[Yaoi]
Arthur Kirkland niepewnym ruchem przekręcił kurek. Usłyszał nikły szum w zardzewiałych rurach otaczających kabinę, a po chwili na jego brudne, nagie ciało zaczęły spadać krople zimnej wody z prysznica. Zadrżał na to lekko, a na jego plecach pojawiła się gęsia skórka. Stał tak przez chwilę w bezruchu, wpatrując się w słuchawkę od prysznica i ciesząc wzrok czystością wody- w końcu od ponad tygodnia nie miał z takową styczności.
Dopiero po chwili zastanowienia wziął głęboki wdech i zaczął obmywać swe ciało z niemałej warstwy brudu; rozczesywał dłonią pozlepiane kosmyki włosów, przemył również wszystkie swe rany- przede wszystkim pięć ran ciętych na lewym nadgarstku. Robiąc to, spojrzał na nie z obrzydzeniem i zaklął pod nosem. Przypominały mu o tym, jak bezradnie pragnie znów zobaczyć Alfreda.
Arthur wydał z siebie zduszony szloch. Złapał się gwałtownie za brzuch i kucnął na popękanych kaflach. Jego oczy, zakryte morkymi kosmykami jasnych włosów, zaszkliły się łzami.
Nagle poczuł na swych łopatkach parę ciepłych dłoni. Zanim się zorientował, owe ręce czule objęły go na linii klatki piersiowej i powoli uniosły go ku górze. Arthur przetarł tylko twarz nadgarstkiem- nie chciał, żeby właściciel ciepłych dłoni zobaczył go w tym stanie, tak kazały mu resztki jego angielskiej godności, którą i tak z dnia na dzień zacierało palące uczucie niepokoju.
Kiedy już się wyprostował, spuścił głowę. Bał się spojrzeć owej obcej osobie w oczy, ponieważ ostatni miesiąc wiele go nauczył- nikomu nie można już ufać. Stąd też zaczął mieć podejrzenia, że nieważne, u kogo jest właśnie w ciepłych objęciach, istnieje ryzyko, że zostanie zabity. Pod prysznicem nikt nie usłyszy jego wołania o pomoc, więc to miało jeszcze większy sens. Arthur jednak dobrze wiedział, że nie ma zamiaru krzyczeć. Nie zrobi przyjemności potencjalnemu mordercy. Ba, śmierć w tym momencie będzie dla Kirklanda przysługą...
-Arthur - rozmyślania blondyna przerwał cichy szept przy jego uchu - Arthur... - w jego uchu ponownie zadźwięczało ciche wołanie.
-Śmiało, zabij mnie. Go ahead. - wyniszczony głos Kirklanda zabrzmiał o wiele piskliwiej, niż Anglik się tego spodziewał.
-Nie mów tak, Chéri... - głos przy jego uchu był już nieco głośniejszy, więc o wiele łatwiej było odróżnić jego barwę i ton. Arthur od razu go rozpoznał .
-Francis.- powiedział tylko, cedząc to jedno słowo.
Chciał się wyrwać, krzyczeć, wyzywać go, jak to zawsze robił. Jednak teraz coś się zmieniło. Tak bardzo tęsknił za jakimkolwiek czułym dotykiem. Za szczerym uśmiechem. Za krzepiącymi słowami, że wszystko będzie dobrze. W końcu nadarzyła się na to okazja, której Kirkland nie mógł zmarnować.
Bonnefoy delikatnie obrócił Arthura w swoją stronę. Ich spojrzenia się spotkały, jednak były inne niż zwykle. Twarzy Francisa nie rozświetlał już beztroski uśmiech, a jego oczy były przepełnione pustką. Kirkland również nie wyglądał najlepiej.
Francuz znów przysunął do siebie Anglika. Jemu również brakowało ciepła innej osoby. Było tak przyjemnie...
Ich usta połączył ciepły pocałunek. Arthur, kompletnie odchodząc od resztek zmysłów, oplótł swe ręce wokół szyi Francisa. Pogłębiając pocałunek, czuli przypływ emocji, czyli czegoś, czego ten nowy, post-apokaliptyczny świat nie miał ani krzty.
Arthur poczuł, że brakuje mu powietrza, jednak ani trochę nie chciał przerywać czułego gestu. Wiedział, że po tym może już nigdy nie zobaczyć Francuza na oczy. Przecież nie wiadomo, co niesie za sobą jutrzejszy dzień...
***
Tak, wiem, dużo opowiadań o takiej tematyce na wattpadzie. Mam nadzieję, że się jednak przyjmie...~
Ah, jedna rzecz - nie jestem yaoistką. Pomyślałam jednak, że taka scena się tu nada.
YOU ARE READING
Trzecia Wojna Światowa [APH]
ActionNa świecie wybuchła wojna nuklearna, która w przerażająco szybkim tempie zbiera swe żniwo. Kraje, wyniszczone radiacją, wciąż mają nikłą nadzieję, że ujrzą jeszcze blask słońca. Czy odnajdą się w tak wrogim otoczeniu? #91 miejsce w kategorii "Akcja"...
![Trzecia Wojna Światowa [APH]](https://img.wattpad.com/cover/109802456-64-k253167.jpg)