Cześć, jestem Rayley ale mów mi Ray. Mieszkam z rodzicami w Nowym Yorku. Pochodzę z bogatej rodziny, nie mam na co narzekać jak też nie lubię się chwalić. Jest lato, brakuje dosłownie tygodnia do końca szkoły. Boże jak ja pragnę wakacji! Wyjechać z rodziną do Egiptu, poopalać się!
Kiedyś tak bym się przedstawiła lecz po tym wszystkim to bez sensu. Wszystko się zmieniło, nic już nie jest takie same i nie będzie.
Ale zacznijmy od początku. Mam nadzieję, że masz czas by mnie wysłuchać skoro tu jesteś... Prawda?
-----------------
Dzień jak co dzień. Siedziałam na lekcji matematyki znudzona, patrząc w okno. Dlaczego ta szkoła jest taka bez sensu? Nie powiedzą mi w niej niczego, czego jeszcze nie wiem.
- Rayley! Znów nie uważasz! - Zauważyła nauczycielka, wskazując na mnie długą linijką do tablicy. - Skoro już wszystko wiesz, to może rozwiążesz nam to działanie?
- 3 pi, pierwiastek z trzech do potęgi drugiej - Mruknęłam spoglądając na tablice. Zawsze ta sama gadka. Ja nie uważam, nauczycielka to zauważa, wymądrza się jak to jestem wszechwiedząca i każe zrobić zadanie, które od pół godziny tłumaczy bezskutecznie.
Tak o to zawsze jestem wysyłana do dyrektora. Czy ktoś tu nie ma za wysokiego ego?
- Witam Panie Psorze! - Weszłam do gabinetu sześćdziesięciolatka posyłając mu kpiący uśmiech.
- Dyrektorze, Ray, dyrektorze - Poprawił mnie mężczyzna wskazując na krzesło na przeciwko swojego.
- Co takiego znów przeskrobałam? Może pani Hall się poskarżyła? - Skrzywiłam się na myśl o matematyczce. Boże, jak ja nie cierpię tej baby!
- Właściwie, to chodzi o coś innego - Staruszek wydawał się być poważny, nawet za bardzo jak na niego. Przecież nikogo nie zabiłam Jezu, dlaczego każdy jest taki spięty? - Dzwonili do mnie z komisariatu. Powinnaś się tam jak najszybciej wybrać - Orzekł, patrząc mi w oczy. - Chodzi o Twoich rodziców.
- Moi rodzice są na urlopie. - Mruknęłam znudzona. - A ja nic nie narobiłam, więc to bez sensu żebym...
-Rayley, masz w tej chwili udać się na policje, czy tego chcesz, czy nie.
- Jasne, jasne... - Z cichym jękiem podniosłam się z miękkiego fotela. - To znaczy, że nie muszę iść na resztę lekcji?
- Nie, sprawa jest poważna, więc usprawiedliwię Twoje godziny. Idź już. - Wskazał dłonią na drzwi.
Posłałam mu jedynie zwycięski uśmieszek i wyszłam z gabinetu. Koniec lekcji BICZYYYYS! Zarzuciłam swoją torbę na ramię i ruszyłam powolnie w stronę drzwi wyjściowych. Mrugnęłam do Larrego, naszego ochroniarza, który był już poinformowany o moim wyjściu. Stary pryk nigdy nie chciał mnie wypuścić.
Od razu gdy przekroczyłam próg, poczułam promienie słoneczne na swoich odkrytych ramionach. Fajnie by było, gdyby tylko nie wypalały mi oczu. Odetchnęłam głęboko, i wsiadłam na motocykl poprzednio wrzucając bagaż do schowka i zarzucając na siebie skórzaną kurtkę. Jestem dość chorowita.
Przekraczałam prędkość jadąc we wskazane mi miejsce. Kocham wiatr. Kocham adrenalinę. Kocham swoje życie.
Tylko dlaczego muszę zmierzać akurat tam?
KAMU SEDANG MEMBACA
Nieprawidłowe zdarzenia
Fiksi RemajaNiby wszystko dobrze, a jednak nie. Niby normalna rodzina, a znika w mgnieniu oka. Idealna, a jednak nikt nie raczył pomyśleć o tym co się dzieje. Perfekcyjna, nieskazitelna i jedyna. Do czasu. Po niewyjaśnionych okolicznościach zaginięcia rodziców...
