Pierwszy dzień po odrzuceniu spędził na odganianiu myśli o jego cierpieniu. Wyglądając za okno widział szarość i krople deszczu spływające powoli po szybie. Wszystko dookoła płakało z jego bezsilności.
Drugiego dnia zakaszlał po raz pierwszy. Delikatnie, niepozornie, lżej niż przy przeziębieniu. Czuł w swoich płucach łaskoczący, oszałamiający swoim wdziękiem płatek żonkila. To właśnie żonkile oznaczały nadzieję, nieodwzajemnioną miłość, ale także czas umierania.
Trzeciego dnia znowu zakaszlał, tym razem dwa razy, tym razem było dane odczuć mu cały kielich żółtego kwiatu, sunącego prosto z serca. Stanął na balkonie i patrzył w gwiazdy, zastanawiając się jedynie czy jego ukochany wspomni go choć raz patrząc na żonkile.
Czwartego dnia zapłakał po raz pierwszy. Gdy znowu zakrztusił się płatkami wirującymi w jego organizmie. Łzy spływały powoli, mimo grymasu na jego twarzy i mocno zaciśniętym oczom. Nawet one sprawiały mu ból, spowalniając wszystko i boleśnie uświadamiając w jakim jest stanie.
Piątego dnia pierwszy raz wyszedł z domu. Mimo sporadycznego kaszlu, chłodu, współczujących spojrzeń ludzi on czuł się dobrze. Czuł się dobrze po raz pierwszy od pięciu dni, mimo ciążącego bólu w sercu uświadomił sobie jak bardzo był szczęśliwy, jak bardzo uszczęśliwiała go każda chwila w towarzystwie wyjątkowego mężczyzny. Mimo iż zaprzepaścił długie lata ich przyjaźni i właśnie umierał, przez jedno wyznanie, nie było mu ciężko. Czuł się wolny, lekki i bez zobowiązań.
Szóstego dnia po raz kolejny odnalazł w sobie siłę i słabość jednocześnie, by wylać łzy. Łzy żalu, rozpaczy, krzywdy, niespełnionej miłości, zagubienia i bólu. Gdy wstrząsał nim spazmatyczny szloch, po raz pierwszy zaczął się dusić. Wtedy właśnie zdał sobie sprawę, że delikatne płatki żonkili wcale nie łaskotały delikatnie jego serca, przypominając o jego miłości. Zdał sobie sprawę, że to właśnie one go rozrywają zostawiając głębokie rany na duszy. Z ran nie wypływała miłość, Baekhyun nigdy nie pozwoliłby aby stracił choć trochę miłości do swego ukochanego.
Siódmego dnia po raz pierwszy przyszedł do niego jego jedyny przyjaciel. Han błagał go, by zgodził się na operację. By nie cierpiał, by zapomniał o bólu i nieszczęściu. By zapomniał o odrzuceniu, pamiętając jedynie o dobrych chwilach w jego życiu, by pamiętał jedynie o chwilach, w których nie było jego. Baekhyun wolał umrzeć, niż pozwolić na zapomnienie o swej miłości. Tego, który przyniósł im rozpacz i zgubę. Tego dnia zaczął się dusić drugi raz, czując okropne łaskotanie w płucach, czując okropne łaskotanie miłości i rozpaczy. Czy to właśnie jest ból?
Dziesiątego dnia po raz kolejny płakał, mimo iż przysięgał gwiazdom, że tego nie zrobi. Lu od pierwszych odwiedzin przychodził do niego codziennie. Dzień w dzień obserwował jego cierpienie z bólem w sercu, delikatnie i nienachlanie sugerując, aby zgodził się na operację. Dotyk jego przyjaciela był kojący. Tak oszałamiająco delikatny, w porównaniu z brutalnymi kwiatami, które powoli karały go za obdarowanie kogoś miłością. Czystą, niewinną miłością, miłością, która nie była w żaden sposób niewłaściwa, a mimo to tak bolesna.
Dwunasty dzień również spędził ze swoim przyjacielem. Całą noc przesiedział na balkonie, obserwowany prze osobę, której nigdy nie chciał sprawić bólu, a mimo to ranił ją w najgorszy możliwy sposób, pozwalając łzom powoli spływać po jego policzkach, gdy wpatrywał się w gwiazdy, szukając kolejnej odpowiedzi.
Trzynastego dnia znowu płakał, znowu patrzył w gwiazdy, znowu wewnętrznie krzyczał, błagając o odpowiedź. Wierzył, że jedynym co jest w stanie oczyścić duszę są łzy. Czyste, chłodne łzy, dające obraz jego rozpaczy. Dlaczego Baekhyun płakał, mimo rozkosznie czystej, pięknej duszy?
Czternastego dnia nie płakał. Dusił się przez większość dnia, czując kwiaty wirujące w jego wnętrzu, ale nie płakał. Czternastej nocy patrzył w gwiazdy, spokojnie sunąc oczami po panoramie miasta. Tego dnia Baekhyun coś zrozumiał, zrozumiał, że gwiazdy nie dają odpowiedzi. One zadają jedynie pytanie, na które on musiał znaleźć odpowiedź. Był już blisko odpowiedzi, była dla niego już namacalna, sunął po niej opuszkami palców, gdy ta nabierała kształtów.
Piętnastego dnia Baekhyun dał skrytym gwiazdom odpowiedź. Nie płakał dla siebie, płakał dla duszy Chanyeola, którego miłości pragnął tak rozpaczliwie, że przejmował cały jego ból, rozpacz i zmartwienia, mimo iż to właśnie ciężar jego duszy był delikatnymi żonkilami, które sunęły, obciążając krystaliczną duszę nieszczęśliwego kochanka. Tego dnia Baekhyun znalazł odpowiedź, jego koniec był bliski, teraz już mógł odejść, zostawiając swojego ukochanego bezpiecznego, a gwiazdy usatysfakcjonowane odpowiedzią.
Bekhyun poznał Chanyeola, gdy mieli piętnaście lat, na duszy Baekhyuna ciążyło piętnaście zmartwień Chanyeola, Baekhyun opuścił Chanyeola po piętnastu dniach.
Krótko, pseudoartystycznie, z powtórzeniami, ale z niesamowitą miłością, nadzieją i uczuciem, doprawione moimi łzami i ukochaną alternatywną rzeczywistością.
YOU ARE READING
Daffodils
FanfictionŻonkile symbolizują nieodwzajemnioną miłość, ból i śmierć. ❁ angst ❁ dramat ❁ hanahaki!au ❁ chanbaek ❁ one-shot ❁
