x rozdział 1

546 33 31
                                        

#1

Będzie mi ich tak brakować...Już nigdy nie spotkam ludzi, z którymi praktycznie się wychowałam. Było to młode małżeństwo. Tom i Caroline zajmowali się mną, kiedy rodzice po raz kolejny wybierali moją o dwa lata młodszą siostrę - Courtney. Kiedy moja rodzicielka urodziła drugą córkę, ja zeszłam na drugi plan, Courtney była ich oczkiem w głowie. Chronilii ją za wszelką cenę, natomiast ja w większości przypadków musiałam radzić sobie sama. Kiedy czasami wracałam po szkole do domu, (a nie miałam jeszcze kluczy od mieszkania) to mogłam jedynie pocałować klamkę, właśnie wtedy szłam do moich sąsiadów pod numerem 6. Caroline robiła pyszne obiadki a Tom zawsze potrafił poprawić mi humor. Szkoda, że to wszystko się kończy, ale wreszcie doczekali się swojego dziecka.

-Wiesz, że zawsze kiedy będziesz chciała to możesz nas odwiedzać?- Wyszeptała mi Caroline kiedy stałyśmy w uścisku.

-Wiem, ale to nie będzie to samo- Odpowiedziałam zielonookiej, wtulając się jeszcze bardziej w jej ramię.

Tom i Caroline stali już przy swoim samochodzie i pakowali ostatnie walizki, pożegnałam ich ostatni raz i wróciłam do mieszkania.

- Cześć - rzuciłam szybko i od razu udałam się do mojego pokoju.

Jedyne "szczęście w nieszczęściu" jeśli chodzi o moich rodziców to to, że dawali mi pieniądze abym się (delikatnie mówiąc) odczepiła, w ten oto sposób jestem dumną posiadaczką kilku instrumentów bliskich mojemu sercu. Pierwsze pianinko, niezaduże - w sam raz do małego pokoju. Drugie były skrzypce, które kupili mi rodzice - szok ale te to prawda, kiedyś zapisali mnie nawet do szkoły muzycznej abym mogła się uczyć grać, a oni w tym czasie zabierali Courtney do ZOO lub kina i nie przeszkadzało mi to. Szczerze? Bardziej wolę towarzystwo instrumentów niż ludzi. Trzecia była gitara - klasyk każdego grajka.

W szkole uczęszczałam na chór do najwspanialszej i najukochańszej pani Copper - tak, jest to przesiąknięte ironią i sarkazmem, ale jedyne co mogę jej zawdzięczyć to Lily. Lily ma brązowe oczy i prawie czarne włosy, chodzimy do równoległych klas.

Kiedy usiadłam na kanapie w moim pokoju stwierdziałam, że dzisiaj odpuszczam. Zrobiłam sobie maseczkę, chwyciłam za paczkę ulubionych żelek i odpaliłam najlepszy serial na świecie "The Flash". Grant Gustin i Tom Felton to najlepsi aktorzy na świecie, po prostu ich kocham. Po obejrzeniu cotygodniowego odcinka poszłam zciągnąć maseczkę, wzięłam szybki prysznic i zasnęłam.

Dzisiaj niedziela. Wstałam około godziny 9:00. Założyłam dzisiaj czarne rurki oraz zwykłą białą koszulkę, pomalowałam się delikatnie oraz uczesałam. Kiedy byłam gotowa poszłam do kuchni i zrobiłam sobie mussli. Zawsze kiedy jem, przeglądam social media, tym razem przewijałam twittera. Mam go od niedawna, właściwie założyła mi go Lily. Na początku nie byłam do niego pozytywnie nastawiona, ale z czasem moja opinia na temat tej aplikacji uległa zmianie. Po śniadaniu zaczęłam robić lekcje na poniedziałek, przez wczorajszą przeprowadzkę Caroline i Toma nie miałam na nie czasu. Gdy lekcje były już spakowane do mojego plecaka, mama krzyknęła z salonu abym wraz z Courtney ubierała się już i wychodziła do kościoła ponieważ inaczej się spóźnimy. Posłusznie odsunęłam się od biurka i powędrowałam w stronę przedpokoju. Nałożyłam granatowe czułenka oraz bomberkę pod kolor i czekałam aż Courtney się wyszukuje. Zajmowało to ogrom czasu, dlatego mama uprzedza nas już pół godziny przed próbą. Tak próbą. W kościele również uczęszczam na chór, tylko tutaj zamiast użerać się z Mrs.Copper, tu musiałam walczyć z siostrą.

