Rozdział pierwszy

72 11 4
                                        

***

Położyłam zimną dłoń na jego policzku zamykając oczy. Poczułam pod opuszkami palców pojedyncze łzy i usłyszałam, że wstrzymuje oddech. Chyba nigdy nie wybaczy mi tego co zrobiłam. Mam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Nawet nie wiem co mną kierowało. Chęć bycia zauważoną? Nieśmiałość? Dzień, w którym wysiadłam do samolotu był dniem, który odmienił mnie na zawsze. W końcu to zrozumiałam. 

***

Ale zacznijmy od początku. Mam na imię Laura i mam dwadzieścia lat. Do Korei chciałam przyjechać od kiedy pamiętam, dlatego zapisałam się na wymianę studencką najszybciej jak tylko mogłam. Przygotowywałam się do to tego wyjazdu kilka lat, chciałam żeby był idealny i dopięty na każdy możliwy guzik. Nie brałam pod uwagę swojego charakteru, myślałam że jak przyjadę do miejsca swoich snów to w końcu będę mogła wyśmiać wszystkich, którzy mówili „znam cię, nigdzie sama się nie ruszysz". Uparłam się, że chce im pokazać, że się mylą. Nigdy nie były to chamskie komentarze, teraz rozumiem, że się martwili. I słusznie.

Pierwszy dzień mojej wycieczki był dokładnie taki, jak go zaplanowałam. Po wylądowaniu w Incheon rozpłakałam się. Poczułam, że to najpiękniejszy moment mojego życia: spełniłam swoje największe marzenie. Wzięłam pierwszy głęboki wdech koreańskiego powietrza i ruszyłam w stronę terminalu.

Jednak cała moja historia tak naprawdę ma początek wraz ze wschodem słońca następnego dnia. Wieczorem po przyjeździe do hotelu byłam tak zmęczona, że od razu poszłam spać. Najdziwniejszy był mój sen. Poszłam do salonu fryzjerskiego prowadzonego przez Nergala i poprosiłam o niebieskie włosy. Do dzisiaj zastanawiam się o co z nim chodziło, bo nie był on w żaden sposób proroczy. Gdy zaskoczona otworzyłam oczy była szósta rano. Nigdy nie miałam zwyczaju wstawać tak wcześnie, ale dzisiaj planowałam wybrać się na uczelnię oraz trochę zapoznać się z Seulem, dlatego wstałam i przygotowałam się do wyjścia. Kartę do metra kupiłam już wcześniej, więc nie musiałam się niczym przejmować. 

Wyszłam z hotelu i udałam się na najbliższą stacje metra. Po drodze wstąpiłam do Starbucksa po swoją ulubioną kawę. Pomimo tego, że była wczesna godzina to na ulicy było już dużo ludzi. Zaczęłam czuć się niespokojnie, od zawsze bałam się większych zbiorowisk. Szczególnie w Azji poczułam się jak zwierzątko w zoo, ale stwierdziłam, że uda mi się przemęczyć. Potrząsnęłam głową próbując pozbyć się wszystkich złych myśli i stanęłam wśród tłumu młodych nastolatek czekających na pociąg. Tablica wisząca nad ich głowami głosiła, że poczekamy jeszcze trzy minuty. Wyciągnęłam słuchawki i włączyłam najnowszą piosenkę Nieah. 

Niestraszny mi żaden człowiek, niestraszny mi żaden człowiek, niestraszny mi żaden... Nagle ogłuszający pisk stojących obok mnie dziewczyn rozmazał myśli samobójcze chodzące po mojej głowie. Nadjechał pociąg i na moich oczach rozpętała się walka o miejsce w wagonie stojącym przed nami. Poczekałam, aż przestaną się przepychać i lekko wystraszona weszłam za nimi. Udało mi się przecisnąć do okna i stanęłam w kącie jak najbardziej chowając swoją twarz. Pisk nie ustawał, a moje dłonie były coraz bardziej mokre. Całkowicie zapomniałam o swojej kawie, którą trzymałam w lewej dłoni oraz o lecącej muzyce. Myślałam tylko o ludziach. Masie ludzi w tym jednym, cholernym wagonie. 

Jechałam tak trzy stacje. W końcu stwierdziłam, że dłużej nie wytrzymam i postanowiłam jak najszybciej wysiąść z tego piekła. Myślałam, że serce za chwilę wyleci z mojej klatki piersiowej, jak jakiś najnowszy pocisk opatentowany przez Koreę Północną. Gdy w końcu pociąg się zatrzymał ruszyłam w stronę wyjścia. I to był błąd. Akurat tutaj cały tłum postanowił wysiąść razem ze mną. A pisk stał się jeszcze bardziej nie do zniesienia. Przez chwilę miałam ochotę rzucić się pod koła metra, ale stwierdziłam, że to i tak nie rozwiąże tego problemu. Im bardziej zbliżałam się do wyjścia, tym bardziej ludzie się pchali. Byłam pewna, że będę musiała jechać do szpitala, bo niemożliwym było wyjść z tego bez ciężkich obrażeń. 

W końcu zobaczyłam światło stacji. Udało mi się dostać do drzwi, gdy nagle ktoś po raz pięćsetny mnie popchnął. I wypadłam z wagonu upadając prosto na podłogę stacji, przy okazji wypuszczając z ręki kubek ze swoją ulubioną czekoladową kawą.

/Ten fanfik to zuo. 

Fanfik SugaWhere stories live. Discover now