Harry przemierzał właśnie korytarze Hogwartu, a konkretniej jego lochów, klnąc bezgłośnie. Nie chciał przebywać w tym miejscu dłużej niż to konieczne, a za konieczne w tym przypadku uznawał jedynie chodzenie tą drogą na eliksiry. Czego oczywiście zaprzestałby, gdyby mógł.
Było grubo po północy, a on niechętnie kierował się w stronę sali do eliksirów. Był zmęczony, ale wiedział, że i tak by nie zasnął w dormitorium przez dręczące go koszmary. Ostatnio było coraz gorzej. Nie przesypiał całych nocy i za dnia był tak zmęczony, że ledwo mógł chodzić. W poniedziałek omal nie spadł z miotły, gdy ćwiczył quidditch, we wtorek przespał całą transmutację, za co dostał szlaban i stracił 10 punktów, wczoraj wysadził swój i Hermiony kociołek na eliksirach, za co dostał dwutygodniowy szlaban. Hermiona co prawda była zła, ale widziała, że od paru dni nie jest w formie i zapytała, po lekcjach, o co chodzi. Zbył ją, mówiąc, że po prostu się nie wyspał, ale prawda była taka, że umierał z wyczerpania. Hermiona nie wyglądała na przekonaną, ale mu odpuściła.
Harry nie chciał martwić swoich przyjaciół, ale coraz trudniej było mu ukryć swój problem ze snem. Zaklęcia maskujące mogły ukryć wory pod oczami, ale nie jego spowolnione ruchy, rozdrażnione warknięcia i obniżoną koncentracje.
Miał już dość tego wszystkiego, dlatego właśnie po dwóch godzinach przewracania się z boku na bok i gapienia się na zasłony łóżka, zgarnął swoją pelerynę niewidkę i wyszedł z wieży przy akompaniamencie narzekań Grubej Damy, za budzenie jej w środku nocy. Nie czuł się zbyt winny, bo on nie śpi dużo dłużej. Zawrócił, kiedy tylko przeszedł przez portret, gdy jego gołe stopy zetknęły się z zimnym kamieniem i poleciał do dormitorium po buty. Już nie raz zdarzało mu się chodzić po zamku nocą bez nich, więc wiedział jak później bolą od tego stopy.
Miał zamiar włamać się do sali od eliksirów. Wiedział, że Snape trzyma tam eliksiry nasenne razem z innymi, które robił dla skrzydła szpitalnego takie jak Eliksir Pieprzowy czy Szkielo-Wzro. Zwykle brał je od pani Pomfrey, ale jakiś czas temu powiedziała, że więcej mu ich nie da, bo wypija je jak wodę i w końcu się uzależni, ale to nie jego wina, że bez nich nie mógł spać, dręczony koszmarami pełnymi tortur niewinnych ludzi przesyłanych mu przez tego szaleńca.
Zwykle nie miał problemu z przemykaniem nocą po korytarzach, ale dziś był tak zmęczony, że przez rozkojarzenie omal nie wpadł na Panią Norris. Jakoś udało mu się dostać pod drzwi sali.
Wiedział, że drzwi zawsze są zamykane na noc i chronione zaklęciami, których nie da się złamać samą Alohomorą, ale znał czary na tyle mocne, bo ostatnio przerabiali na Zaklęciach czary otwierające i Hermiona zrobiła mu długi wykład na temat różnych zaklęć i sposobów na ich rzucanie.
Już miał podnieść różdżkę, kiedy zobaczył, że drzwi są otwarte. Zerknął do środka, ale zobaczył tylko ciemność. Będąc pewnym, że Nietoperz zapomniał zamknąć drzwi, Harry zdjął utrudniającą mu poruszanie się pelerynę i wszedł do środka.
Mimo że sala była ciemna i przerażająca to Harry czuł się w niej lepiej niż wtedy gdy gościł w niej Snape. Rzucił szybko Lumus, by oświetlić sobie drogę i udał się do składzika na przodzie sali, gdzie podczas lekcji nie wolno się było zbliżać. Złapał za klamkę i zobaczył, że w składziku świeci się światło. Myśląc, że to Snape, Harry w pierwszym odruchu miał zamiar zwiewać, dopóki nie zobaczył przy szafce jasnych włosów.
-Malfoy?-zapytał ze zdezorientowaniem i ulgą, która szybko się ulotniła.
Chłopak odwrócił się szybko z wyrazem zaskoczenia i strachu na twarzy.
-Potter? Co ty do cholery robisz?-wysyczał wściekle.
-To ja powinienem o to pytać.
-No widzisz moje komórki mózgowe były na tyle sprawne, by zadać to pytanie pierwszym, więc? Powiesz mi czy mam zawołać Snape'a?-zapytał z tym swoim cynicznym uśmieszkiem.
CZYTASZ
Nie wiem co robię-Drarry
FanfictionHarry nie może spać przez dręczące go koszmary, więc udaje się do sali eliksirów, wykraść eliksir nasenny. Niespodziewanie spotyka tam Malfoy'a i jak to zwykle bywa, kończą rzucając się sobie do gardeł, lecz tym razem ich bójka ma większe konsekwenc...
