1. Niebieska kurtka.

792 58 16
                                        

Biegłem w najszybszym tempie, jakim się dało. Mój oddech był nierówny, a ciśnienie skakało. Bałem się, tak bardzo się bałem... W szybkim czasie okrążyłem wszystkie pomieszczenia szpitalne, szukając znajomej twarzy moich rodziców. Nie potrafiłem trzeźwo myśleć, moje ciało przechodziły fale smutku oraz podenerwowania, których nie umiałem okiełznać. Wreszcie dotarłem do dużo pomieszczenia, wokół niego słychać było krzyki lekarzy i pikanie jakieś maszyny. W tym momencie usłyszałem kruchy głos mojej rodzicielki. Nawet nie zastanawiając się, ruszyłem w jej kierunku.

Moje serce stanęło i jednocześnie wszystko w jednej sekundzie zawaliło mi się na głowę. W moich oczach stanęły łzy, cały dygotałem. Szurając butami, znalazłem się przy łóżku mojej opiekunki, którą kochałem, ponad wszystko i wszystkich.

- M-mamo... Błagam... Proszę Cię, nie zostawiaj mnie... Tak bardzo Cię potrzebuję! Mamusiu.... - wyszlochałem całą moją wypowiedź na jednym oddechu.

Kobieta swoją szorstką dłonią złapała mnie za podbródek i złożyła całusa na moim czole, patrząc w moje ciemne tęczówki.

- Mój piękny... Mój skarbie... Pamiętaj, że bardzo Cię kocham, najbardziej na całym świecie. P-pamiętaj to... - jej głos łamał się - To czego nie widzimy, czujemy o tutaj. - delikatnie ulożyła moją dłoń na swoim sercu. - Własnie tak, to serce zawsze biło dla ciebie i zawsze będzie, rozumiesz? Tak najprawdziwiej i szczerze. -  płakała z bezsilności, tak samo, jak ja.

Odchodziła.

- Mamo... Błagam mamo! - z rozpaczy zawyłem głośno, czułem to, iż kobieta nie miała już siły, a jej powieki stawały się coraz cięższe. Każde słowo wypowiedziane z ust matki, bardzo dużo ją kosztowało.

- Dasz radę, bo zawsze będą z tobą, kiedy tylko będziesz chciał. Zawsze... - głęboko spojrzała mnie i przeczesała moje rozjaśniane włosy - Zajmij się Jinnim, on bardzo cię potrzebuje, kochaj go, jak ja bardzo mocno kocham was obu... Namjoonie synku... - nie dokończyła.

Odeszła na zawsze...

Już nigdy się nie zobaczmy... Nie zobaczę jej uśmiechu, codziennego stukania szpilek przy pobudce, ostrych wymian zdań czy wspólnych obiadów, tyle dla mnie robiła... Kochała mnie bezinteresownie, nie dostając nic w zamian, a byłem niewdzięcznym synem...

Potrzebuję cię mamo...

Była tym światłem, które nie mogło już rozświetlić mojej drogę na wieki. Zostały mi po niej tylko wspomnienia minionych dni, miesięcy i lat... Tylko tyle... Albo, aż tyle...

Musiałem się ocknąć, a robiłem to tylko z jednego powodu. Był nim Jinnie. Mój mały Jinnie...

* * *

Przekroczyłem próg opieki społecznej. Bardzo ostrożnie i powoli dreptałem, aby nie obudzić dzieci przebywających w tym ośrodku. Owy hol był duży i wązki, emitowały w nim jasne kolory, które nie należały do tych przyjemnych dla wzroku. Sama atomsefera nie należała do zbyt ciekawych. Jednak jestem tu po to, aby zabrać ze sobą tylko, małą namiastkę tego co zostało mi po rodzicach.

Dotarłem do wyznaczonych drzwi.

Pokój 966.

