Tego dnia wstałem rano i jak zawsze ruszyłem w kierunku ogromnej sztangi z ogromną nadzieją, że może wreszcie ujawnią się moje zdolności. Byłem o wiele bardziej zdeterminowany niż zazwyczaj toteż pozwoliłem ciężkiemu narzędziu gnieść mnie tak długo aż każdy mój mizerny mięsień skurczył się do tego stopnia, że nie sposób było nabrać najmniejszego oddechu. Ostatkiem sił podtrzymałem ciężar miażdżącego mnie przedmiotu i jak najprędzej zsunąłem się z ławy. Sztanga opadła z wielkim hukiem na jeszcze nie dawno zajmowane przez moją głowę miejsce. Hałas był na tyle głośny, że zaniepokojeni rodzice zawołali do mnie z zapytaniem czy nic mi się nie stało. Krzyknąłem w odpowiedzi( tak głośno na ile pozwalały mi moje wymęczone płuca), że wszystko w porządku. Mamie i tacie odpowiedź ta widocznie jak najbardziej wystarczyła, bo z dołu na nowo zaczęły dobiegać charakterystyczne odgłosy zwykłej, porannej krzątaniny. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że ja także powinien bym w jakiś sposób przygotować się do szkoły, jednak po mojej (kolejnej już zresztą) próbie wyzwolenia super siły, nie byłem w stanie nawet podnieść się z podłogi. Leżałem więc na plecach i patrząc nieobecnie w sufit łapałem tlen, którego niedobór manifestował się właśnie moim głośnym ziajaniem.
Nie dałem rady zregenerować się w pełni bo po jakichś dwóch minutach moich uszu dobiegł dźwięk butów zmierzających po schodach. Najwyraźniej ktoś z moich rodziców postanowił wpaść do mojego pokoju. Prawdopodobnie, aby poinformować mnie, że jeśli się nie pospieszę, spóźnię się na mój pierwszy dzień w szkole superbohaterów. Podniosłem się więc z podłogi i jak najprędzej zająłem się obciążaniem sztangi kolejnymi odważnikami. Miało to wyglądać tak, jakbym przed chwilą ćwiczył podnoszenie tak wielkiego ciężaru, że żaden zwykły człowiek nie dałby rady tego uczynić. Z moją mistyfikacyjną pracą uporałem się stosunkowo szybko, więc gdy drzwi otworzyły się, ukazując mojego ojca ja siedziałem spokojnie przy biurku, a nieopodal leżała sobie jak gdyby nigdy nic sztanga o ciężarze niemalże dwóch ton. Jeszcze stojąc w drzwiach, tata zauważył ciężki przyrząd. Uśmiechnął się.
- Polecam mniejsze obciążenie a większą częstotliwość. Doskonale wiemy, że bez problemu uniesiesz ten ciężar. To, co musisz ćwiczyć to wytrzymałość. Poza tym polecam popracować nad kontrolą super siły. Jak mniemam ten huk, którego byłem niedawno świadkiem wyniknął z włożenia nadmiaru siły?- Zagaił mężczyzna. Nie mogłem powiedzieć mu prawdy, toteż zmuszony byłem skłamać.
- Ehh... Masz rację- powiedziałem z mieszany, po czym dodałem z uśmiechem- Jak zawsze zresztą. Tata odwzajemnił mój uśmiech i dalej stał bez słowa w drzwiach, czego skutkiem było niezręczna cisza.
- A więc..?- zacząłem.- Co cię do mnie sprowadza?
Starszy super bohater przysiadł na moim łóżku i ze wzrokiem wbitym w swojego jedynego syna, rozpoczął swój wywód.
- Dziś wielki dzień. Jestem dumny, że zaczynasz chodzić do Sky High. Rozpoczyna się właśnie kolejny etap w twoim życiu. Kiedyś przejmiesz rodzinny interes.
-Handel nieruchomościami?- zapytałem, choć doskonale wiedziałem, że nie o to mu chodzi. Handel nieruchomościami był tylko dodatkową pracą moich rodziców. Przykrywką. Ich prawdziwe życie kręciło się bowiem wokół super mocy i ratowania świata. Mój tata ma supersiłę, mama potrafi latać. Ja- nie potrafię nic. Jestem zwykłym nastolatkiem, jednak przed rodzicami utrzymuję, że wdałem się w tatę i jestem super silny.
- A teraz poważnie- Zgromił mnie wzrokiem i wzbudził tym we mnie mysl, że zwycięża wrogów nie tylko swoją siłą, ale także zabójczym wzrokiem, którego właśnie przed chwilą doświadczyłem. -Każde dziecko uważa, że jego tatuś jest niezniszczalny. Ale kto to wie? Może podczas kolejnego ciosu w zagrażający ziemi meteor to ja się rozsypię na milion kawałków.- chciałem coś powiedzieć, ale on nie dał mi dojść do głosu i kontynuował- Miło mieć świadomość, że kiedyś to ty- mężczyzna wskazał na mnie palcem- zastąpisz mnie w misji ratowania świata. - To było trudne. Nie wiedziałem co powiedzieć, więc zawstydzony i jak mniemam cały czerwony niczym burak, wydukałem tylko:
- Nie mogę się doczekać.
Najwyraźniej Komandor (bo tak brzmiało bohaterskie imię mężczyzny) uznał, że tyle wystarczy. Wychodząc, pochwycił jeszcze 100kg odważnik i począł zabawiać się nim kręcąc na małym palcu, niczym piłką do koszykówki. Razem z odważnikiem opuścił pokój. Nie minęło wiele czasu, gdy znów usłyszałem jego głos.
- Will? Layla przyszła!
YOU ARE READING
Sky High- Szkoła Superbohaterów
FantasySyn legendarnych super bohaterów Commandera i Jetstream, młody Will Stronghold rokuje wielkie nadzieje, gdy podejmuje naukę w elitarnej szkole nastawionej na kształcenie współczesnych super bohaterów. U Willa jeszcze nie objawiła się jego super moc...
