Ten dzień zapamiętam do końca życia.
Wiatr lekko rozwiewał twoje włosy, które w następnym momencie utonęły pod kaskiem. Usiadłeś na belce startowej, by po chwili się z niej odepchnąć.
Perfekcyjna pozycja najazdowa, idealne wybicie, wszystko szło jak powinno, aż do momentu, gdy szybowałeś ku dołowi. Wpatrzeni w ciebie fani wyczekujący, że to może właśnie dzisiaj, na zakończenie sezonu, młody i utalentowany Niemiec, pobije aktualny rekord świata, jednak nie spodziewali się tego, co miało nastąpić za chwilę.
Nikomu nawet nie przyszło do głowy, że Andreasowi Wellingerowi, mistrzowi olimpijskiemu, narta może wypiąć się podczas lotu.
Przerażenie ogarnęło tłumy, kiedy runąłeś na ziemię, odbijając się od niej kilka razy, zatrzymując się obok wyjścia ze skoczni. Pomoc medyczna podbiegła do ciebie, by po chwili zabrać cię do stojącej nieopodal karetki. Ostatnie, co usłyszałem to sygnał syreny, który z każdą sekundą brzmiał coraz ciszej.
Jak się wtedy czułem? Nie wiem, jedyne, co potrafiłem zrobić to uciec z tamtego miejsca, ukryć się przed światem, rozpłakać się, udając, że wszystko było na swoim miejscu, a ty zaraz przyjdziesz by przytulić mnie po swoim kolejnym znakomitym skoku.
Nie miałem siły skoczyć ponownie w drugiej serii, nie byłem w stanie tego zrobić, wiedząc, że jesteś w ciężkim stanie. Jedyne, czego teraz pragnąłem to usiąść przy twoim łóżko, załapać za rękę, wtulić twarz w twoje włosy, mówiąc te dwa nic nieznaczące słowa Będzie dobrze.
Ściągnęłam kombinezon i zarzuciłem na siebie moje codzienne ciuchy, by po chwili wybiec z szatni, dzwoniąc przy okazji po taksówkę.
— Gdzie ty się wybierasz? Została jeszcze druga seria, do której się zakwalifikowałeś! — krzyknął za mną Schuster.
— Jadę do Andreasa — odpowiedziałem oschle, ponownie wznawiając krok.
— Wszyscy się martwimy, ale musimy rozegrać to do końca, rozumiesz Stephan? Stephan! — nie przejmowało mnie wołanie trenera, jedyne, co dla mnie się teraz liczyło, to ty.
Wbiegłem do szpitala pytając każdą napotkaną pielęgniarkę o ciebie, jednak żadna z nich, nie chciała mi nic powiedzieć. Zmęczony poszukiwaniami, przysiadłem na jednym z krzeseł, chowając twarz w dłoniach, dając upust łzom.
Dlaczego mi to zrobiłeś Wellinger? Jesteś idiotą, czy ty zawsze musisz mi to robić, dawać powód do nieprzespanych nocy i ciągłego niepokoju? Obiecałeś, że to się nie powtórzy, że mnie nigdy nie opuścisz. To kolejna obietnica, której nie potrafiłeś dotrzymać.
Kiedy już traciłem nadzieję, a w mojej głowie przenikała myśl, że może jednak pomyliłem szpitale, zza jednego z rogów wyłonił się lekarz, otoczony grupką pielęgniarek, które wiozły twoje nieprzytomne ciało.
Zerwałem się z miejsca, podbierając do ciebie.
— Proszę się odsunąć! Kim pan w ogóle jest? — krzyknął lekarz zastawiając mi drogę.
— Przyjacielem z drużyny.
— Jedziemy z nim teraz na blok operacyjny, tylko tyle mogę panu powiedzieć, a teraz proszę zejść z drogi — odsunąłem się, a oni wjechali do sali. Stałem w miejscu, wpatrując się bez celu w drzwi, zamurowało mnie. Moje serce przyspieszyło tępa, bałem się, cholernie się bałem.
Nienawidzę cię za to Wellinger, wywołałeś u mnie uczucia, które wcześniej były dla mnie zupełnie obce. Pamiętasz jak obiecałeś mi, że przestaniesz palić? Wiem, że nadal to robisz. Nigdy nie byłeś dobry w dotrzymywaniu obietnic, zawsze robiłeś, co chciałeś.
Jeszcze rok temu sprowadzałeś, co tydzień nową 'wielką miłość', do teraz żyłem z myślą, że i mnie w końcu wymienisz jak się znudzisz. Jednak ty byłeś mi wierny, mimo że byliśmy po prostu przyjaciółmi. Chciałbym nazwać cię moim chłopakiem, ale wiem, że nie byłeś na to gotowy, że boisz się związać z kimś na stałe.
YOU ARE READING
faithful • lellinger one shot
Fanfictionznowu złamałeś obietnice dlaczego akurat ty zawróciłeś mi w głowie kocham cię, a z drugiej strony nienawidzę jesteś moim największym problemem, a zarazem wszystkim, co posiadam