Uchyliłem stare, skrzypiące "wrota", za nimi ujrzałem bezbronnego chłopca, a co za tym idzie mojego ślicznego brata. Ubrany był tak, jak ostatnio go widziałem, w ładną koszulkę w paski i ciemne spodnie dżinsowe.  Rejestrując każdy kąt owego pokoiku, stwierdziłem, że o dziwo był czysty i schludny, w przeciwieństwie do reszty. W ładnych beżowych tonach. Maluch siedział spokojnie na dywaniku, wpatrując się w moją stronę.

- Namjoonie, gdzie mamusia..? - zapytał się cichutko, z bardzo przyjemnym wyrazem twarzy. Uroczo wyglądał, kiedy jego kasztanowa grzywka opadała na jego oczy. Była dość nierówna, ponieważ bawił się i sam ją sobie przyciął.

Co ja mam mu właściwie powiedzieć..? Nie chcę, aby jego serduszko rozpadło się, jak moje teraz...

- Wiesz mały, przez jakiś czas będziemy tylko my, we dwoje, mamusia jest bardzo zajęta, musiała wyjechać gdzieś bardzo, bardzo daleko. Teraz nie może się nami zajmować. - wyksztusiłem to, co przyszło mi na myśl, przełykając nerwowo ślinę w mojej buźi.

- A-ale wróci? Wróci, prawda? - zapytał.

Dlaczego nie wiem, co mam mu odpowiedzieć...?

- To będzie kiedyś, Jinnie damy sobie radę, chodź tu do mnie! -wskazałem na swoje kolana.

- Będę za nią bardzo tęsknić... - młodszy posmutniał.

- Ja też Jin, ja też.- po moim policzku spłynęła samotna łza.

Bardzo.

Ale.

Przy nim, nie chce płakać.

Nie jestem słaby!

Będę silny, dla niego...

Dla nas oboje...

Podniosłem lekkie ciało brata i usadowiłem na swoich plecach, trzymając go mocno, żeby nie spadł. Chciałem, aby czuł się przy mnie bezpieczny.

- Wracajmy już do domu.

* * *

Podróż w samochodzie, minęła nam znakomicie spokojnie i bez większych pytań ze strony pięciolatka. Cieszyłem się z takiego położenia w sytuacji, ale wiedziałem, że za niedługo będę musiał mu powiedzieć prawdę, to nieuniknione...

- Wysiadamy! - z udawaną radością odparłem, odpinając pasy, aby wyswobodzić z nich chłopca, a następnie wziąć go na ręce w stronę naszego miejsca zamieszkania.

Otworzyłem drzwi wejściowe, a do moich nozdrzy dotarł zapach kobiety, która mnie urodziła. Była to nuta jej specyficznych perfum, połączonych z zapachem naleśników, zawsze nam je przyrządzała. Przekładane bitą śmietaną i malinami, do tego polane syropem klonowym. Kochałem ten smak... Przypominał mi czasy dzieciństwa...

* * *

Postawiłem Jina na posadce, powoli pochyliłem się, aby ściągnąć jego buciki i kurtkę w kolorze niebieskim.

- To moja nowa kultecka (kurteczka), sam mi ją wybrałeś Nami. - zaseplenił. Robił tak zawsze, kiedy chciał zwrócić na siebie swoją uwagę.

- Ah.. Ah tak, tak racja, bardzo ładna no nie? - odwzajemniłem uśmiech, będąc zamyślonym.

- Yhym.

Ach Jinnie, to dopiero początek naszych wspólnych wzlotów i upadków. - pomyślałem.

C.d.n.

~ * ~

[A/n]: Nowe opowiadanie (wiem znowu) , jednak mam nadzieję, że wam się spodoba. Gwiazdki i komentarze mile widziane. Możliwe też błędy, za które przepraszam. Rozdziały będą raz, max dwa razy w tygodniu, dziękuję za uwagę. Suue ♡

DAD(DY) || NamjinStories to obsess over. Discover now