuje...- kontynuuje coraz bardziej pogrążona
-Przecież kręciliście dosyć dawno- odpowiada druga, tym razem ciemna brunetka, w spłowiałym ombre
-Wiem, ale jak na to patrzę to wracają wspomnienia. Tyle czasu się spotykaliśmy a ani razu mnie nie pocałował. A teraz?
-Brał pixy, co się dziwisz- wtrącam się - Chodzi o Darka, tak?
Milczą. Spoglądają na mnie i nic nie mówią. Nie dostaję jednoznacznej odpowiedzi więc zlewam temat. Typowo. W domu od kiedy pamiętam, wyglądało to tak samo. Dziadek zachorował na raka? Dziecko nie może się dowiedzieć. Babcia jedzie do szpitala? Niech dziecko jej nie odwiedza bo jeszcze będzie się martwić. Większe zmartwienie odczuwa, gdy po śmierci bliskiego, żyje z świadomością, że jest niewdzięcznikiem, który nie odwiedził dziadka ani razu w szpitalu. Nie komentuje. Uśmiecham się.
-Wiecie co dziewczyny? Bardzo mi zimno, lecę potańczyć, idziecie?- pytam
Blondynka o imieniu Dominika łapię moją rękę i ciągnie mnie na dróżkę. Idziemy szybkim krokiem. Ona przede mną mocno trzymając mnie za rękę. Przyjaźnimy się od miesiąca, a znamy od 7 lat, lecz nigdy nie czułam się z nią tak dobrze jak teraz. Wcześniej słyszałam o niej niepochlebne plotki, teraz widzę, że to bzdury. Dziewczyna jest naprawdę miła. Droga mi się wydłuża, jest mi naprawdę zimno, czuje unoszące się włosy na całym ciele. Szczególnie ręce. Jest koniec lipca, lecz o północy w krótkim rękawku można odczuć niską temperaturę. Jesteśmy niedaleko. Zbliżamy się do wielkiego zadaszenia pod którym jest parkiet. Wielki dach z głośnikami i milionem świateł, mały bar na przeciwko wielkiej didżejki. Dominika puszcza moją rękę. Jestem zdziwiona, robi mi się zimniej. Nagle ktoś łapie mnie pod ramie, ma bluzę. Bluza. Ciepło. Ciepła bluza, tego mi brakuje. Muskamy się dłońmi z każdym krokiem coraz częściej. Zimno i zmęczenie odbiera mi kojarzenie sytuacji. Znajdujemy się na parkiecie gdy w końcu spoglądam w kierunku obiektu. To on... Otwieram szeroko oczy, techno wypełnia całe moje ciało, a szok odbiera mowę. Chłopak którego wskazywała Dominika. Spanikowana szukam jej wzrokiem, wtem on zaczyna tańczyć obok mnie w bezpiecznej odległości. Zawsze stresowały mnie takie sytuacje. Zawsze miałam dużo empatii. Nieraz byłam odrzucana, dlatego nigdy nie dopuszczam sytuacji by ktoś się czuł przy mnie odrzucony. Tańczę, techno przechodzi całe moje ciało, czuję to i wiem, że dobrze to robię. Chłopak spogląda na mnie i dalej tańczy. Po chwili jednak łapie moją rękę. Jest taka ciepła, taka ciepła, tak bardzo potrzebuję teraz ciepła... Jest mi tak zimno. Nie mogę wytrzymać... To aż boli. Zabieram rękę, tańczymy dalej odosobnieni lecz on się przybliża. Spanikowana szukam wzrokiem przyjaciółki. Widzę jej wzrok, odwraca się ku nam. Wykorzystuje to, patrze na nią i wzrokiem wskazuję na niego. Nie rozumie, tańczy dalej pare kroków przed nami. Robię to coraz bardziej rozpaczliwie. Przechylam głowę w jego kierunku by wiedziała gdzie spojrzeć. Nie reaguje, musi być sparaliżowana jak ja. Wtem znów czuję dotyk jego ciepłej dłoni. Rozpływam się w tym cieple. Zniecierpliwiony łapie mnie w talii, przyciąga do siebie i składa najdelikatniejszy pocałunek jaki kiedykolwiek odczułam na mych ustach. Niepewnie, powoli, czuję ciepło jego ust, rozpływam się pod ich naciskiem, miarowo przyspiesza lecz czuję tą delikatność. Nie pogłębia pocałunku, jest on delikatny niczym muśnięcie skrzydeł anioła o pobliską chmurę. Czuję ciepło, w końcu... Przychodzi świadomość, wiem, że robie źle. Słyszę piosenkę i myślę „Czy będę pamiętać tą piosenkę, jako przypomnienie najwspanialszego pocałunku w moim życiu?". Nie ma dość, całujemy się dalej, a raczej on mnie. Ja się tylko rozpływam,  czuję jak on ogarnia całe moje ciało nie dotykając innej części jak tylko ust. Jest tak blisko, bucha od niego to ciepło, którego było mi tak brak.
W tem czuję jak ktoś puka w moje plecy...

Wszystko jednoStories to obsess over. Discover now