|Libertà| Feliciano, Romano

500 28 30
                                        

To mój pierwszy One-Shot.
A właściwie to pierwszy raz w życiu coś takiego piszę!
Z góry przepraszam za błędy...
Ale starałam się i zapraszam!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Feliciano otworzył oczy. Próbował dostrzec swego brata. Niestety bez powodzenia. W pomieszczeniu panowała zupełna ciemność. Lekko spanikowany chłopak spróbował poruszyć ręką, co również się nie powiodło. W jego oczach pojawiły się łzy. Nie pamiętał nic, co wydarzyło się wcześniej. Nagle usłyszał kroki, a w pokoju zapaliło się światło. Całe pomieszczenie było teraz lekko oświetlone przez małą żarówkę. Włoch szybko rozejrzał się po pokoju. Obok niego stało krzesło, na którym siedział jego brat. Starszy z braci siedział przywiązany do krzesła, podobnie jak i Feliciano. Twarz Lovino na wysokości oczu przywiązana była białą chustą, co uniemożliwiało mu widoczność. Pomieszczenie, w którym się znajdowali było dość sporych rozmiarów. Ściany pokryte były zdrapaną tapetą, na której widniały wyblaknięte plamy, zapewne po krwi. Jednak wzrok chłopaka zawiesił się na drzwiach, które znajdowały się na wprost od nich. Słyszał dochodzące kroki, ale nie obchodziło go to. Wolał dowiedzieć się dlaczego jego brat w ogóle się nie odzywa.
- Lovino? Słyszysz mnie? - zapytał niepewnie.
- Czego kretynie? - odpowiedział mu zdenerwowany Włoch.
- C-co my tu robimy?
- Nawet nie wiem gdzie jesteśmy!
- M-masz związane ręce... Tak samo jak ja...
- Cholera! To twoja wina! - chłopak zaczął szarpać się na krześle. - I jeszcze ta szmata na oczach!
- Ja nic nie zrobiłem... i o dziwo nie mam niczego na oczach... - odpowiedział przestraszony chłopak.
Samo wydarzenie było dla niego koszmarem, ale zachowanie jego brata jeszcze bardziej go przestraszyło. Nagle obaj usłyszeli czyjeś kroki, a drzwi uchyliły się.
Stał w nich średniego wzrostu brunet.
Ubrany był bardzo podobnie do braci.
Na jego twarzy widniał uśmiech, a jego oczy niebezpiecznie zabłysnęły.
Feliciano od razu go rozpoznał.
- L-luciano? - cicho zapytał.
- Tak? - brunet poprawił swoje włosy.
- Dlaczego nas tu trzymasz...?
- Cóż... To ciekawe pyt... - w tym momencie Lovino przerwał wypowiedź Luciano.
- Kretynie! Rozwiąż nas lepiej!
- To nie takie proste... - zaczął Luciano.
- Proste! Masz nas rozwiązać! Rozumiesz?! - zdenerwował się Lovino.
Luciano zaczął zbliżać się w stronę braci. Po chwili zatrzymał się przy krześle Lovino, ściągając mu z oczu biały materiał. Chłopak niepewnie otworzył oczy. Jego spojrzenie natknęło się na Luciano, który stał nad krzesłem przyglądając się mu.
- Mówiłem żebyś nas rozwiązał kretynie! -krzyknął chłopak.
- Rozwiążę, ale tylko jednego z was. - uśmiechnął się Włoch.
Bracia spojrzeli na siebie. Feliciano wiedział że zachowanie jego brata tylko pogorszy sytuację.
- Nie dociera do Ciebie? - zaczął. - Masz nas rozwiązać!
Chłopak w odpowiedzi usłyszał jedynie śmiech bruneta. Nie trwało to jednak zbyt długo.
- Oboje jesteście personifikacją Włoch... Krótko mówiąc też bym chciał. - zaczął. - Więc jeden z was ustąpi mi swojego miejsca.
- C-co masz na myśli? - zapytał przestraszony Feliciano. - Przecież też jesteś personifikacją Włoch...
- Nie sądziłem że jesteście tak głupi... - odpowiedział. - Po prostu któryś z was musi zginąć.
Bracia przerazili się, po czym spojrzeli na siebie. Nie wiedzieli co odpowiedzieć, ani co zrobić w takiej sytuacji. Dopiero gdy Luciano zaczął bawić się czymś w dłoniach, bracia odwrócili się w jego stronę. Wtedy ujrzeli w jego rękach nóż. Oboje już wiedzieli, że nie są to żarty. Nagle Feliciano otworzył usta, po czym niepewnie zaczął mówić.
- L-lovi... zawsze gdy na mnie krzyczałeś, bądź gdy poniosły Cię emocje... ja zawsze Ci wybaczałem...
- C-co? Feliciano co ty masz na myśli...? - zapytał zaniepokojony.
- Dlatego teraz proszę Cię... abyś ty wybaczył mi to co teraz zrobię. - Feliciano spojrzał na brata oczami pełnymi łez, lecz mimo to uśmiechnął się. - Ja Cię kocham! I zawsze będę!
- Feli... Przepraszam Cię za wszystko co Ci zrobiłem... j-ja też Cię kocham... - do oczu Włocha napłynęły łzy. - Ale nie rób tego... proszę...
Najmłodszy z braci odwrócił się w stronę Luciano. Ten spojrzał na niego z obojętnością, po czym podszedł do niego. Przestał kręcić nożem i spojrzał na obu braci.
- Jesteście pewni? - spytał z obojętnością w głosie.
- Tak! - krzyknął Feliciano.
Lovino zaczął płakać. Chciał powstrzymać brata, ale wiedział również że musi uszanować jego decyzje. Luciano zbliżył ostrze noża do szyji najmłodszego Włocha. Lovino zamknął oczy. Nie chciał na to patrzeć. Ostatnie co pamięta to, że został rozwiązany i wyprowadzony przez Luciano z pomieszczenia. Od tej pory wiedział, że teraz on będzie jego "młodszym bratem".

"Se ne valeva la pena per la libertà?" Lovino do dziś zadaje sobie to pytanie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jeśli przeczytałeś/przeczytałaś to do końca to dziękuję! W komentarzu możesz podzielić się swoją opinią! ^^

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Aug 10, 2017 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

▪Hetalia One-Shots▪Stories to obsess over. Discover now