1. Wiosna

73 8 0
                                        

Z zachwytem spoglądałem na wirującą na tafli lodu postać, która zdawała się unosić nad tą lustrzaną powierzchnią. Ze smukłej szyi zwisał niedbale zawiązany szalik, jakby osoba tańcząca na lodzie nie miała czasu, by zajmować się tak przyziemnymi sprawami, lub wręcz przeciwnie - była świadoma, że narzucona pośpiesznie odzież dopełni wizerunku artystycznego nieładu. Białe włosy, fantazyjnie opadające na jasne czoło, falowały zwiewnie wobec smagającego je wiatru i zwinnych ruchów tego zjawiskowego tancerza. Po raz kolejny westchnąłem oczarowany postacią sunącą po lodowisku. Nie raz podziwiałem w ukryciu treningi chłopca, ukrywając się w kafejce nieopodal, zbyt onieśmielony by podejść bliżej. Zdawał mi się zbyt piękny i ulotny – obawiałem się, że moja natarczywa obecność mogłaby go spłoszyć, toteż zaszywałem się niezauważony w ciepłym kącie kawiarenki i obserwowałem.

Zatrzymał się i zdjął szalik, ukazując zroszoną lśniącymi kropelkami potu szyję i delikatnie wychylające się zza brzegu koszuli obojczyki. Poruszył ramionami, zapewne obolałymi po długim treningu, i przewiesiwszy granatowy szal przez barierkę, powrócił do swojego tańca.

Z błąkającym się na ustach uśmiechem zapatrzyłem się w widniejący w oddali park. W powietrzu czuć było subtelne znaki wiosny, która powoli zaczynała dominować nad usuwającą się w cień zimą. Kwiaty przebijały się przez topniejącą warstwę śniegu, wychylając swoje drobne główki w stronę słońca, a gołe gałęzie drzew zaczynały pokrywać się cienką szatą kolorowych pąków. Otoczenie było przesycone zapachem świeżości. Mimo to wciąż panowały względnie niskie temperatury, więc nie sposób było wyjść na zewnątrz bez odpowiedniego odzienia.

Westchnąłem oczarowany urokiem tej wkradającej się powoli pory roku i ponownie zwróciłem wzrok na ślizgawkę, jednak ku mojemu rozczarowaniu nie dostrzegłem tam jasnowłosego tancerza. Musiał skończyć swoje popisy, kiedy byłem zajęty podziwianiem widoku odwiedzającej park Pani Wiosny. Nieśpiesznie zebrałem rozłożone na kawiarnianym stoliku papierzyska, i już miałem skierować się do wyjścia, gdy mój wzrok przykuł uwagę zwisający żałośnie, ciemny materiał. Kierowany czystym impulsem popędziłem w stronę lodowiska. Nawet nie nałożyłem na siebie płaszcza, jednak w tamtym momencie kwestia pozostawionego szalika wydała mi się absolutnie priorytetowa.

- Przepraszam pana! - kobiecy głos uprzedził mnie, zanim zdążyłem przeskoczyć przez barierkę – Żeby wejść na lodowisko musi pan kupić bilet.

Uprzytomniwszy sobie swoją bezmyślność, oblałem się rumieńcem, i ze spuszczoną głową zająłem miejsce w kolejce. Po chwili, wciąż jeszcze zawstydzony swoim porywczym zachowaniem, znalazłem się w miejscu, które zwykłem jedynie podziwiać z ukrycia. Potarłem smagane przez chłód lodowiska policzki, równocześnie rozglądając się za zgubą obiektu moich obserwacji. Granatowy szal,przyozdobiony kilkoma zbłąkanymi śnieżynkami, leżał na ziemi, nieopodal wejścia na ślizgawkę. Z wahaniem podniosłem utkaną z ciepłej wełny tkaninę. W tamtej chwili moje zachowanie zdało mi się całkiem niedorzeczne – z pewnością pracownicy lodowiska zadbaliby o tę zgubę, jednak czułem się bezsilny, wobec ogarniającej mnie potrzeby odnalezienia właściciela szalika osobiście. Cichy głosik w mojej podświadomości mówił, że bynajmniej nie o zwrócenie szala chodziło, że był on jedynie pretekstem do bliższego spotkania z lodowym tancerzem, ale szybko odsunąłem od siebie tą zawstydzającą myśl. Szalik,pomyślałem, po prostu chcę oddać ten szalik.

*

Od rana byłem ofiarą skrajnych emocji, i absolutnie nic nie było w stanie przerwać tej toczącej się w moim wnętrzu wojny. Ogarniająca mnie szalona huśtawka nastrojów naprawdę męczyła skołatane nerwy, a z drugiej strony towarzysząca temu wszystkiemu ekscytacja dodawała sił. Dlaczego się tak denerwowałem? Chciałem przecież tylko oddać zgubę pewnej nieznanej mi osobie, jednak sam fakt zbliżającej się rozmowy wywoływał na moich plecach dreszcz podniecenia. To było doprawdy zadziwiające, jak bardzo zostałem oczarowany przez kogoś, z kim nigdy nie zamieniłem nawet słowa. W roztargnieniu spojrzałem na zegarek – dochodziła dwunasta, czyli najwyższy czas, by udać się na lodowisko. Rozejrzałem się po pokoju, w poszukiwaniu szalika – leżał na stole... a na nim, jak gdyby nigdy nic, mój kot urządzał sobie południową drzemkę. Materiał był cały pokryty kocim futrem, i wyglądał zupełnie tak, jakby zwierzak stoczył z nim krwawą bitwę. Zdenerwowany potarłem skronie. Jak miałem oddać coś takiego?

Piano man and  the scarf ~ 2minStories to obsess over. Discover now