- Długo jeszcze? - zapytałam spoglądając na zegarek w telefonie.

- Jeszcze chwilę - bąknęła - jeszcze tylko...o, i już - Chwyciła torebkę i wyszła z mieszkania.

Szłam za dziewczyną, zamykając drzwi zastanawiałam się kim będzie nasza nowa sąsiadka lub sąsiad z naprzeciwka. Potrząsnęłam lekko głową i zorientowałam się, że Courtney jest już prawie na dole. Szybko zbiegłam wpadając na drzwi - jak zwykle. Droga do pobliskiego kościółka przebiegła w ciszy, żadnych rozmów, każda miała w uszach swoje słuchawki.

Po próbie rozpoczęła się msza, strasznie się dzisiaj dłużyła, a mi powoli opadały powieki. Na mszy byli rodzice więc do domu wróciliśmy samochodem. Było już około godziny 16:00 a ja postanowiłam dzisiaj jeszcze trochę pobrzdękolić na gitarze i może spróbować napisać piosenkę na organizowane przez szkołę "Mam talent". Razem z Lily postanowiłyśmy wziąć udział po długich namowach pani Copper. Niedługo również z chórem nagrywamy płytę, ale organizacja naszej nauczycielki opóźnia nagrywki już dwa miesiące, kto chce słuchać kolęd w czerwcu?

Wymyśliłam melodię do naszej piosenki, może tekstem zajmie się Lily? Tak, znajdę ją jutro w szkole i powiem jej to. Może pójdziemy gdzieś razem, dawno się nie widziałyśmy, ponieważ pojechała na tydzień do ciotki, którą swoją drogą bardzo lubię.
Ciocia Sophie często zabierała nas na różne wycieczki. Często o niej mówię pani ciocia Sophie, jest naprawdę miłą i ciepłą kobietą, na której twarzy zawsze gości szeroki uśmiech.

Kiedy odłożyłam gitarę była godzina 21:46. Sprawnie pościeliłam łóżko i poszłam wziąć prysznic. Gdy wyszłam z łazienki było już grubo po 22:00, postanowiłam już pójść spać aby jutro bez problemu wstać do szkoły. Pewnie wiecie jak kończy się tak wczesne kładzenie do łóżka. Skończyło się na tym, że poszłam spać około 1:00. Dziękuje ci internecie, że dbasz o to abym zawsze była wyspana i pełna energii. Chyba muszę zrobić sobie odwyk od tych wszystkich telefonów, tabletów czy laptopów. Plan na najbliższe dni to przeczytać jakąś książkę dla siebie, która nie jest lekturą szkolną.

Rano usłyszałam dźwięk budzika dobiegającego z mojego telefonu. Byłam bardzo niewyspana, ale jeśli teraz bym nie wstała, to spóźniłabym się do szkoły. Pierwszym miejscem, które odwiedziłam była łazienka. Umyłam zęby oraz twarz i zrobiłam bardzo delikatny makijaż. Mam dzisiaj wychowanie fizyczne i gdyby make-up byłby mocniejszy to wszystko by ze mnie spłynęło więc wolę nie ryzykować. Rozczesałam włosy i poszłam się przebrać, dzisiejszy strój był bardzo skomplikowany - czytaj czarne jeansy i bordowa bluza z herbem szkoły. Zjadłam śniadanie przeglądając snapchata. Miałam jeszcze około 20 minut do lekcji więc na spokojnie wyszłam z domu. Widziałam tylko przez chwilę jak jacyś ludzie noszą kartony do mieszkania nr 6.

***
No to zaczynamy kolejne opowiadanie😅. Mam wielką nadzieję, że przypadło wam do gustu. Narazie nie pojawili się chłopcy, ale spokojnie - na pewno kiedyś to zrobią.

Pamiętajcie aby dać gwiazdkę✨ oraz komentarz💬 dla większego zasięgu😊.

My Chance// New Hope ClubCerita yang bikin terobses. Temukan sekarang